Bez tytułu
Żeby dojść tutaj,
każdy krok
musiała zapytać o pozwolenie.
Mijała opuszczone przystanki,
z rozkładami dla nikogo.
Miała w sobie ławki.
I tynk
pamiętający więcej
niż ona.
Chodziła do lasu po burzę.
Potem słuchała,
jak paruje ziemia.
Pierwszy raz
nie bała się,
że deszcz zmyje ją do końca.
Pękła jak kora po zimie.
Z miejsca,
które wszyscy brali za bliznę,
wyrosło życie.
Małe.
Zielone.
Uparte.
© Sylwia Barańczyk
Komentarze (1)
Dobry, poruszający i trafny tekst. Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania