bez tytułu
puste łupiny czaszek zaścieliły rżysko
smętne wrony jako wdowy dojadały resztki
listopadowy wiatr użalał się nad pobojowiskiem
zasmucił w pustych oczodołach
splunął kaprawą, zgniłą mżawką
rozgonił szary wyziew z tlących się szmat
skrajem pola idzie pielgrzym
w czarnej opończy, z trudem stawia kroki
ziemia rozmiękła, gliniasta
nie rozgląda się na boki, głowa schylona
brnie mozolnie przed siebie
w dłoni trzyma sękaty kij, straszy nim wrony
w końcu usiadł na zwalonym pniu
zmęczony, zziajany otarł pot z czoła
i niechcianą łzę
siedzi i duma, a wiatr rozwiewa mu siwy włos
patrzy przed siebie, nie patrzy na trupy
a wzrok ma srogi, szaleństwem zakryty
i siedział tak długo, aż noc go ukryła
zasnuła całunem jak lichy ten świat
Komentarze (9)
no to czemu 5 ? ;)
noto jest stare, kiedyś próbowałem być poważny, to gdzieś 2010 rok ;p
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania