Baśnie mroku i ciszy: Kamień, kwiat i książka

Pewnego razu żył sobie kamień. Zwykły, okrągły, pospolity. Leżał samotnie na uboczu drogi.

 

— Jakie nudne jest moje życie — pomyślał. — Jak tu nudno! Jak tu ciemno!

 

Narzekał na brak atrakcji, a dni płynęły leniwie, zmieniając się w miesiące, a potem lata, aż czas zaczął mijać jak sekundy. Przechodziły obok niego istoty cienia, lecz żadna nie zwracała na niego uwagi. Kamień przywykł do samotności. Jaki był sens wiecznego istnienia, skoro przez cały czas jedynym jego towarzyszem był on sam i nie było nikogo więcej? Świadomość kamienia z dnia na dzień zanikała, aż w końcu przesypiał większość czasu.

 

Aż pewnego dnia usłyszał coś niezwykłego — piękny, melodyjny śpiew, jakiego nigdy dotąd nie słyszał. Z oddali nadchodziła lekka, zielona poświata. Zobaczył istotę na dwóch nogach, o szarej skórze, która śpiewając, zbliżała się do niego. Przestała nucić, podniosła kamień i ujęła go w dłonie.

 

— W końcu jakaś przygoda! — pomyślał kamień.

 

Ciepło dłoni rozchodziło się po jego powierzchni — było to przyjemne uczucie. Nowe, dotąd nieznane doświadczenie zaciekawiło kamień. Nie był pewien, czy to coś dobrego, ale na pewno coś nowego. Sprawiło, że jego myśli krążyły wokół czegoś pozytywnego. Istota szła dalej, niosąc kamień w milczeniu, aż dotarła do obozu, gdzie przy świetle świecącego grzyba czekały na nią dwie inne, większe postaci.

 

— Znowu śpiewałaś? Mówiłem ci, że to niebezpieczne! Co masz w ręce? — odezwał się twardy głos.

 

Istota wyciągnęła kamień przed siebie.

 

— Mówiłem, żebyś nie zbierała śmieci, Melani! — Tak oto kamień usłyszał po raz pierwszy imię swojej wybawicielki. Było piękne, inne niż wszystkie dotychczasowe piski i skowyty, które słyszał przez te długie lata.

 

Dziewczynka podbiegła do torby i schowała kamień w środku.

 

— Phi, znowu przygarnęła jakieś śmiecie — odezwała się książka, która leżała obok kamienia w torbie.

 

— Nie bój się, wkrótce go wyrzuci. Mamy tu mało miejsca! — dodał fioletowy kwiat.

 

W torbie rzeczywiście było ciasno. Obok kamienia leżała gruba, stara księga oraz piękny, pachnący kwiat.

 

— Wyrzuci? Czemu miałaby mnie wyrzucić? — spytał kamień.

 

— Bo nie masz żadnej wartości, kolego! — zaśmiał się kwiat. — Ja jestem piękny i pachnę, ludzie mnie kochają!

 

— Wiedza, którą skrywam, jest cenniejsza niż złoto — dodała książka. — A ty, mój drogi, jesteś tylko zwykłym, pospolitym kamieniem.

 

I tak mijały kolejne dni, a kamień przyglądał się, jak jego towarzysze przypominają Melani o swojej wartości. Pewnego dnia kwiat, który kiedyś był piękny i pachnący, zaczął więdnąć. Stał się szary i brzydki.

 

— Co się ze mną stało? Nie zostawiaj mnie! Jak możesz? — rozpaczał kwiat, gdy Melani wyjęła go z torby i wyrzuciła na ziemię.

 

— A więc i piękno mija, a potem traci wartość? — pomyślał kamień.

 

Co ceniła istota, która dała mu nowe życie? Czyż piękno nie było czymś cennym?

 

— Widzisz, mój drogi? — powiedziała książka. — Piękno jest ulotne, ale wiedza, którą posiadam, jest wieczna.

 

Kontynuowali podróż, aż dotarli do domu. Melani wypakowała swoje „skarby”, zadowolona.

 

— Melani, powinnaś się uczyć. Niedługo musimy znaleźć ci męża. Wiesz, że nikt nie lubi głupich kobiet — rozległ się męski głos.

 

Dziewczynka otworzyła książkę, wydając przy tym głośne ziewnięcie. Nie lubiła się uczyć, ale zaczęła czytać na głos historie, które dla kamienia zdawały się niezwykle ciekawe.

 

— Widzisz, kamieniu? Jestem potrzebna. To dzięki mnie ta młoda dama ma przyszłość! — powiedziała zadowolona książka.

 

Melani chwyciła kamień i ostrożnie zaczęła go obracać w dłoniach. Wzięła skrobak i patyczek, by zeskrobać ciemną warstwę z jego powierzchni. Następnie obtoczyła końcówkę patyczka w czarnym proszku i zaczęła rysować na kartce. Nie lubiła tradycji panujących w jej plemieniu. Kobieta nie miała prawa wybrać partnera; liczyło się tylko dobro rodu. Ojciec uważał jej zamiłowanie do sztuki za coś bezwartościowego. Powtarzał, że „nie zarobi tym na życie”. Z pokolenia na pokolenie wszyscy zostawali podróżnymi kupcami. Sztuka była dla niej czymś, co nadawało życiu sens. Tylko przy niej mogła zatracić się i zapomnieć o trudach swojego istnienia. Marzyła o życiu, w którym robi coś, co kocha i co daje radość innym.

 

— Widzisz, kamieniu? Dzięki tobie stworzę coś nowego. Gdyby tylko ktoś mnie rozumiał... Tworzę coś pięknego! Dlaczego nikt nie może pokochać tego tak, jak ja?

 

— Ja cię rozumiem — odparł kamień. — Rzeczy, które tworzysz, są piękne! — lecz Melani go nie usłyszała. — Jak cudownie by było, gdyby inne istoty mogły mnie słyszeć.

 

Kamień, pełen ciekawości, zastanawiał się, co z tego wyniknie. Wkrótce linie ułożyły się w piękny pejzaż.

 

— Widzisz, książko? Nawet ja się do czegoś przydaję — pomyślał kamień.

 

Z każdym rysunkiem i śpiewem Melani wydawała się coraz szczęśliwsza. Kamień wpatrywał się w rysunki, które przedstawiały miejsca i istoty, jakich jeszcze nigdy nie widział. Melani, jak nieobecna, wciąż kreśliła linie z uśmiechem na twarzy. Dlaczego jej ojciec uważał to za coś bezwartościowego? Rysunki zabierały go w nowe miejsca, pokazywały nowe rzeczy. Kamień poczuł, że w końcu jego życie ma jakiś sens.

 

— Może i tak — odparła książka — ale ja jestem ważniejsza. Moja wartość jest większa!

 

Wkrótce jedna z istot zachorowała, a Melani, zmartwiona, nie miała czasu na naukę.

 

— Melani, kończą się nam pieniądze. Nie będziemy mieli nic na twój posag!

 

— Nie martw się, ojcze, jakoś damy radę! — odpowiedziała Melani.

 

— Przecież możecie sprzedać książkę. Jest dużo warta! — zaproponował kamień.

 

Nadeszły ciężkie czasy. Pewnego wieczoru ojciec Melani sięgnął po książkę i wyrwał z niej kartki.

 

— Co ty robisz?! Jak śmiesz?! — krzyczała książka, lecz mężczyzna użył jej do rozpalenia kominka. Kamień został sam.

 

— Czy nic w tym świecie nie jest wieczne? Czy nawet książka pełna wiedzy nie ma wartości? — zastanawiał się kamień. Nie rozumiał tych istot — wyrzucały cenne rzeczy, a jednak on, kamień bezwartościowy, trwał nadal. Co sprawiało, że był czymś cennym?

 

A może to śpiew Melani i jej rysunki były najcenniejsze? — myślał kamień.

 

Melani, by ulżyć sobie w cierpieniu, znowu zaczęła rysować. Zeskrobując kolejne warstwy kamienia, odkryła coś błyszczącego. Przez najbliższe dni delikatnie oczyszczała kamień, aż ukazał się piękny, błękitny klejnot.

 

— Jaki jestem piękny i błyszczący! — pomyślał kamień.

 

— Tato, tato! Chyba nie musimy się martwić o posag! — Zadowolona Melani podbiegła do ojca, trzymając znalezisko w dłoniach. Kamień cieszył się, że w końcu mógł się do czegoś przydać.

 

Wkrótce Melani została wydana za mąż. Była szczęśliwa, a kamień przemieniono w piękną biżuterię. Lata mijały, Melani się postarzała, a jej uroda przeminęła.

 

Kamień westchnął w duchu: "Oddałbym wszystko za takie życie. Jaki jest sens życia wiecznego, jeśli czas zaciera wszystko? Cenne wspomnienia kamienia z czasem przemijały, obrazy i dźwięki zamazywały się, aż w obliczu czasu stawały się niczym."

 

Pewnego dnia mąż wyrzucił ją z domu i na jej miejsce przyprowadził młodą dziewczynę.

 

— Jakże ci ludzie są głupi — pomyślał kamień. — Jej wygląd się zmienił, ale to wciąż ta sama istota!

 

Melani błąkała się po mieście, szukając miejsca dla siebie. Próbowała zarobić na śpiewie, muzyce i malowaniu.

 

— Dziwny jest ten świat. Bezwartościowe rzeczy są trzymane, a coś tak pięknego jak muzyka i sztuka pozostaje niezauważone! — pomyślał kamień.

 

Dni mijały.Melani nie przestawała śpiewać i rysować, uśmiechając się mimo wszystko.

 

— Przecież mogłaby mnie sprzedać? — zastanawiał się kamień, lecz Melani zatrzymała biżuterię. Pewnego dnia po prostu upadła, a z jej oczu popłynęły łzy.

 

— Czemu nikt mnie nie zauważa? Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś dla siebie, coś, co kocham… dlaczego nikt tego nie docenia?

 

— Ja cię doceniam! Śpiewasz pięknie... — myślał kamień.

 

Wkrótce Melani zachorowała i zmarła. Nikt się nią nie zainteresował, nikt jej nie pomógł. Umarła sama w ciemnościach.

 

— Jakże to życie jest ulotne — pomyślał kamień. — Ale to z nią przeżyłem najlepsze chwile swojego życia. Poczuł nowe, nieprzyjemne uczucie, jakby coś rozdzierało jego wnętrze.

 

I zaczął się modlić do bogów, by mu pomogli.

 

Jedna z bogiń, słysząc szczere intencje kamienia, spytała:

 

— Czy na pewno chcesz żyć? Jak sam widziałeś, życie jest krótkie i kruche. Na pewno chcesz czuć? Życie to nie tylko miłe chwile.

 

Kamień się nie wycofał. Wkrótce bogini podarowała mu nowe ciało. Poczuł rzeczy, których nigdy wcześniej nie znał — zapachy, smaki, powiew wiatru na skórze. Te nowe odczucia wydawały się bezcenne. Dlaczego inne istoty ich nie doceniały? Czyż nie miały najcenniejszych rzeczy tuż pod nosem? A może to wszystko było naprawdę ulotne i bezwartościowe w starciu z czasem?

 

Nie znał odpowiedzi na swoje pytania. Był jak nowo narodzone dziecko, stawiające pierwsze kroki w tym nowym świecie. Nie było sensu stać w miejscu i rozmyślać teraz, gdy miał śmiertelne ciało. Każda chwila mogła być jego ostatnią. Myślał nad tym, co robić dalej, lecz jedyne życie, jakie znał, to to u boku Melani. Przypomniał sobie o marzeniach, jakie miała jego wybawczyni. Może najlepsza droga to ta już znana? Może wtedy śmierć Melani nabierze sensu. Nie chciał, by pamięć o Melani została pożarta przez czas. Miał w końcu przed oczami cel, do którego mógł dążyć. Czekało go wiele nauki. Nie myślał o trudnościach, które go czekały. Nadzieja dodawała mu sił, by brnąć przed siebie.

 

I tak kamień kontynuował życie, przybierając imię Melani, tworząc sztukę w nadziei, że spełni marzenia jedynej istoty, którą darzył uczuciem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania