Banalnie nieodwracalnie

Co z tego, że dom trzesz­czał w szwach. 

Znowu ktoś wszedł tyl­ny­mi drzwia­mi, 

nie­spo­dzie­wa­na czu­łość,

za­gu­bio­na wśród ru­basz­no­ści, spło­nę­ła 

żyw­cem.

 

Wzbu­rzo­na nad­mia­rem emo­cji, czer­wo­no-nie­bie­ska

mie­szan­ka krwi im­po­nu­je ja­snością. 

Na gra­na­to­wym nie­bie złoty strzał. Czy­ta­nie z ust. 

Smak ostre­go słowa.

 

Nie­któ­rych trze­ba wiecz­nie za­pra­szać. 

Do tańca,

zło­że­nia wi­zy­ty, do stołu. Tra­dy­cja za­bie­ga­nia

zu­ży­wa po­kła­dy bli­sko­ści, za­ni­ka oczy­wi­stość,

przy­dat­na ścią­ga z za­ka­mar­ków duszy.

 

Na fi­na­ło­wej gali 

ope­ro­wy gest nie ma zna­cze­nia.

To w za­ci­szu sy­pial­ni li­czy­my stra­ty.

Im wię­cej wiary, tym ci­szej. 

 

Krzyk nie na­ma­lu­je głębi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • befana_di_campi 16.02.2021
    Zanurzyłam się w wierszu... :)

    Serdecznie :)
  • absynt 16.02.2021
    Pozdrawiam ciepło. I dzięki, za wizyty pod moimi tekstami:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania