Bierki na Ugorach grają
Bóg rzyga bytem w jałowe bezdroża,
Ja rzygam z Nim w piach, w nicości ciemność.
Niech spłonie wszystko, co wzeszło spod noża,
Zmieniona w krew ta każda daremność.
Pękła cierpliwość, czas pyłem osiada,
Ciężki jak żwir na zgasłej powiece.
Dość banków, czeków – marna to fasada,
Gdy brnę w kłamliwej i gęstej posoce.
Z łaski najwyższej niech przyjdzie zagłada,
Koniec wszystkiego, co tętni i mami.
W trupi mrok Droga Mleczna opada,
Gdy stal się jedna z moimi żyłami.
Niech cięcie czyste, zimne i mściwe,
Przetnie na oślep Boże urojenie.
Wszystko, co martwe i co jeszcze żywe,
W ostateczne niech wejdzie milczenie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania