Bezdomni
ona stała w żółtej sukience i miała zdarte kolana
taka wiotka
przypominała żółte mniszki
rozdeptane przez przechodniów
on chciał być lepszy od wszystkich którzy ją mijali
lepszy od parasola od dmuchawców i kłamców
i dmuchał na nią studził jej nadzieję rozterki o śniegu
znikającym latem
potem poszli na lody i kiedy oblizał jej usta
został na nich smak
żółtego słońca
Komentarze (5)
Jak to jest, że niektórzy widzą i zdarte kolana i to, że ktoś chce być lepszy od dmuchawca? Bóg to jeden wie ale w poezji to wielki dar.
Czasem wracam do wiersza Tadeusza Różewicza - Miłość - jest w nim moment kiedy biegnie do ukochanej z pelargonią. Moment kiedy mija szyderców i kłamców. Miłość uszlachetnia i dzięki niej mogą oboje poczuć się lepsi. :) Dziękuję piliery
Cudny wiersz...
Hipochondryk
Narzeka na bóle co chwilę,
Lekarzy odwiedza co dzień.
A gdy zdrowie dopisze,
Szuka nowej dolegliwości.
Czyli istnieje możliwość... no tak On ją polizał i zaraził się żółtaczką i stąd pozostał smak żółtego Słońca a może to żółta febra? Wojciech zastanów się trochę nad sobą 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania