Bilet👤

Stoję i czekam.

Mam bilet w kieszeni

tylko w jedną stronę.

Na bilecie stacja końcowa.

to czarna plama,

a więc nieznana.

Północ, wtacza się pospieszny.

Jakiś taki dziwny,

ciemne okna, rolety pospuszczanie,

nic nie widać.

Wchodzę, a tu pełno,

wszystko zajęte.

Przyjdzie mi stać

do końca.

Pan samotny?

Slyszę pytanie.

Odwracam się,

obok stoi gość w uniformie.

Boże drogi !

Wygląda jak grabarz.

Mrowi mi po plecach.

Pan sam?

Ponawia pytanie.

Kiwam głową.

Znajdę miejsce.

Idę za nim na ołowianych nogach.

Otwiera drzwi przedziału.

Proszę, miejsce przy oknie.

Jakie okno, co on mówi.

Roleta spuszczoną, czarna plama.

Rozglądam się.

Istne panopticum, co ja tu

do cholery robię?

Spieszyło mi się a teraz

ten bilet aż parzy.

Nie mogę znieść wyglądu

ludzi obok.

Twarze beznadziejnie bez

wyrazu, nieruchome oczy.

Jak w letargu.

Zaczynam się wiercić.

Dojrzewa we mnie myśł.

Wiej, póki możesz.

Dopadam drzwi, szarpie zamek.

Zamknięte, atak paniki,

szaleję.

Na ramieniu czuję dotknięcie

czyjejś ręki.

Spokojnie, zaraz otworzą,

koniec podróży, wysiadamy.

Zrobiło mi się słabo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania