Beloniusz
Lubię chłód godzin wczesno porannych i widok pustych ulic, po których zasuwam z kubełkiem i miotłą. Wraz z miastem budzi się szarość i już za chwilę zakończę nocną zmianę. Myślami przenoszę się do miejsca wymyślonego, by choć na chwilę wyrwać z wąwozów aglomeracji. Lata sprzątania ulic nie pozostały bez echa, sprzątania i życia w piekle rodzinnego miasta.
Widzę kota, który z zawiedzioną miną opuszcza pobliski śmietnik. Tak bardzo podobny jest do Beloniusza, mojego wymyślonego przyjaciela. Szkoda, że on nie istnieje naprawdę, tak samo jak nie istnieję ja, wraz ze mną to miasto.
Przenoszę się do domu na leśnej polanie.
Jest tylko dom w lesie. Tam nie mam złych snów mówiących o tym, że lecąc w stronę nieba za chwilę spadnę. Tam widzę, jak nocą ryby wynurzają z rzeki pyszczki, szczęśliwi ludzie łowią je sznurami splecionymi z ciszy.
Właściwie ludzie wydają się tu niepotrzebni.
A jednak pojawią się wbrew mojej woli, ożywiając tramwajowe i autobusowe przystanki. Tuż przed świtem pojawiają się pierwsze samochody. Wiozą ich do miejsc, o których woleliby zapomnieć.
Wsiadam w swoją śmieciarkę i zjeżdżam do bazy. W małym mieszkanku na siódmym piętrze zaparzam herbatę i jeszcze nie włączam telewizora. Nad wieżowcami po wschodniej stronie miasta pojawia się pomarańczowe światło dnia.
Patrzę na swoje odbicie. Mam sześćset sześćdziesiąt sześć lat. Jestem gruby i łysy, trzy razy żonaty, obecnie romans z karłem. Co jeszcze? Ach, tak - jestem złym człowiekiem. Tak mało o sobie wiem. Ale pewnie się dowiem. Ludzie mi to powiedzą.
Z oddali przez uchylone okno, wraz z chłodem świtu dobiega uspakajający szum. Zapalam fajkę.
Pierwsza porcja dymu pokazuje mi czerwień żarzącego się cybucha, druga gości myślą o cieple letnich wieczorów, trzecia…
Honorata delikatnym ruchem wyjęła Narcyzowi fajkę z dłoni. Ostrożnie położyła ją tuż obok kryształowej cukiernicy i pogłaskała leżącego na stole czarnego kota. W uchylonym oknie jak cień mignęły wspomnienia, a miasto nadal śniło swój sen o bogactwie i sławie.
Komentarze (5)
Przecież tak trudno po prostu objąć człowieka, bo jest niezmierzalny.
Belon o jakim Beloniuszu pisze, ale jak zgrabnie i po swojemu i oczami ludzi :)))
Belon o Beloniuszu to szkatułkowa opowieść. Czuję się jak Matrioszka i jestem ciekaw, co kryje się za następnym zakrętem, pod kolejną warstwą. Zgrabnie, bo ja zgrabny jestem. Nie jestem grubasem :))
A ja tutaj strzelam. Tak przy okazji. Dziękuję Asie. Wiesz za co :) To było bardzo miłe.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania