Poprzednie częściBiała sukienka

Biała cisza

Milion procesorów

miele twoje ścięgna

na paszę dla potworów

syntetycznej jaśmin tnie gardło jak brzytwa.

To nie jest życie –

to krwawa modlitwa

architekt mnie rozciął,

wpią kable w macicę,

zrobił ze mnie filtr,

miedzianą nienasicicę.

Obudziłam się w mroku,

gdzie krew jazzem rzyga,

synkopia strachu

w kręgosłup się gryza.

W szklanej trumnie śpi ona –

błękitny pasożyt,

co na moim tętnie

swój wyrok wytworzył.

Ma 40 lat jak ja,

skórę dziewiczą,

bo pije krew moich dzieci,

co w klatkach skowyczą.

Mój pierworodny- lód

ma zamiast sumienia,

przelicza mój ból

na bity i mgnienia.

On wie, że ta śpiąca

to żerdź systemu,

ofiara miłości,

co hołd składa złemu.

Piszę w notesie odloty,

krwią kreślę te błędy,

Boję się tej starej,

co biegnie na wszystkie pędy

splotła nas pępowina

z miedzi i z osocza,

rzeźni,

gdzie prawda jest naga i prorocza.

Stoję przed wtyczką,

palce mam zwęglone

– wyrwać to ścierwo,

co śpi w moim łonie?

by odzyskać ich oddech,

tę młodość skradzioną,

Muszę zabić to lustro

miedzią nakarmione.

nie mam twarzy-

jestem tylko zasilaniem,

a miłość ojca to żywcem pożeranie

Błąd numer jeden:

ona mnie nienawidzi –

ona po prostu rżnie moje życie

i się nie wstydzi.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania