Błękitny śnieg

Błękitny śnieg

Jesień była deszczowa i ponura. Czekałem na pierwszy grudniowy śnieg.

Koło mnie siedział skrzatek. Razem patrzymy na ogień, który hula sobie

w kominku. Skrzatek mamrotał coś w swoim języku, którego nie rozu

miałem. Po chwili przerwał mruczenie i zaczął śpiewać moją ulubioną

kolędę, „Cichą noc”.

Skrzatek przyszedł do mnie pewnej nocy i usiadł przy moim łó

żeczku. Milczał. Za oknem padał deszcz i wiał wiatr. Nie śmiałem go

pytać, skąd się wziął i dlaczego przyszedł akurat do mnie. Przyszedł

i tak sobie był W ten wyjątkowy wieczór wigilijny spadł pierwszy śnieg. Był nie

bieski. Skrzatek wyraźnie się ożywił. Zaczął mówić coś w swoim języku

i nagle przerwał.

— Nie mogę wrócić do mojej krainy. Zabłądziłem — i spojrzał

smutno na ogień, tańczący w kominku. Zapytałem, dlaczego zabłądził

i dlaczego nie może wrócić do siebie. Milczał. Po chwili odpowiedział:

— Zakochałem się nieszczęśliwie w skrzatce.

Po chwili dodał:

— I nie mogę znaleźć drogi powrotnej do mojej chatki. Jestem tutaj,

razem z tobą, aby być twoim przyjacielem — powiedział i po namyśle

dodał jeszcze:

— Jak widzę jedynym. Będę nim aż dorośniesz. Potem sobie pójdę.

A śnieg sypał, sypał i sypał aż do rana

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania