Bezsenność

Oni chcą być wolni, a ja znam nawet zapach samotności.

Ludzie są prości, gdy ja żyję w ciągłej bezsenności.

Trawa się znów kopci, bo przeszło to już do codzienności.

Znów kurwa mnie nosi, uwolnię trochę swojej zwierzęcości.

 

Oni szukają sensu w kościołach, ja w Twoich oczach.

Ludzie chcą zatonąć w pieniądzach, ja w Twoich włosach.

Każdy pochłonięty w nałogach, moje mnie trzymają w szponach.

Oni znów marzą o drogich klejnotach, mi brakuje sił w nogach.

 

Bezsenność to mój męczący kolega.

Nie jest Mateuszem z Sandomierza.

Czasem mi ulega, ale wzrokiem pożera.

 

Tafla wody zamarznięta, a nadzieja utonęła.

Minutnik już czas mojego życia odmierza.

Dłoń na kierownicy się zacisnęła, w podróż do dna ruszam bez pasażera.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania