....
Mijały tygodnie.. Ja wróciłam do życia, natomiast rodzice z wczasów. Wszystko było już w normie. Coraz częściej widywałam Kacpra. Niby przypadkiem, ale pojawiał się w kuchni, pomagał nam, próbował dań. Był super szefem, tworząc z nami zespół, który się rozwinął pod względem współpracy i zaangażowania. To ostatni dzień mojej pracy w „Słonecznej”. Po trzech miesiącach nadszedł ten dzień – dzień pożegnania. Jednak dla uwińczenia tego ważnego okresu w moim życiu czekała mnie jeszcze ostatnia impreza – urodziny Pana Antka.
Wieczorem, leżąc już w łóżku wzięło mnie na przemyślenia. Doszłam do wniosku, że nic w życiu nie wydarza się bez powodu. Gdybym nie pracowała w kuchni, to nie poznałabym tylu świetnych ludzi.. No i Kacpra… Cieszę się, że Dawid ma teraz normalnego kolegę, a nie jakiegoś dresa, który myśli tą „dolną głową”. Nawet głupiego „cześć” nie powie, tylko : „Eeee, jest Dawid?” A Kacper ma na młodego dobry wpływ. Zaczął się uczyć, pomagać w domu i mniej pyszczy do mnie, czy rodziców. Wydoroślał, w końcu. Tak, czy siak, wszyscy myślą, że on przyjeżdża do mnie. Na wiosce nic się nie ukryje. Nawet mamę pytali, ile jej przyszły zięć zarabia.. Ale ludzie zawsze będą gadać. Ludzie więcej wiedzą o Tobie i Twoim życiu, niż Ty sam. No cóż, taki mamy klimat.
Alee od razu mówię. Nie chce, byście sobie wyobrażali nie wiadomo co. Kacper to fajny.. kumpel. Tak, to dobre słowo. Nie patrzę na Niego, jak na faceta, tak na magrinesie. Wiem, wiem jest przystojny, kulturalny, starszy, ogarnięty i BRUNET. Nie ma ideałów, ale jest w moim typie. Ale jest jedno ALE. To mój SZEF. Swobodnie mi się z nim gada, lubię jego towarzystwo, Tak, tak. Wy byście zaraz powiedzieli: „To się za niego laska bierz.” Ale chyba jeszcze nie było tego boom, tego coś. Zresztą, traktuje mnie jak młodszą siostrę .
A z innej beczki, to Sebastian wrócił.
W tym roku ma maturę. Uczy się biedny w tym licku. Mój komputerowiec, informatyk. Obiecałam, że będę Mu pomagała ogarnąć polski i niemiecki. Cieszę się mega, bo dzięki temu spędzę z Nim więcej czasu. Bo muszę Wam przyznać, że tęskniłam za Nim. Za wspólnymi rozmowami, wygłupami, ja Jego obecnością.. To mój przyjaciel, nierozłączna część mego życia. Ale dla sprostowania sytuacji, nie tkwimy w żadnym friendzone. Kochamy się jak rodzeństwo, no i tyle. Dobrze, że Go mam. Pamiętam, jak w poczekalni, gdy zdawałam prawko. Jak w każde urodziny dostawałam czerwone róże, których ilość odpowiadała mojemu licznikowi wiosen. Jak wysłuchiwał moich gorzkich żali, płaczu, kurwowania na cały męski ród. Nigdy mnie nie zawiódł, dlatego chcę Mu dać od siebie to, co tylko najlepsze. Seba, jak już wcześniej mówiłam, miesza sam. Dobrze sobie radził, mama opłacała mu mieszkanie, a On w wakacje pracował i to starczało mu na życie. Wiadomo, ma starsze siostry, co pomagają Mu finansowo. Mimo, że jest najmłodszy z rodzeństwa to potrafi gotować, sprzątać. Tak nauczyła Go pani Halina. Zaradny chłopak, tutaj ma tylko nas, bo rodzina znajduje się 200 km dalej.
Zawsze jak Go odziedzam to nie zauważyłam, by wszędzie walały się jego brudne skarpetki, czy pod łóżkiem była wieża ułożona z pudełek po pizzy. Zamiast tego w zamrażarce czekały na mnie lody, kiedy miałam zły dzień. To był właśnie Jego lek, magiczny painkiller, którym mnie znieczulał.
Komentarze (2)
,, było tego boom, tego coś. '' - tego czegoś
,,Pamiętam, jak w poczekalni, gdy zdawałam prawko. '' - to zdanie nic nie mówi. Jest urwane, niedokończone.
,,. Seba, jak już wcześniej mówiłam, miesza sam. '' - tu nie wiem czy miesza w garnku czy mieszka
Wszystkie jego, on, tobie i inne grzecznościowe zwroty piszemy w opowiadaniu z małej litery. Z wielkiej tylko w listach.
Kiedy doczytałam do końca doszłam do wniosku, że nie dziwię się, że nie zatytułowałaś tego tekstu. Jest tak na prawdę o wszystkim i o niczym. Nie wiem, bo nie wynika to znikąd czy ten tekst jest samotnikiem czy będzie miał kontynuację, bo jeżeli tak to może coś się wyjaśni. Nie oceniam, pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania