Beskidzkie Wyspy
Nim słońce mgły poranne rozepchnie dłonią złotą,
Gdy świat jest jeszcze szary, senny, w pół-objęciu,
Wyrastają z odmętu – samotne, pod nieb toczące czoło –
Beskidu Wyspowego skalne wyspy w świętym przedsięwzięciu.
Jak okręty na morzu zastygłej, mlecznej ciszy,
Mogielica, Ćwilin, Luboń – strażnicy odwiecznej.
Ich stoki w zieleni lasów tajemnicę kołyszą,
Gdzie tylko wiatr szepczę modlitwę i szlak wydeptany – wieczny.
Pną się w górę ścieżyny, wstęgą wijąc się stromą,
Przez paprocie mokre rosą, przez bukowy gąszcz.
Na szczycie wieża czeka, otwarta ramionom,
By objąć świat daleki – w jeden, cudowny pejzaż.
W dole wioski się tulą, jak dzieci do snu w kolebce,
Dym znad chaty się wznosi, jak kadzidła dziękczynny dym.
Tu czas płynie leniwiej, w rytm potoków co szepce,
A cisza jest najczystszym, niezmąconym hymnem.
Mgła, jak płótno malarskie, raz odsłania, raz skrywa,
Te wyspy zielone, w błękicie zatopione.
Dzikie ścieżki wabią, gdzie przyroda prawdziwa
Wciąż swoje królestwo ma – nietknięte, uświęcone.
Jakże tu nie wspominać Sosnowskiego słów,
Co nazwał ten cud wyspą wśród mgieł kołysaną?
Każdy szczyt to opowieść, każdy kamień znów
Mówi o wędrówkach, o sile nieznanej.
Gdy schodzisz w dolin zmierzch, gdy chłód owiewa skronie,
Gdy ostatni blask słońca na Śnieżnicy gaśnie,
W sercu zostaje obraz – tych wysp w mgieł koronie,
I drewna wież, co pachną żywicą właśnie.
Beskidzie Wyspowy, królestwo ciszy i dróg,
Gdzie góry jak ołtarze stoją w modlitwie cichej –
Nosisz w sobie spokój, co ukoić umie lęk i smutek,
I piękno, co na zawsze w wędrowcach się wzdycha.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania