Banalnie nieodwracalnie
Co z tego, że dom trzeszczał w szwach.
Znowu ktoś wszedł tylnymi drzwiami,
niespodziewana czułość,
zagubiona wśród rubaszności, spłonęła
żywcem.
Wzburzona nadmiarem emocji, czerwono-niebieska
mieszanka krwi imponuje jasnością.
Na granatowym niebie złoty strzał. Czytanie z ust.
Smak ostrego słowa.
Niektórych trzeba wiecznie zapraszać.
Do tańca,
złożenia wizyty, do stołu. Tradycja zabiegania
zużywa pokłady bliskości, zanika oczywistość,
przydatna ściąga z zakamarków duszy.
Na finałowej gali
operowy gest nie ma znaczenia.
To w zaciszu sypialni liczymy straty.
Im więcej wiary, tym ciszej.
Krzyk nie namaluje głębi.
Komentarze (2)
Serdecznie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania