błąd odbicia
wchodzę tam bez wejścia
bo drzwi i tak są tylko umową
że coś się zaczyna
światło rozciąga mnie skraca
robi ze mnie coś pomiędzy wersjami
i żadna z nich nie wygląda na prawdziwą
może jestem tylko opóźnieniem
może błędem w odbiciu którego nikt nie poprawił
może zawsze docieram za późno
do miejsc w których już byłam
i dlatego wszystko wydaje się znajome
ale nigdy nie do końca moje
nie wiem czy jestem jedną osobą
czy miejscem w którym coś się zbiegło
na chwilę zbyt gęsto
czy samo patrzenie na siebie
też jest formą zgubienia
Komentarze (2)
bo drzwi i tak są tylko umową
że coś się zaczyna''
Wchodzę, gdzie chcę, a jeśli chcę, mogę wejść wszędzie, drzwi nie mają znaczenia, znaczenie ma umowa, w której coś się zaczyna, jest otwarciem... I tutaj dywagacje, gdzie jest to miejsce bez wejścia, a jeśli jest, oznacza to, że trzeba będzie wyjść?
Tak można wchodzić w siebie, we własne ja. Poznawać siebie, poznawać gruntownie, z każdą słabością czy siłą...
''światło rozciąga mnie skraca
robi ze mnie coś pomiędzy wersjami
i żadna z nich nie wygląda na prawdziwą''
Jak pisałam wyżej, to wejście łączy się z poznaniem siebie, Trzeba stanąć w świetle i pozwolić sobie spojrzeć na siebie z różnych stron, tylko, jak widać, to nie jest łatwe. Strony nie zawsze da się połączyć, zespolić, jakbyśmy byli sprzecznościami w sobie. Może to przez wewnętrze lęki, kompleksy, brak pewności siebie?
''może jestem tylko opóźnieniem
może błędem w odbiciu którego nikt nie poprawił
może zawsze docieram za późno
do miejsc w których już byłam
i dlatego wszystko wydaje się znajome
ale nigdy nie do końca moje''
Tutaj mamy pewne odpowiedzi, w tym wersie ''wszystko wydaje się znajome ale nigdy nie do końca moje''
Skojarzyło mi się z cudzoziemką... niby jest się u siebie, niby zna się język tubylców, ale nie do końca można się z nimi utożsamić. Dlaczego? Ano może być tak, że inni biorą, mogą też nazywać szczęściem wszystko to, co daje los. Nie pytają, nie wnikają... po prostu biorą i żyją.
A przy nich, tuż obok, żyją ludzie, którzy odczuwają podwójnie i w tym poczuciu dwoistości, kiedy rozum i emocje toczą walkę między sobą o uczucia wyższe, a nade wszystko kiedy rozkładają te emocje, analizują by współistniały z rozumem, do głosu dochodzi, ja to nazywam: patologiczna wrażliwość. I ta wrażliwość, moim zdaniem, może doprowadzać do zagubienia, wyobcowania... a co najgorsze może skrzywdzić, nie tylko skrzywić, ale właśnie skrzywdzić siebie.
''nie wiem czy jestem jedną osobą
czy miejscem w którym coś się zbiegło
na chwilę zbyt gęsto''
Nadal trwa analiza. Rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze, szukanie odpowiedzi. W sobie...
''czy samo patrzenie na siebie
też jest formą zgubienia''
I tutaj jest cały dramat wyrażonych emocji... domknięcie obrazu, dociśnięcie zebranych danych.
Wiersz jest swojego rodzaju psychologicznym przejściem przez siebie, próbą zrozumienia emocji, które przychodzą, w które trzeba wejść i odnaleźć siebie...
Przepraszam, że rozpisałam się, ale chciałam zrozumieć...
Dziękuję za ten głos.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania