bez

W krainie tej, nadeszły czasy, że noc była dniem

Której blask księżyca dawał cień

Tutaj wszystko swój początek miało

Nie wiem jak, ale tak się działo

 

Było tak też dawno temu

Teraz się juz wszystko pozmieniało

Coś sie popsuło

Coś sie zachwiało

 

Kiedyś po zielonych łąkach biegały zające

A ptaki szybowały po niebie

Rosły wielkie drzewa

Z korzeniami głęboko w glebie

 

Lecz wystarczyła jedna sekunda

I jedna głupota

By zniszczyć to co żyło

Zamienić w tonę błota

 

Lasy, stepy i łąki

Żyzne pola złocistych zbóż

Jak to się stało?

Że wszystko to nie istnieje już

 

Zielone sady obrosły robactwem

A stary pasterz opuścił swoją chatkę

Zwierzęta gdzieś pouciekały

Wybudowano tutaj kolejną 'klatkę'

 

Choć jeśli zniszczyć możemy tyle

Tylko w sekundę jedną

To ile możemy stworzyć w minutę

W minutę... jakże niezbędną

 

Więc trzeba marzyć

Marzyć także o tej krainie

Bo w prawdziwym sercu

Jej obraz nigdy nie zginie...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania