Biała orchidea

Stała przy szybie na korytarzu. Piękne miała zielone liście, takie soczyste i zdrowe. Pewnego razu Lumi malowała owe 25 m² powierzchni mieszkalnej korytarzowej. Obok kwiatka postawiła malutki śrubokręt. Jakież było jej zdziwienie, gdy sprzątała po farbie – jej oczom ukazały się wywiercone otwory w przepięknym liściu kwiatka przy oknie.

Jako że tylko ona i dwóch synów było pod tym adresem, zapytała, który to zrobił. Jeden i drugi przez łzy powiedział, że to nie on: „Przecież znasz mnie, mamo!”. Stałam i patrzyłam na łzy moich synów i nie wiedziałam, który prawdę mówił, a było nas troje tylko. Nie wyobraża sobie nikt, co poczułam. Nienawidzę kłamstw, a dostałam prosto po oczach. I to zabolało.

Tylko że jako matka musiałam wznieść się ponad to, co ludzkim, zwykłym życiem leci między nami. Więc było pogadanko, że kwiatek też cierpi i boli go mocno. Czy przyszło im do głowy, że w tym wszystkim najpiękniejsze jest to, że któryś się przyzna i powie „przepraszam”?

Więc było „przepraszam”, jeszcze więcej łez i... nigdy sama nie powiedziałabym, który to był! Więc w życiu jest różnie – jest i przykro, i łzy dobrze, że lecą. I to ludzkie: uczyć się na swoich błędach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania