Bezsenna otchłań...
Dusi jak czarny aksamit.
Rozpięty. Na krzyżu łóżka.
Godziny... jak zdychające psy.
Sen? Zdrajca.
Stoi za drzwiami. Drapie w drewno. Śmieje się.
Oczy. Płoną. Suchy popiół.
W głowie wir. Noże. Wspomnienie.
Twarze umarłych.
Słowa - nie do cofnięcia.
Miłość? Zgniła. W dłoniach.
Czwarta rano.
Serce. Zepsuty metronom.
Cień na ścianie. Matka?
Szept: "Dlaczego wciąż żyjesz?"
Wstaję. Kroki. Echo. Puste ściany.
Lustro:
Kto to jest?
Zapadnięte oczy. Sina skóra. Kości jak ostrza.
"To nie ja" Usta milczą.
Świat w górę. Ja na dno. Tonę.
Oni żyją. Śmieją się. Kochają.
Ja? Martwy. Obok.
Bezsenność.
To nie brak snu. Nie.
To obdzieranie duszy ze skóry. Na żywca.
Sąd. Ja - sędzia. Ja - kat.
Wślizgują się pod powieki. W dzień.
Gryzie. Gryzie. Gryzie.
Noc. Bez ranka.
Tylko ja.
Ciemność.
Przygarnia mnie. Jak matka. Ta prawdziwa.
I wtedy.
Dopiero wtedy.
Zaśniesz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania