baśnie
sny senne
z jęczmienia łubinu maku
piękne upiorne maligny
nostalgiczne
nie było obrazów ponad
surrealistycznie bulwiaste
kopuły nad pustynnym miastem
domów obleganych przez nieskończoność
mieszkańcy z oczami zamiast twarzy
chusty na ustach
turban w turban
kopulasto
zamiatali pył sukmanami
piasek ulicy przemierzanej w spiczastych kapciach
czasem między nimi arba za spracowanym osłem
nudy tam straszne
śmiertelne nie na żarty
że tylko nie spać
marzyć sennie
podążać z otwartymi oczami
za wspomnieniami babci
zmagającej się oddechem skrzypliwie
za opowieścią życia piękniejszą od baśni
na przekór upartej niechęci dzieci do spania
dla nas rzecz musiała być wysłuchana do końca
który nie następował bo opowiadanie opadające w szept
zamykało nam oczy patrzące w rozpalone ulice
potykanie się w niewygodnych kapciach
o pył kurz piasek
zaczarowanych miast
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania