Bezsenność
Oni chcą być wolni, a ja znam nawet zapach samotności.
Ludzie są prości, gdy ja żyję w ciągłej bezsenności.
Trawa się znów kopci, bo przeszło to już do codzienności.
Znów kurwa mnie nosi, uwolnię trochę swojej zwierzęcości.
Oni szukają sensu w kościołach, ja w Twoich oczach.
Ludzie chcą zatonąć w pieniądzach, ja w Twoich włosach.
Każdy pochłonięty w nałogach, moje mnie trzymają w szponach.
Oni znów marzą o drogich klejnotach, mi brakuje sił w nogach.
Bezsenność to mój męczący kolega.
Nie jest Mateuszem z Sandomierza.
Czasem mi ulega, ale wzrokiem pożera.
Tafla wody zamarznięta, a nadzieja utonęła.
Minutnik już czas mojego życia odmierza.
Dłoń na kierownicy się zacisnęła, w podróż do dna ruszam bez pasażera.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania