bez tutułu

by uspokoić myśli

liczę w dół wzrokiem

pęknięcia idąc po płytach chodnika

dwa trzysta sto pięćdziesiąt trzy

liczę płyty kroki pęknięcia

wchodzę w zaniedbaną dzielnicę

tysiąc dwanaście tysięcy

tysięcy sześćset

roztrzaskana przeszłość

uspokajała przeszła

po zmiażdżonych chodnikach

osiemset tysięcy dwadzieścia trzy

wciąż się trzymam

aż czubek buta zawisa

nad milionowym pęknięciem

czy milionowym jeden

chyba straciłem rachubę

nie mogę się doliczyć

ze zgiełku historii

strzaskanej w gruz

chodnika nieodwiedzanej ulicy

tanecznych sal knajp burdeli

pokoi na godziny i kabaretów

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • siena

    Końcówka nęci, i daje wgląd w to że ten wiersz nie jest oschły.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania