Bankrut miłości
Zmęczeniem ocieniona twarz
Oczy przygasłe bo przedsenne
Umysł niewiele widzi rad
Ciało w pół tchu i bezimienne
Spod powiek dziwne płyną łzy
Niosą błękity i zielenie
Gdy w teraźniejszość zamkną sny
Z pewnością więcej nic nie zmienię
A odliczanie ciągle trwa
Klepsydra wciąż nieopisana
Spoglądam w lata własnych strat
Niezabliźniona ciągle rana
Po nocy dzień kolejny wstanie
Promienie z deszczu stworzą tęczę
Ktoś był, będzie rozczarowaniem
Lecz ja kimś takim zostać nie chcę
Pragnę dawać to co miałem
Z niezasłużonej życzliwości
Bogactwo które otrzymałem
Kopalnię wiedzy, świat miłości
I jeśli tylko to możliwe
Chcę być bankrutem, oddać teraz
To co mi jeszcze pozostało
To co w nas nigdy nie umiera
Spokojne dzisiaj oceany
Miłości trwałej niepodzielnej
Żonie w podzięce za wspaniałą
Rodzinę ,której chcę być wierny
Komentarze (5)
Dzięki.
Piliery ma rację, wiersz Ci się w trakcie rozmywa i przekształca w jakiś wykład, deklarację...
To jest bardzo ładny, smutny liryk.
Faktycznie trochę skacze, spróbuj proszę - popracować nad nim jeszcze... będzie pięknie.
Pozdrawiam.
wybiera proze.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania