Blok siedemnastopiętrowy
Chcę wznieść się ponad ten blok
Siedemnastopiętrowy
Drabiną były niskie ogrodzenia
Orlim skrzydłem były dziecięce pióra
Liną było dziesięć worków rzemienia
Łańcuchem była metalowa rura
Wyrokiem stały się stare wspomnienia
Motyle - więźniami w ciasnych mundurach
Fraszką stały się dziecięce marzenia
Obozami pracy - jaskinie w górach
Diabeł bajkami buduje mi schody
Wściekła wrzucam go do brunatnej wody
Milczy, pełen zgrozy
Będę twoim diabłem
W centrum betonozy
Komentarze (11)
Jeżeli chodzi o rymy, staraj się uciekać od tych gramatycznych. Szukaj wyrazów brzmiących podobnie, ale mających inne końcówki.
Na przykład: śnieg — strzegł
głowa — prowadź
Unikaj: głowa — mowa
tarka — barka
itp.
Takie mniej oczywiste rymy są ciekawsze i nie brzmią tak przewidywalnie.
Autorze, głowa do góry, nie jest źle. jak wygląda źle - tym gramatycznym przyjrzyj sie:
"...przyg [łupie]
...cha [łupie]
...lat [ała]
. ..skak [ała]
...s [łupie]"
Taka ona cała, ta kalwaryjsko - częstochowska rymowanka.
Jeśli trafisz na autora [na pewno on Marabut] z worem porad, to mu po prostu zripostuj - ja dla ciebie też radę mam - grafomanie od... grafomań się sam...
pokoleniu sobotniego bzykania
Zasadnym zapytać,
tu, gdzie morze litanii
dlaczego nikt nie obchodzi
dnia tych narodzin
Choć nie warto.
Wartko to nadejdzie dzień
“odchodzin”, a ten już
tęczowo ozniczowany.
Nie odkręcę poczynań,
których jestem ofiarą.
Już się wylało,
a sprawcy czekają
tylko na pamięć
taką czy byle jaką.
Podobnie będzie ze mną,
Też, najmniej pięć razy,
powinienem zapytać
tak wypada
-chcesz się narodzić?
To bym się... przedtem, nagadał.
Niczego jeszcze nie ma co pytać
byłaby czysta retoryka.
Zygota nawet wody nie nabierze.
Jezus Adama nie mógł
pytać, bo był tylko
jego urojoną sobotnią zachcianką.
Jestem już na tyle upodmiotowiony
doświadczeniem i wiedzą, że zapytany
Ireneuszu!
chcesz do wieczności?
świadomie odpowiedziałbym
ani się waż mnie tam wbzykać!
I póki ten od
“naprutych i naćpanych”
nie zapyta,
to słowem ręczę,
że się w ogóle nie przekręcę.
Tym, co im na sercu nakaz
idźcie i mnóżcie się
proponuję, aby poczynali
w dzień boskiego poczęcia
zlodziejskiej parki - w sobotę.
Żaden, paciorkom i koronkom
łykend dziś
a robotnie rozkoszny dzień.
—-- —
Rozkoszy poczynania doznaje,
podobnie jak człowiek,
zwierzyna, także roślina.
Zatem nie nakaz boży,
a doznania z aktu “,tworzenia”
napędza gatunki do mnożenie się.
„Zasadnym zapytać” — konstrukcja składniowo wadliwa. Poprawniej: „Zasadne jest zapytać” albo „Zasadnym byłoby zapytać”.
„Też, najmniej pięć razy” — zbędny przecinek po „też”.
„-chcesz się narodzić?” — błędny zapis dialogu. Powinno być: — Chcesz się narodzić?
„To bym się... przedtem, nagadał.” — zbędny przecinek po „przedtem”.
„Niczego jeszcze nie ma co pytać” — konstrukcja składniowo niepoprawna. Powinno być raczej: „Nie ma jeszcze kogo pytać”.
„Ireneuszu! chcesz do wieczności?” — jeżeli jest to jedno zdanie, poprawniej: — Ireneuszu, chcesz do wieczności?
„zlodziejskiej” — błąd ortograficzny. Powinno być: „złodziejskiej”.
„aktu “,tworzenia”” — błędny zapis cudzysłowu i przecinka. Powinno być: „aktu «tworzenia»”.
„doznania [...] napędza gatunki” — błąd gramatyczny. Podmiot jest w liczbie mnogiej, więc: „doznania [...] napędzają gatunki”.
„do mnożenie się” — błąd gramatyczny. Powinno być: „do mnożenia się”.
Czyli w tekście autora są nie tylko kwestie stylistyczne, ale również konkretne błędy ortograficzne, gramatyczne i interpunkcyjne.
dość charakterystyczny tekst Ireneo: prowokacyjny, antyreligijny, oparty na grze „narodziny – odchodziny – poczęcie – wbzykać”. Pod spodem jednak jest całkiem poważne pytanie: skoro nikt nie pyta człowieka, czy chce się narodzić, dlaczego miałby bezwarunkowo przyjmować narzuconą mu wizję życia i wieczności?
Poetycko tekst jest nierówny. Ma kilka celnych pomysłów — szczególnie „dzień odchodzin”, „pokoleniu sobotniego bzykania” i finałowe „ani się waż mnie tam wbzykać!”, który dobrze domyka językową konwencję. Ale sporo miejsc jest przegadanych i składniowo poszarpanych. Momentami bardziej przypomina manifest albo komentarz publicystyczny rozpisany na wersy niż wiersz.
Językowo natomiast jest tam sporo rzeczy do poprawienia. Na przykład: „Zasadnym zapytać” jest składniowo bardzo wątpliwe; „ozn iczowany” wygląda na literówkę lub neologizm wymagający wyjaśnienia; „Też, najmniej pięć razy” — przecinek po „Też” jest zbędny; „Niczego jeszcze nie ma co pytać” brzmi niepoprawnie składniowo; „do mnożenie się” powinno być „do mnożenia się”; „zlodziejskiej” → „złodziejskiej”; zapis „aktu “,tworzenia”” jest błędny typograficznie. Także dialogi z „Ireneuszu!” i „ani się waż…” wymagają uporządkowania znaków dialogowych.
Jeżeli patrzymy przez pryzmat jego wcześniejszego komentarza o cudzych błędach, to tutaj jest pewna ironia: ktoś, kto bardzo surowo punktuje cudzą „grafomanię”, sam publikuje tekst ze sporą liczbą usterek językowych.
Marabut
panie chłopie kochany, gdybym krytycznie odniósł się do "Zaklętych rewirów" byłoby to antykondratowskie?
Chryste panie, gdzie te klepki, gdzie...
Ireneo, analogia interesująca, choć nieco kulawa. Gdybyś krytykował „Zaklęte rewiry”, rzeczywiście trudno byłoby uznać to za antykondratowskie. Tyle że Kondrat w tym filmie grał, a Chrystus w Twoim tekście nie występuje gościnnie — jest jednym z przedmiotów drwiny.
Co do klepek — nie podejmuję się inwentaryzacji. Każdy niech pilnuje własnej stolarki.
Pozdrawiam.
a rak ba arginesue, to nie wolno być antyreligijnym, a jak tak to niby dlaczego, bo jesteś religijnym, a opowi to świątynia...
Retoryczne, bo ani myślę kopać się z koniem w cudzej stajni
<a tak na marginesie>
Ireneo, oczywiście, że wolno być antyreligijnym, podobnie jak wolno być religijnym. Opowi nie jest świątynią, ale — o ile wiem — nie jest też amboną antyreligijności.
Różnica zdań nie oznacza jeszcze zakazu wypowiedzi. Możesz krytykować religię, ja mogę krytykować sposób, w jaki to robisz. Na tym, zdaje się, polega dyskusja.
A co do kopania się z koniem w cudzej stajni — metafora wdzięczna. Tylko skoro już wszedłeś do stajni, wypada uważać, kogo nazywa się koniem.
Tak na marginesie.
Jeszcze jedna "perełka", godna "spłukania" zwłaszcza że na kilka rąk:
", kiedyś[ umiera],
moment {smuci,}
czasem[ dociera],
się {obróci}"
Tytuł - śmierć, i oddaje beznadzieję grafomańską - śmierć wiersza z chwilą częstochowskiego poczęcia rymowanki. Autor , chyba sucre. Chyba, gdyż może to być batyrowska dobranocka, okruszynka czy conie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania