Biały żuraw
przyszedł po mnie uczeń ze szkoły białego żurawia. miecz trzymał pod płaszczem. powiedział że zabiłem mu mistrza. odstawiłem miskę i wytarłem ryj rękawem.
– przysiągłem przy jego grobie że cię znajdę.
– acha.
pierwsze cięcie poszło w blat. złapałem go za szmaty i polecieliśmy razem. ktoś się darł żeby wypierdalać, ale musiałem chwilę poleżeć. dostałem pod żebra.
– wstawaj.
przesunąłem się pod stół. złapał mnie za nogę i wyciągnął. próbowałem go kopnąć i trafiłem w krzesło. przytrzymał mi łeb przy podłodze.
– mój mistrz przyjął cię jak syna.
chciałem mu powiedzieć żeby puścił. podniosłem głowę i przyjebał mi kuflem. puścił dopiero jak ktoś go złapał od tyłu.
usiadłem pod ścianą. chłopak stał nade mną, poprawiał płaszcz. biały żuraw ubrudził mu się trochę krwią.
– uczył cię przez siedem lat chuju.
chciałem spytać kto, ale kopnął mnie w twarz. teraz już tylko chciałem żeby ktoś znowu przyszedł.
– wyrzeknij się jego nauk.
powiedziałem że dobra. kazał głośniej, to powtórzyłem głośniej.
Komentarze (12)
Należy ograniczyć używanie wulgaryzmów i obraźliwych słów, szanować innych ludzi, panować nad emocjami oraz rozwiązywać konflikty poprzez spokojną rozmowę, a nie wyzwiska i hejt. Ważne jest również reagowanie na mowę nienawiści i nieprzekazywanie obraźliwych treści dalej.
A, więc udam, że tego nie widziałam.
dam ci bloka do jutra, bo nie chce mi się z tobą tu użerać. morda krótko
Biały żuraw
Przyszedł po mnie uczeń ze szkoły Białego Żurawia. Miecz ukrywał pod płaszczem. Powiedział, że zabiłem jego mistrza. Odstawiłem miskę i otarłem usta rękawem.
– Przysiągłem nad jego grobem, że cię odnajdę.
– Groby dobrze pamiętają – odpowiedziałem.
Pierwsze cięcie rozłupało blat stołu. Chwyciłem go za szaty i upadliśmy razem na podłogę. Ktoś krzyknął, żebyśmy przestali. Przez chwilę leżałem nieruchomo. Ból pod żebrami przypominał mi, że wciąż oddycham.
– Wstawaj.
Nie wstałem. Przesunąłem się pod stół. Złapał mnie za nogę i wyciągnął na środek izby. Próbowałem go odepchnąć, lecz trafiłem tylko w krzesło. Przycisnął moją głowę do podłogi.
– Mój mistrz przyjął cię jak własnego syna.
Patrzyłem na sęk w desce. Przypominał małe oko.
– Był dobrym człowiekiem – powiedziałem.
Uderzył mnie kuflem. Kiedy ktoś odciągnął go ode mnie, usiadłem pod ścianą.
Chłopak stał nade mną i poprawiał płaszcz. Biały żuraw na jego piersi był splamiony krwią.
– Siedem lat cię uczył. Siedem lat przekazywał ci swoją wiedzę.
Milczałem.
– Wyrzeknij się jego nauk.
Spojrzałem na niego. Był młody. W jego oczach widziałem gniew, który znałem od dawna.
– Nie ma czego się wyrzekać.
– Powiedz to!
– Liść nie wyrzeka się gałęzi, kiedy spada.
Nie zrozumiał. Uniósł miecz, ale po chwili opuścił rękę.
Za oknem zaczął padać deszcz. Chłopak odwrócił się i wyszedł. Nie zatrzymywałem go.
Podniosłem miskę. Zupa zdążyła wystygnąć.
Zjadłem ją do końca.
Mistrz mawiał, że nawet pustka ma swoje dno. Nigdy mu nie uwierzyłem.
Tego wieczoru po raz pierwszy nie miałem ochoty z nim dyskutować.
za późno, zdążył nasrać :/
Dobre 😁
A może tu chodziło o białą mewę i hajs za nią?
Jagu, nic mi nie wiadomo xd
NinjaC hm... No gadał jak wystrzelony, coś o szefie i w ogóle.
Jagu, ciekawe, ale nie ;)
Nigdy nie widziałem białego żurawia.
Białego kruka, tak!
Białe myszki, w delirium, tak.
Czego to ludzie nie wymyślą.
NO!!!
no
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania