Bliskość
Kiedy wchodzisz we mnie spojrzeniem,
czuję,
jak skóra staje się naczyniem —
rozgrzanym,
miękkim,
jeszcze nie wypalonym.
Twój dotyk
to powolne tężenie światła
na granicy snu.
Całujesz mnie
tam, gdzie nikt jeszcze nie wszedł słowem.
Muskasz —
drżeniem przestrzeni
półcienie moich ust.
Kiedy splatasz dłonie za moimi plecami,
czuję się jak zwierzę.
Jestem nie nazwą,
a gestem.
Nie rozbierasz mnie —
Ty mnie odklejasz od przeszłości.
Palcem.
Szeptem.
Jednym oddechem.
Komentarze (1)
:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania