Bitwa pod Narną

Bitwa pod Narną

Hrabstwo nary leżało na południe od wybudowanego rok temu czarnego fortu. Teren ten był ważny dla przebiegu wojny było w ów miejscu dużo przejść na dzielącej przeprawę na zachód rzeki nar dlatego do wcześniej wymienionego miejsca zmierzały dwie armie jedna z nich maszerowała z północnego-zachodu na wschód za to druga miała swój cel w zachodniej części kontynentu.

Armie te składały się z chorągwi które były budowane z czterech kopii. W strukturę kopii wchodził jeden ciężkozbrojny rycerz najczęściej zamożny za nim byli trzej kolejni konni najczęściej jego słudzy bądź poddani dowódcy chorągwi. Sami ciężcy kopii byli raczej rodziną naczelnego chorągwi bądź pochodzili z tych samych ziemi. Chorągwie były dobrze uzbrojone zbroje były wykonywane ze drogiej stali i rzadkiego drewna.

Lecz te chorągwie były inne biedne jedynymi którzy byli zdolni na zakup żelaznej bądź stalowej zbroi jechali na przodzie chorągwi. Większość wojowników maszerowali w uzbrojeniu wykonanym z posklejanych tanimi środkami blach brązowych czy nawet miedzianych bądź mosiężnymi.

Właśnie taką chorągiew prowadził czterdziestoletni Piotr baron na ziemi strzyckiej posiadający dwa miasta oraz zamek. Znał już dobrze sztukę wojną lecz przez zajmowanie się swoimi posiadłościami stracił część swej wiedzy bojowej. Jego chorągiew jak reszta składały się czterech kopii na czele jednej z nich stał sołtys wsi leżącej niedaleko baronii Piotra następną dowodził najęty dowódca przybyły ze południowych wysp kolejna nie była dowodzona przez nikogo wyjątkowego zwykły chłop ostatnią prowadził syn głównodowodzącego chorągwią mający odziedziczyć baronie po ojcu.

Na czele całej armii jechało czterech rycerzy najwyższy z nich ubrany najbardziej drogocenną zbroję posiadający przeszywanicę barw królewskich i kolorów jego dynastii.

Przed żołnierzami pojawiła się rzeka już wcześniej wspomniana zatrzymali się zastanawiali jak przejść wodę która była w tym miejscu głęboka. Piotr podszedł do przodu

-przed wyca nie przechodzisz pamiętaj ów słowa-krzyknął jeden z rycerzy.

-przyszedłem do wyca podkreślam słowo w środku na co stoimy wyc wody boi? kogo to król wybrał?

-ryby byś utopił brakuje nam przejścia-odezwał się zdobiony rycerz

-a ty co stary a arogancki kim jesteś jak się zwiesz?-powiedział ktoś z tyłu

-tak? niech ci będzie masz rację-odpowiedział Piotr

-taki miły?-dodał wyc

-jak ty złoty panie!-opuścił głowę-skoro przejścia nie ma mogę wrócić!-rzekł podnosząc głowę

-pamiętaj służysz królowi uciekniesz jesteś dezerter oj pamiętaj jeszcze król ci winny nagrodę-ledwo wypowiedział te słowa śmiejąc się

-zdobiony szczurze nie za dużo wiesz!?

-zdobiony szczur!! ja zdobiony więc dla ciebie zostaje szczur!!-parsknął wściekły

-panowie widziałem ruch słońca! Uspokójcie nie zapominajcie jak sytuacja!-krzyknął przywódca jednej z chorągwi

Miał on rację wroga armia była pół dnia drogi stąd dlatego jak najszybciej zaczęli obmyślać strategię ustalili wpierw liczebność armii było tam dokładnie czterystu pięciu z czego dwustu trzydziestu byli najemnikami.

-gdzie jest najbliższe przejście?-zapytał jeden z gwardii wyca

-stójcie nie będziemy rozmawiać przy szpiegu?-rzekł wyc wskazując na Piotra

-szpiedzy są wyżej!-wyśmiał go Piotr

-czemuż szpieg panie wycu? coś jest z nim nie tak? podejrzany? czy może konflikt rodów?-zapytał jeden rycerz

-mało o nim wiecie-uśmiechnął się-nie wiecie że to kall?

-więc co on tu robi!-krzyknął-nie ufam kallom linia boczna rodu killl! a wszyscy chyba wiemy kim są killlowie-mówił z oburzeniem gwardzista wyca

-Panowie nie mamy czasu słońce przemieszcza. szybko co wymyślmy. kallu masz jakiś pomysł?-wtrąci się mówiąc spokojnie

-zaatakujemy miasto ufortyfikujemy i zajmiemy obszar-powiedział zadowolony

-miasto jest za daleko dwa dni drogi dogonią nas-zauważył wyc-zdołaliśmy jeśli byliśmy wcześniej w zgodzie kallu ręka na zgodę jak myślisz zdołasz wybaczyć?-mówił dalej

-niech tak będzie dam zgodę-zgodził się

-nie słyszałem twojego imienia? przedstaw siebie-zadał pytanie spokojny gwardzista

-Piotr baron ziemi stężyckiej z rodu Kall-oznajmił

-Wspaniale panie wycu masz myśl co dalej poczynać?-zapytał

-na południowy wschód w górach mieści się kopalnia żelaza zajmiemy oraz zaopatrzymy nasze szeregi.-dał pomysł będąc pewny swojego planu

-kuzynie góry wyryckie to słońce jazdy konnej-dodał nie odzywający się wcześniej gwardzista-kuzynie zostaje nam dojście do najbliższej przeprawy a następnie przejście przez wzgórze te widoczne zaraz za rzeką.

-tylko to pozostało? posiada ktoś jeszcze jakąś myśl?-zapytał zaniepokojony-Więc to jedyne co zostało-zakończył wypowiedź po czym zatrąbił we złotą trąbkę powierzoną mu przez króla. Wydał odgłos z instrumentu trzy razy rycerze słyszący grę wiedzieli co nadchodzi ubrali hełmy i rękawice przygotowali kopie miecze także noże. Zebrali się uformowali chorągwie ruszyli do przejścia Piotr stanął na czele swej chorągwi przemówił więc do swojego syna

-boisz się?

-Nie czegóż się bać?-powiedział pewien-sam mówiłeś że na wojnie można się wzbogacić-dokończył

-tak

-a ty boisz się?

-nawet nie wiem-odpowiedział

przejechali przez wodę stanęli na wzgórzu. Dolina rozprzestrzeniała się przed żołnierzami w samej dolinie leżała wioska oraz pola złotej pszenicy. Przełęcz kończyła się następnym wzniesieniem za wzniesienia unosiło się coś jeszcze, dym ognisk rozpalonych tam niedawno nie trzeba było długo czekać na moment w którym na horyzoncie pojawił się lekki konny który żwawszy gotowe chorągwie ruszył w powrocie do swego obozu. Wśród żołnierzy pochodzących z zachodu zaczęła się dyskusja co począć? jedni krzyczeli na drugich wśród chorągwi można było usłyszeć różne zdania z jednej było słychać głosy. Drogi wycu! zawracamy! cały dzień na słońcu przegramy. z innej można było usłyszeć wycu chrońmy honor jak mamy zginąć to w walce! W jeszcze innej słychać było następujące słowa ucieczka to dezercja lepiej dać się złapać i prosić o łaskę czarnego króla! jedni modlili się, drudzy jedli. Wiedzieli co nadchodzi w końcu musieli przygotować pozycję która wyglądała następująco w pierwszej linii stały królewska chorągiew do której dodatkowo przynależał wyc i jego gwardia oddział był dowodzony oczywiście przez hrabiego Władysława z dynastii wyc, dalej pozycje przyjęły dwie kolejne chorągwie książęce należące do księcia ziemi górno-rackiej, pierwsza dowodzona za pośrednictwem barona Mateusza z dynastii złotników do drugiej za to został wynajęty dowódca, po niej kolejno chorągiew hrabiego ziemi strzyckiej dowodzonej przez Piotra, ostatnia chorągiew Hrabstwa motyckiego prowadził ją Helmut Miły syn księcia Henryka ziemi górno-rackiej wśród linii drugiej stały trzy chorągwie księstwa ziemi nad-rackiej dwie były pilnowane przez najętych ludzi. Trzecia dowodzona myślą księcia Światosława z rodu Świzsd. Czwarta w linii chorągiew miasta werany dowodzona przez barona Świętosława bystrego. a piąta? piąta nikt jej nie przewodził żołnierze jej mieli na sobie materiałowe płachty nieliczni przyodziane mieli kolczugi jednak nieżelazne, i nie stalowe a z mosiądzu.

Armia była zakończona najętymi siłami. Najemnicy już przed rozpoczęciem wojny zwiększyli ilość pieniędzy potrzebną do wynajęcia ich. dwa lata przed rozpoczęciem działań wojennych najtańsi kosztowali trzydzieści pięć złotych monet w następnym roku już czterdzieści a za miesiąc przed wojną pięćdziesiąt sześć!

Ustawieni w ten sposób ruszyli najpierw linia pierwsza weszli szybką szarżą w stojącą małym strumyku wśród domostw wioski wrogiej chorągwi. Konie pędziły dalej a na nich jeźdźcy trzymający włócznie oraz kopie zrzucali się wrogowie, przebijali włóczniami. Ludzie padali na ziemię czasami był to trup czasem był to żywy człowiek. Jedna wroga formacja padła pod tą szarżą druga została nieco nadszarpnięta musiała uciec wnet przybyły kolejne trzy. Padła jedna ale co to nie przeciwnika chorągiew leżała Helmut na ziemi a w jego hełmie kawałek drewna był już martwy. Dalej położyli się jeźdźcy dwóch wrogi formacji te które się ostał rzucił się do ucieczki. Bitwa wygrana słudzy czarnego króla uciekli pozostało tylko zabrać jeńców z pola bitwy a także zobaczyć straty!

Piotr rozejrzał się za rycerzami których mógłby pojmać ujrzał trzech dowodzących kłócących się nad jakimś ciałem

-spójrzcie ma kopia leży tuż koło niego to mój jeniec!

-a tam tarcza mego poddanego to ona strąciła go z wierzchowca!

-to ja osobiście go strąciłem pamiętam dobrze!

-czy o ciało ta kłótnia?-zapytał nasz bohater

-nie ciało spójrz na jego tarcze-pokazał palcem na tarczę ze namalowanym na niej łowcą strzelającym do zwierzyny

-Więc to killl?

-w rzeczy samej-odpowiedział jeden z nich

-żywy?

-a kłóciliśmy się o martwego? zobacz już się budzi -mówił podczas kiedy spoglądał w stronę jeńca

-wypuście mnie heretycy! wolałbym zginąć niż pójść ze heretykami!-krzyczał-brat mój poluje na takich jak wy plugawcy!

-więc ja zniewolę ciebie-rzekł Piotr wyjmując z kieszeni ikonę

-skąd to masz!-powiedział z podniesionym głosem- ZDRAJCO! zdradziłeś czarnego władcę

-znajdźcie jego konia po czym dajcie mu się pomodlić powinien się uspokoić-mówiąc odszedł od kłócących się możnych.

Minęło już kilka minut od końca bitwy wszyscy wodzy możni którzy spadli ze swych wierzchowców zostali już pojmani bądź czasami w kacie zemsty zabici wygrani byli zadowoleni z takich obrotu spraw tak zadowoleni że aż zapomnieli o stratach! Właśnie stratach większość ich było w sprzęcie takim jak miecze kopie czy strzały lecz były także straty w ludziach tego wieczora do grobu wpadli liczni chłopi, najemnicy oraz możni. Wśród ofiar wymieniono Władysława ze dynastii Wyc. Wśród walczących przy odpowiedniej ciszy można by było usłyszeć radosne okrzyki lecz u innych wojów wyczuć oburzenie nie minęło zbyt wiele czasu, wybuchła kłótnia ludzie kłócili się o zmarłego jakieś 20 minut temu dowódcę. Część żołnierzy wyśmiało jego śmierć mówiąc że taki miał spotkać go los w takim miejscu wśród trupów drudzy zaś nie mogący znieść zachowania swych braci wzięli z broń by ich uciszyć oraz zmusić wszystkich do odprawienia jak najszybszego ale uroczystego pogrzebu nikt nie mógł ich zatrzymać Wyc nie żył jego gwardię spotkał podobny los jedynie jednemu rycerzowi udało się przeżyć był on jednak przeraźliwie ranny. Na to wszystko spoglądali najemnicy śmiejący się z szlachciców kłócących się o jednego z nich. Lecz ku zaskoczeniu wszystkich ostatni gwardzista dał radę uzdrowić się ze swych ran wziął najemników jadących u końca armii a z ich pomocą zdołał uspokoić wszystkich zgromadzonych.

Straty były jeszcze bardziej zauważalne co wpłynęło na maszerujących nocą zmęczonych kopijników ich dowódca został szybko zakopany oni szli w pogoń za wrogiem lecz przeciwnicy zdołali uciec daleko kiedy wrócili do wsi w której rozpoczęła jak i zakończyła batalia w której oni wszyscy brali udział wśród ciał zauważyli coś niepokojącego.

-Masz-powiedział gwardzista wręczając Piotrowi jakiś pakunek

-a cóż to?-spytał

-widzisz przed sobą ciała tak?-zapytał-dlaczego je palą?-zadał kolejne pytanie

-by szczury się nie zleciały?-odpowiedział niepewny

-tak lecz nie o to chodzi jeśli przyjrzysz się im dokładniej zdołasz zobaczyć małe plamki na ich ciele-wytłumaczył

-więc to popiele-zaczął zjadać zawartość pakunku-ci ludzie są spopieleni tak?

-tak-odpowiedział

-ktoś wśród nas był chory? czy to ktoś stąd?

-raczej tutejszy chłop ale to teraz bez znaczenia trzeba zbadać wszystkich-Odpowiedział ze nie zadowoleniem

Minęła noc wojownicy przenieśli się na pole nieopodal wsi. Przygotowani na dalszą podróż wyruszyli w stronę miasta narny bramy były zamknięte załoga miasta poinformowała walczących że oni jaki i wojska czarnego króla nie mają wstępu do miasta tak pędzili następną noc. Rankiem najemnicy zostali wysłani na zwiad. Wędrowali w poszukiwaniu wroga całą pooraną porę kiedy słońce było już nad nimi zauważyli zwiadowcę ubranego w zbroję ze wschodnimi zdobieniami wrócili brakowało kilka godzin do zachodu słońca wojownicy szykowali się do walki nowi dowódcy w postaci najemników oraz ostatniego gwardzisty podjęli próby negocjacji z miastem lecz zarządzający nim ludzie kazali im iść.

Wyruszyli więc w stronę następnej wsi dotarli do niej następnego ranka, postanowili odpocząć niestety chorągwie pojawiły się w świetle wschodzącego słońca zaskoczeni niemogący nic zrobić padli martwi. Pierwsi do których dotarli przeciwnicy nie zdążyli wstać kolejni próbowali się uzbroić lecz nie podołali w odpowiednim czasie ostatni zaś ci którzy zostali na samym końcu zdołali wspiąć na swe konie. Jedni uciekali a drudzy próbowali walczyć by przeżyć byli jeszcze tacy którzy wiedząc że nie przeżyją chcieli zginąć w walce z honorem.

Nie ważne kto co próbował i co chciał każdy spadł na kolana by potem upaść na twarz a ci którzy gryzą piach dalej żyli rozmyślali, krzyczeli, płakali czy leżeli cicho a niektórzy śmiejąc się umierali. Więc co się stało z Piotrem on był jednym z tych którzy leżeli w ciszy, marzył by nie zobaczyć tam w błocie swego syna.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania