Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Basia i testament

Czy mój pogrzeb będzie radosny? Zależy, ile zostawię mojej kochanej rodzince. Tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Jeszcze nie ten wiek. Zaraz będę miała czwórkę z przodu. To jeszcze chyba nie pora na takie rozważania. Bank myśli tak samo. Wciąż mam dużą zdolność kredytową.

Ale dziękuję bardzo. Jestem mądrzejsza od psa. Nie dam się złapać dwa razy. Spłacam dom, dlatego nie stać mnie na kupno grobu. Mam męża Adasia. Ten człowiek jest kompletnie nieżyciowy. Nie radzi sobie z bankomatem, ze mną. Nie wie, gdzie trzymam pieniądze ani jak robić zakupy. Jemu każdy wciśnie co chce. Wypisz wymaluj — pierdoła.

No, nie do końca. Adaś jest genialnym wynalazcą. Tak, tak. Wprawdzie jeszcze niczego nigdy nie opatentował, ale jest. Trzeba być nienormalnym geniuszem, żeby wynaleźć kompas wykrywający promocje czy kamizelkę emocjonalną odporną… Niech myślą o nim co chcą. Ja wiem, że jest świetny w łóżku…

Przyrzekłam sobie, że nigdy nie zdradzę jego tajemnic mojej rodzince gadów. Niech go mają za niedorajdę i fajtłapę. Adasia to nic nie obchodzi. Mnie tym bardziej. Ale teraz trafiła się okazja, żeby zaprezentować go rodzinie gadów w pełnej krasie. A te jego wynalazki każda kobieta chciałaby mieć. Dlatego nie wyprowadzałam z błędu moich krewnych.

Ale umarł nam daleki krewny. Dziesiąta woda po kisielu. To był taki nasz wujek z Ameryki, choć nigdy nie widział tego kontynentu. Dorobił się nie wiadomo na czym… i na pewno łamiąc prawo. Zawsze patrzył na ludzi z góry. Dlatego nikt go nie lubił — ale tylko w myślach. W bezpośrednim kontakcie każdy starał się być słodszy od cukrowni!

Ja nie byłam lepsza. Nie mam krewnych przy korycie, więc mam ciężkie życie. Zresztą moja rodzinka składa się z osobników, które zapomną o największym dobrym uczynku, a zapamiętają najmniejszą krzywdę. Źle traktują Adasia. Ale do rzeczy. Nasz wujek zmarł. A każdy zmarły zostawia testament. To logiczne — każdy wie, że umrze.

Nasza rodzina jest bardzo rozgałęziona. Są gady, sępy, krokodyle. Każdy zjeżdża ze swojej części kraju. Wszyscy będą jak podpięci do prądu. Więc pomyślałam sobie tak: gdyby mój Adaś wynalazł pióro zmieniające testamenty, zyskałby szacunek wszystkich. Ciotki Genowefy — tej, co pamięta, co jadła sześćdziesiąt lat temu, ale zapomina o urodzinach wnuków (bo musiałaby głęboko sięgnąć do kieszeni). Wujka Edwarda — przy którym polityk to symbol uczciwości. On jest jak wiertarka – wszędzie się wkręci.

Teraz ja muszę nakręcić Adasia. Słyszę jego kroki. Siedzę na mojej białej kanapie, w czarnych pończochach, spódnicy i marynarce. Wypisz wymaluj — ładna niewiasta w żałobie po pieniądzu. Moje blond włosy psują schemat, ale nie będę się przefarbowywać! Od tego podobno wypadają włosy. Mój Adonis stanął w przejściu i wsparł się o futrynę. Nie ma zakoli, ani własnej lady na piwo (nie przy moim stylu gotowania). Teraz dotknął mnie oczami. Przesunął wzrok wzdłuż linii moich nóg. Usiłował zajrzeć pod spódnicę, ale zręcznie ją wygładziłam.

Adam przesunął wzrok wyżej. Musiał dostrzec krzywo zapięte guziki, bo przełknął ślinę. A mnie zrobiło się dziwnie gorąco. Szedł do mnie. Delikatnie odsunął moje ręce i po chwili guzik wyskoczył z dziurki — najpierw pierwszy, potem drugi. Moje piersi unosiły się szybko.

– Co knujesz? – spytał, uśmiechając się delikatnie. – Znam tę minę.

Przestrzelił mnie na wylot. Wynalazca wiertłem po dziąśle szarpany... Chciałam się bronić, ale moje ciało nie chciało. Obserwowałam jego delikatne palce wsuwające guziki. Nie mogłam przełknąć śliny. Oczy zachodziły mi mgłą. Do diabła z takim chłopem, co tylko rozpina i zapina guziki, a ja zachowuję się jak…

– Ziemia do Basi… O czym myślisz?

Moja winda natychmiast zjechała z poziomu Raj do poziomu ziemia. Uspokój się natychmiast. Nie masz dwudziestu lat.

– O pogrzebie…

Adaś zbladł gwałtownie, zabrał ręce i położył je na kolanach.

– Baśka... Jeśli chodzi o to, że w czwartek nie obejrzałaś serialu, bo był mecz Ligi Europy, czy o brudne skarpetki… To nie jest żaden powód do popełniania samobójstwa.

Popukałam się w czoło, ryzykując uszkodzenie jedynego normalnego mózgu w tym pomieszczeniu. Choć jego spowiedź zaczynała być interesująca. Ja jestem jak badyl — przydeptana, odskakuję. Muszę, inaczej nie mogłabym żyć w świecie, gdzie każdy chce ode mnie czegoś innego. Szef chce wydajności za kiepskie pieniądze. Lekarze chcą, bym była zdrowa bez leczenia. Reklamy i telewizja chcą, bym była idealna. No i kurna jestem.

– Puknij się, ty! Nie myślę o swoim pogrzebie, tylko o tym obrzydliwie bogatym wujku, co się złapał za serce dokładnie tydzień temu!

Usłyszałam mruknięcie.

– Acha. Bo ja myślałem, że chodzi o coś ważnego.

Zacisnęłam dłonie. Nie mogę się zdecydować, czy go przelecieć, czy udusić. Może podduszenie.

– Każdy normalny człowiek w naszej rodzinie myśli teraz tylko o tym, czy jego nazwisko jest w testamencie! To jest ważne.

Spojrzał na mnie przygaszonym wzrokiem.

– Dla ciebie też? A ja? Czy mój trup dostałby od ciebie choć jedną łzę, jedną sekundę zamyślenia?

Poeta cholerny. Życie jest jak cholerna gra w karty. Siadam do stolika, zakładam nogę na nogę i próbuję nie dać się oskubać, a ten wbija we mnie ewangeliczne farmazony.

Westchnęłam i po prostu oparłam się o jego kolana. Poczułam opuszki jego palców na szyi. Przenikało mnie ciepło. Wygięłam się jak kotka. No, spora kotka.

– Adaś… Ja nie jestem zła… Jak umrzesz, to będę się zastanawiała, za co cię pochowam. Jak chcesz pleść takie głodne kawałki, to najlepiej za ołtarza. Słowo honoru, że będę siedzieć w pierwszej ławce w miniówce. Ale dopóki nie masz własnej koloratki, zostaw myślenie mnie.

Roześmiał się.

– No i co wymyśliłaś? Bo ubrałaś się jak wcielenie grzechu, więc czegoś ode mnie chcesz? Mów. Mam go wskrzesić!

Co to, to nie. Wcielenie grzechu — taką poezję to ja rozumiem. Wskrzeszenie też coś! Dom pogrzebowy, karawan, ksiądz, stypa. Wszystko opłacone. Puknij się, kobieto. On tylko żartuje… Te pieniądze mieszają mi w głowie. Adaś miesza trochę niżej.

– Co ty mi robisz? – szepnęłam. – Chciałam, żebyś wynalazł pióro zmieniające testamenty.

Zerwał się. Pacnęłam głową o kanapę. Na szczęście zainwestowałam w miękkie obicie.

– Baśka, rozum ci odebrało?! Czym ty teraz myślisz? Wiesz, ile to roboty? Trzy dni to mało czasu… Mówisz mi o tym teraz…

– A kiedy miałam ci o tym powiedzieć?! Zaraz, ty mówisz, że to możliwe? To jest technicznie wykonalne?

Osunęłam się na kolana, jak najcnotliwsza zakonnica. Wiedziałam już, że zrobię wszystko. Wszystko znaczy wszystko.

– Co za to chcesz? Zrobię wszystko?

Adaś mamrotał coś bez sensu. Wreszcie stanął przede mną.

– Chcę placek śliwkowy, dwa piwa dziennie, monopol na telewizor w czwartki, środy i wtorki.

Przeliczyłam utracone odcinki serialu M jak Magda. Za tę kasę wyprodukują własny. Niech mu będzie. Myślałam, że poprosi o coś, hm… przyjemnego. I mniej kosztownego. Mam węża za męża. Wojny domowe zaczynają się od mniejszych rzeczy.

– Placek — zgoda… Ale utrata kontroli nad telewizorem to już wykorzystywanie bezbronnej kobiety…

Pochylił się. Moje oczy rozbłysły. Może wymigam się taniej? Jego ciepły oddech musnął mój kark, gdy szepnął:

– Chciwa zołza. Cena nie podlega negocjacji. Ty jesteś bezbronna... jak lew, szczur i sęp w jednym.

Co mam robić? On jest gorszy niż bank. Zna mnie. Łatwo mu bawić się w biologa. Nie on opłaca rachunki. Nalewa z pustego. Zapamiętam mu to.

– Zgoda, przyjmuję warunki!

Mogłabym nie dotrzymać słowa, ale Adaś to nie wyborca — nie daruje. Poza tym mam swój honor. Rozsypałam mąkę na stolnicy, a potem zabrałam się za formowanie ciasta. Miętosiłam je, wgniatając w stolnicę. Piekarnik rozgrzany, a ja spocona.

Adaś stanął w drzwiach. Spojrzał na śliwki. Uniosłam wałek.

– Zostaw, wyliczone. A w ogóle to idź stąd… Rób to pióro. Dotrzymam słowa. Oddam telewizor.

Adam zrobił kilka kroków. Stanął przy śliwkach. Ostrzegłam go: według prawa międzynarodowego mogłabym go zabić. Chyba? Patrzyłam, jak pestkuje śliwki. Pestki odskakują pod wpływem siły jego

palców. A ja użyłam wałka zgodnie z kuchennym przeznaczeniem. Stolnica poruszała się delikatnie i skrzypiała.

– Baśka, jeśli nie chcesz, to nie rób! Ja zrobię ci to pióro…

Stolnica skrzypiała i jęczała pod moim wałkiem, a ja szukałam podstępu. Adaś umie pomagać w kuchni. Zwłaszcza jak jestem w kusym fartuszku. Zbereźnik jeden. Ale nawet diabeł dotrzymuje umów. Nie będę gorsza.

– Zrobię. Przyszykuj blachę.

Ledwie to powiedziałam, a on już pojawił się z blachą. Sprawnie ugniatał folię do pieczenia. Kiedyś damy miały swoich rycerzy — ja mam swojego łasucha. Ostrożnie zawinęłam rozwałkowane ciasto na wałku. Tak przeniosłam je do blachy. Adaś obserwował, jak ciasto ląduje w środku.

– Trzeba je nakłuć widelczykiem, żeby oddychało. Dostanę śliwkę? Jedną. Na próbę.

Zmierzyłam go wzrokiem.

– Nie podważaj moich marnych kuchennych kompetencji. Weź jedną, sprawdzisz, czy nie zatruta!

Wsadził ją do paszczy i połknął. A teraz stanął za mną i kierował dłońmi, gdy osadzałam śliwki. Nie pomagał — przeszkadzał. Ale niech ma. To pióro było warte każdego poświęcenia. Wreszcie pozwoliłam mu zabrać blachę i ceremonialnie włożyć ją do piekarnika.

Zniknął w swoim garażu. A ja usiadłam przy stole. Po prostu siedziałam. Kuchnia nie posprząta się sama. Ale może zaczekać — jeść nie woła. A ja po prostu patrzyłam na piekarnik. Zaniosę mu ciasto do garażu. Zobaczę go przy pracy. Teraz ja mu pomagam. Wpakuję mu się na kolana. Albo oprę nogę o krzesło? Opanuj się. Tu chodzi o miliony. Adaś to nie piekarnik. Nie będzie pracował przy pewnej temperaturze.

Kiedy chwyciłam kuchenną rękawicę i wyjmowałam blachę, Adaś pojawił się jak dżin. Jak on to wyczuł? On ma jakiś szósty zmysł. Uśmiechał się. Klękałam, wyjmując blachę, gdy ucałował mnie w oba policzki. Wariat, ale mój.

– Zrobiłeś go? – szepnęłam. – Poczekaj, aż wystygnie, bo dostaniesz skrętu kiszek.

Ostrzegłam pro forma, bo znam swojego męża. Wyrwał mi blachę i zaniósł do garażu. Nie widziałam go dwa dni i dwie noce. Jakby się szlajał po knajpach… Albo chodził na zastępcze żony. Lecz nad ranem, w dniu pogrzebu, poczułam na nodze dotyk zimnej stalówki.

Otworzyłam oczy. Właściwie to omal mi nie wypadły. Adaś stał przede mną wymiętoszony jak sukienka po weselu. Podkrążone oczy, blada twarz — ale ten uśmiech mówił wszystko. Mogłam jechać na tę cholerną ostatnią drogę.

Szybko wcisnęłam się w strój żałobny, a Adaś tłumaczył mi użytkowanie pióra. Naciągałam rajstopy, spódnicę. A on klęczał przy mnie i monotonnie wyjaśniał:

– Jeśli pióro wykryje testament w pobliżu, to skuwka się zarumieni. Wtedy wystarczy zacząć pisać na dowolnym papierze, a pióro zmieni tekst ostatniej woli waszego wujka. Baśka, ty się jeszcze zastanów. To straszne narzędzie… Ono…

Spojrzałam na niego uważnie. Wyciągnęłam nogę, opierając ją na jego kolanie.

– Adaś, ja jestem chciwa! Ale w granicach rozsądku. Chcę, żeby moja rodzina cię szanowała! Żebyś nie musiał wiecznie wysłuchiwać protekcjonalnego tonu. O to mi chodzi. Ja naprawdę jestem szczęśliwa.

Założył mi buty, podniósł mnie. Chwyciłam torebkę, przytuliłam pióro i wyszłam na busa.

Siedziałam obok wujka Edwarda. Ten człowiek jest jak wiertarka – wszędzie się wkręci. Chudy, czujny, wiecznie mrużący oczęta. Teraz siedział w ciszy, jak wszyscy. Analizowaliśmy nasze postępowanie względem zmarłego i szanse na zapis w testamencie.

Ciotka Luśka zsunęła ciasne szpilki i wyraziła głośno obawy wszystkich:

– Jak myślicie? Opłaca się tam jechać? Ksiądz zrobi z niego świętego?

– Zależy ile wziął.

Zaczynał się sąd ostateczny. Wszystkie grzechy, grzeszki i domniemane winy wypływały na świat. Języki ciotek, kuzynek, babci — sądziły nieboszczyka.

Odwróciłam się.

– Cisza! Mam tu pióro, które zmienia testamenty. Pozwolę wam go użyć, jeśli będziecie traktować go jak człowieka.

Wujek Edward zadrżał, jakby przeniknął go prąd elektryczny. On jeden nie mielił ozorem — nigdy nie wiadomo, kto słucha. Teraz uśmiechnął się do mnie. Był to uśmiech doświadczonego akwizytora:

– Baśka, jesteśmy rodziną. Bezobjawową. Znasz nas, więc nie będę ci kadził. Na otwarciu testamentu będą wszyscy żałobnicy. Taka była wola zmarłego. Żadne z nas nie będzie plotkować o Adasiu.

Ciotka Luśka zmrużyła powieki.

– Ja będę się za niego modlić, ale pamiętaj o mnie. Na starość to każdy grosz się liczy. Wszystko drożeje, choćby pogrzeby… Dają tego zasiłku pogrzebowego tyle, co kot napłakał.

Zaczęła się licytacja na biedę. Ten ma dzieci-niedorajdy, którym trzeba kupić mieszkanie. Wiola chce na operację oczu. Jezu… Zapisywałam wszystko starannie z kartą na kolanie. Pióro pracowało jak pióro. A wszyscy pożerali je wzrokiem.

Jak łatwo uwierzyli w jego moc. Ani jednego zwątpienia — zupełnie jakbym powiedziała: "mam stanik".

– Basiu, najsłodsza – Cyprian dyszał mi w kark – czy to coś może podrabiać paszporty? Bo to teraz złoty interes. Dopuszczę cię do spółki.

O Jezu. To tylko jedno pióro. Jestem prostą żoną. Nie wytrzymam w tym ZOO. Wujek Edward syknął przez zęby:

– Cyprian! Nie kombinuj, jak nie umiesz. Pióro robi w jednym fachu. I bez głupich pomysłów. Każdy weźmie swoją dolę po trupie i cisza.

Ciotka Luśka bawiła się różańcem, po chwili wypaliła:

– Może zapiszemy coś kościołowi? Basiu.

Wuj Edward niemal spurpurowiał.

– Dasz czarnemu ze swojej doli?! Zresztą i tak ma monopol na pogrzeby. Wie ktoś, ile bierze?

Ciotka Luśka mocniej ścisnęła różaniec i jeszcze szybciej przebierała paciorkami.

– Edek, ty obrażasz Boga – stwierdziła autorytarnie. – Pobierzemy taksę od wszystkich. Trzeba się Bogu stale przypominać.

Ciotka Mirka, młoda trzydziestoletnia kobieta, lekko poprawiła spódnicę i wrzasnęła, aż drgnęłam:

– Swoim się dziel, ty zasuszona ropucho! Moje będziesz rozdawać? Edward ma rację. Basiu, pamiętaj o mnie. Zapisałaś wszystko?!

To nie rodzina. To robactwo. Teraz cieszyłam się, że jestem biedna. Gorliwie pokiwałam głową. Łeb mi pękał od tych krzyków, wrzasków.

Rozkrzyczany bus zatrzymał się przed cmentarzem. Odśpiewaliśmy co trzeba, odprowadzając urnę na miejsce spoczynku. Cmentarz. Wieczny spokój. Cisza. Tu nie ma o co się bić. Poza grób sięga tylko miłość. A mnie nie kocha nikt oprócz Adasia. Krewni pilnowali mnie, a raczej pióra. Wujek Edward trzymał mnie pod ramię.

– Nielicha urna i kwatera prima sort. Ta blondyna w takim stroju na cmentarzu… Sama sukienka warta ze dwa tysiące... A to ciotka z Łomży… Jest w trzeciej ciąży. I to jakiś interes, odkąd dają za dziecko. Ale to się nie kalkuluje. Potem trza wydać z nawiązką.

Niech ktoś mnie od niego zabierze. Adaś, co ty narobiłeś. Po co robiłeś to pióro? Patrzyłam na urnę opadającą w prostokątną czeluść i miałam ochotę skoczyć za nią. Adaś… Jak on da sobie beze mnie radę? Wytrzymam.

Żałobnicy ruszyli długim krokiem. Maszerowaliśmy wszyscy. Każdemu się śpieszyło. Ciekawość. Chciwość. Wszyscy! Dlaczego chciał wszystkich? Kancelaria notarialna z trudem nas pomieściła.

Piękna pani notariusz ledwo poruszała ustami, tłumacząc nam spadkowe formalności. Wyglądała jak wcielenie elegancji – zielona spódnica, żakiet. A moja stalówka się zarumieniła. Zaczęłam pisać. Pióro nie pracowało.

Oni mnie zabiją. Wuj Edward zbladł. Wyrwał mi pióro i kartkę. Walczył z piórem. Ale ono nie pisało.

– Co to za skurwysyństwo?! – wrzasnął. – Oszustka!

– Nie podzieliłaś się z Bogiem i masz – stwierdziła Luśka. – Daj mi!

Podał pióro i zastrzegł:

– Nie próbuj mnie okpić! Patrzę ci na ręce.

Notariusz pokazała dokumenty.

– Odczytam państwu ostatnią wolę Wiktora Stachury. Skupię się na tym, co miał wam do przekazania.

"Długo czekałem na tę chwilę. Oddałbym wszystko, żeby was teraz zobaczyć. Luśka, zapisuję ci mój zdrowy rozsądek. Może przestaniesz wreszcie wszystkich pouczać i wypowiadać się w imieniu Boga. Edward, masz większy majątek ode mnie, a zgrywasz biedaka. Po co? Dla twojej informacji — na urnę wydałem 6 tysięcy. Mirka! Dziewczyno, weź się wreszcie do roboty. Na co czekasz? Jesteście kłębowiskiem żmij. Wasze ręce potrafią tylko brać, a nie dawać! Interesują was tylko moje pieniądze. Nie ma ich! Wydałem wszystko na ruletkę i kobitki! Naprawdę sądziliście, że jestem tak głupi, by wam coś zostawić?! Zabezpieczyłem tylko mojego psa, Styksa. Przekazuję na jego rzecz pół miliona złotych, a jego jedynym opiekunem i dysponentem funduszu czynię Adasia!"

Zamrugałam. Zerwałam się. Musiałam uciekać, zanim to do nich dotrze. Mój Adaś bogaczem?! Uciekać! Przemknęłam przez kancelarię i wybiegłam na powietrze. W las? W krzaki?

– Zdrada! – pierwsze okrzyki ścigały mnie przez okna. – Nie będzie mi liczył majątku zza grobu. Baśka! Gdzie jest Baśka? Trzymajcie ją! Łapcie!

Biegłam z prędkością światła. Serce biło mi jak oszalałe. Krew tętniła w żyłach. Jaką ja miałam przewagę! Nagle dostrzegłam swoje Subaru. Adaś! Nigdy się tak nie ucieszyłam na widok jego twarzy. Zatrzymał się z piskiem opon.

– Ja prowadzę – stwierdziłam. – Dlaczego pióro nie zadziałało? To bydło mnie ściga!

Adaś usunął się, a ja wskoczyłam za kierownicę. Rzuciłam mu szpilki i ruszyłam. Pędziłam uliczkami. Emeryci uskakują przede mną. Starałam się nikogo nie przewieźć na masce. Pęd. Silnik wył. Ściskałam palce na kierownicy.

– Baśka, wybacz... Ja wiedziałem, że pióro nie zadziała… Bo nie cierpię twojej rodziny. Ono podmieniało treść, ale tylko wtedy, jeśli ktoś naprawdę kochał zmarłego.

Zahamowałam przy wjeździe do lasu. Oddychałam z trudem.

– Mogli mnie zabić! Rozszarpać… Adaś, to są biedni, chciwi ludzie. I nie tylko ty sobie zażartowałeś. Masz pół miliona i psa…

Adaś po prostu zamarł i szybkim ruchem ręki pchnął mnie na fotel. Machnęłam ręką. Musiałam uruchomić radio, bo głos spikerki rozbrzmiał we wnętrzu:

– Skandal w kancelarii prawnej. W trakcie odczytania testamentu rozczarowani krewni rzucili się na siebie. W ruch poszły krzesła i pięści. Interweniowała policja. Krewcy krewni są w tej chwili w areszcie. Cóż, nie od dziś wiadomo, że pieniądze wzbudzają wielkie namiętności.

Spojrzeliśmy na siebie. Adaś dotknął moich warg i szepnął:

– Zawsze byłem bogaty, bo miałem ciebie. Zrozumiem, jeśli mi nie wybaczysz… Naraziłem cię. Jestem przeciętnym facetem. A ty nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz zwyczajna. To Styks ma majątek, nie ja.

Co z takim zrobić? Albo zabić, albo pokochać nad życie. Jest jeszcze jedna możliwość. Samochód nieco się chwiał, gdy ja i Adaś odreagowywaliśmy stres. Ale cóż, pieniądze naprawdę wzbudzają wielkie namiętności!

Koniec

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania