bardzo bardzo w duchu wojennym i rozlazłego sentymentalizmu, specjalnie dla was z tytułem i numerem zero jeden, utwór idiotyczny, od ręki, wierzę że zaspokoi
byłam ci
a ty
zakołysałeś mię w walcu
cynobrem policzki napełniłeś
z brząknięć szerpentyny
usta karminem z się ocierania
o epolety w tańcu
zwierzu wojenny
padalcu z dżungli marzeń
co przestrzegał wielebny
ale tej nocy, niech tam się zdarzy!
wiem wiem wiem
odejdziesz z pułkiem
porzucisz mię
pójdziesz robić szablą
rożnem z kiełbasą i karkówką na grillu
w majteczki w grochy serduszka, tfuj!
i! markietanki
będziesz robił pitolem
pomnij naonczas i wiedz
że noszę dziecię twoje
zawróć ułanie dragonie szwolerzeże
czy co tam jesteś
nie pamiętam w szarżach niepewna
lulać córkę czy syna swego (jeszcze nic pewnego)
wychować na możnych zamysłów ofiarę
ja, cóż kobieta znów we łzach się pogrążę
i sprzedeam lejbusiowi pierścionki
po matce
babce
prababce
z palców zdejmę
kapitał rodu
bądź tu kobietą w tym kraju
ródź pogrobowca
i od zerwania gwintu
przez resztę na czarno
z żelaznym pierścionkiem
jakżesz marnie
o, żesz pierdolę
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania