Bankrut miłości

Zmęczeniem ocieniona twarz

Oczy przygasłe bo przedsenne

Umysł niewiele widzi rad

Ciało w pół tchu i bezimienne

 

Spod powiek dziwne płyną łzy

Niosą błękity i zielenie

Gdy w teraźniejszość zamkną sny

Z pewnością więcej nic nie zmienię

 

A odliczanie ciągle trwa

Klepsydra wciąż nieopisana

Spoglądam w lata własnych strat

Niezabliźniona ciągle rana

 

Po nocy dzień kolejny wstanie

Promienie z deszczu stworzą tęczę

Ktoś był, będzie rozczarowaniem

Lecz ja kimś takim zostać nie chcę

 

Pragnę dawać to co miałem

Z niezasłużonej życzliwości

Bogactwo które otrzymałem

Kopalnię wiedzy, świat miłości

 

I jeśli tylko to możliwe

Chcę być bankrutem, oddać teraz

To co mi jeszcze pozostało

To co w nas nigdy nie umiera

 

Spokojne dzisiaj oceany

Miłości trwałej niepodzielnej

Żonie w podzięce za wspaniałą

Rodzinę ,której chcę być wierny

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • piliery rok temu
    Jest w tym wierszu coś co mnie zatrzymało. Przesłanie, tonacja, lekkość, rytm. Wszystko jednak czasem kuleje i bardzo przydałoby się go skorygować.
  • Adam rok temu
    Z pewnością masz rację.
    Dzięki.
  • Grisza rok temu
    "Spoglądam w lata własnych strat" - gorzkie, dobre...
    Piliery ma rację, wiersz Ci się w trakcie rozmywa i przekształca w jakiś wykład, deklarację...
  • Adam🙂
    To jest bardzo ładny, smutny liryk.
    Faktycznie trochę skacze, spróbuj proszę - popracować nad nim jeszcze... będzie pięknie.

    Pozdrawiam.
  • ireneo rok temu
    Mądry, kiedy oporne mu natchnienie boże,
    wybiera proze.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania