Bez tytułu

Żeby dojść tutaj,

każdy krok

musiała zapytać o pozwolenie.

Mijała opuszczone przystanki,

z rozkładami dla nikogo.

Miała w sobie ławki.

I tynk

pamiętający więcej

niż ona.

Chodziła do lasu po burzę.

Potem słuchała,

jak paruje ziemia.

Pierwszy raz

nie bała się,

że deszcz zmyje ją do końca.

Pękła jak kora po zimie.

Z miejsca,

które wszyscy brali za bliznę,

wyrosło życie.

Małe.

Zielone.

Uparte.

© Sylwia Barańczyk

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania