Bo ja jestem z AK, a on z AL - część 1
12 sierpnia 1948 rok. - Sala rozpraw w Lubiniu.
Sala rozpraw przypominała w tej chwili piekło. Było piekielnie gorąco, a koledzy siedzący nieopodal spoglądali nerwowo w kierunku drzwi wejściowych. Po kilku minutach, drzwi rozwarły się z hukiem. Żołnierz o stopniu szeregowego popatrzył na nas z pogardą i krzyknął.
- Proszę wstać! Sąd idzie!
Wstaliśmy. Dało się odczuć okropny ból w lewym boku. Skutki śledztwa panów z Urzędu Bezpieczeństwa. Sąd składał się z trzech żołnierzy. Kolejno - majora Jerzego Zaporskiego, który był prokuratorem, Jana Dobrowolskiego, ławnika oraz Feliksa Raslikowa, sędziego. Nie trudno było się domyślić, że Raslikow to Rosjanin. Dało się to usłyszeć podczas pierwszego, wymówionego zdania.
- W imieniu władzy Rzeczpospolitej Ludowej, sąd wojskowy w Lubiniu w składzie Jerzy Zaporski, Jan Dobrowolski oraz Feliks Raslikow rozpoczyna rozprawę w sprawie oskarżonych - Tomasza Różyckiego, Andrzeja Topolskiego oraz Stefana Konarskiego, którzy... napadli na urzędników bezpieczeństwa, działali na szkodę państwa w ważnym procesie odbudowy oraz przynależeli do Armii Krajowej, szczególnie groźnej organizacji. Proszę o zabranie głosu przez prokuratora prowadzonej sprawy, pułkownika Jerzego Zaporskiego. - powiedział wolno sędzia. Dało się wyczuć trud, jaki wkładał w wymawianie polskich słów.
Prokurator popatrzył w naszą stronę. Poznałem go. Walczył podczas powstania w Warszawie, był jednym z głównych dowódców podczas obrony Czerniakowa. Nie mogłem uwierzyć, że sprzedał się Stalinowi. Mimo przysięgi, którą każdy z żołnierzy Armii Krajowej składał wobec kraju.
- Wysoki sądzie! Ci zdrajcy zostali zatrzymani tydzień temu przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa niedaleko centrum miasta Lubin. Na zatrzymanie reagowali agresją, dlatego zostali pozbawieni przytomności. Przy Tomaszu Różyckim znaleziono pismo w którym jasno widnieje, że oskarżeni planowali zamach na wysokich rangą urzędników oraz wysadzenie budynku komitetu odbudowy państwa w Warszawie. Kara musi być sprawiedliwa. Dziękuję.
Feliks Raslikow spojrzał znad papierów i gestem pokazał, żeby Zaporski usiadł.
- Oskarżony Tomasz Różycki, wystąp. - powiedział zmęczonym głosem.
Różycki służył razem ze mną w oddziale AK przy obronie Woli, a potem Starego Miasta. Jest to patriota i oddany Polsce żołnierz. Zawsze sobie ceniłem jego mądre wypowiedzi. Siedziałem na krześle przed salą, gdzie niejaki porucznik Franek Saricki, urzędnik bezpieczeństwa publicznego w ludowej Polsce, bił okrutnie mojego przyjaciela. Przez trzydzieści minut słychać było tylko krzyk. Tomek
- Przypominam oskarżonemu, że przed sądem mówi się tylko prawdę. Za kłamstwo jest kara. Zrozumieliście? - spytał rosyjski sędzia.
Młody mężczyzna z blizną pod prawym okiem oraz szramą pod lewym popatrzył na sędziego zza mównicy. Widać było strach w jego oczach, ale i determinację. Wiedziałem, że dalej traktował poważnie przysięgę złożoną w 1943. Wzór prawdziwego, oddanego ojczyźnie żołnierza.
- Tak... zrozumiałem wysoki sądzie. - odpowiedział oskarżony.
- Dobrze. Gdzie oskarżony był z piątku na sobotę dwudziestego drugiego lipca? - Dało się słyszeć stanowczy głos sędziego.
- Byłem... byłem...
- Niech oskarżony dokończy.
- Byłem w Warszawie.
- A w jakim celu? Czy aby nie po to, żeby spotkać się z obecnym na sali oskarżonym Topolskim?
- Nie... nie po to. Pojechałem do Warszawy w celu spotkania się z kontaktem, który jest najbliższym współpracownikiem obecnej marionetki Stalina, Bolesława Bieruta! - wykrzyczał z wściekłością Różycki.
- Niech oskarżony nie pozwala sobie na zbyt wiele! Kim jest ten kontakt?
- Tadeusz... Kurski...
- Według informacji rządowych, Tadeusz Kurski nie pracuje i nigdy nie pracował w rządzie. Zatem kłamiecie. - podły uśmiech na twarzy sędziego.
- Wiem z kim rozmawiałem! Tadeusz Kurski był zastępcą prezydenta Bieruta!
- Milczeć! Następne pytanie - czy oskarżony może opowiedzieć o próbie zamachu na urzędników bezpieczeństwa?
---------------
1 sierpnia 1948 rok. - Więzienie Urzędu Bezpieczeństwa w Lubiniu.
- Wy się nazywacie Tomasz Różycki? - spytał mężczyzna ubrany w elegancki garnitur.
- Tak.
- Urodzeni dwudziestego trzeciego stycznia 1925 roku w Warszawie?
- Tak.
- Ja nazywam się porucznik Franek Saricki. Wiecie dlaczego tu jesteście?
- Nie mam pojęcia panie poruczniku. Jestem niewinny.
Porucznik bawił się długopisem, delikatnie stukał w biurko.
- A wiecie co to jest Armia Krajowa? Obiło mi się o uszy, że do takowej organizacji należeliście.
- Jest to organizacja, która walczyła o wolność Polski w okupowanej przez Niemców, Polsce.
- Błąd. Armia Krajowa to zbiorowisko bandytów dla których nie ma miejsca w Rzeczpospolitej Ludowej.
- A kto walczył w Powstaniu Warszawskim?! Kto walczył o wyzwolenie Polski?! Na pewno nie sowieci!
- Panie Różycki... pójdźmy na układ. Nie zależy mi na śmierci powstańców... podpiszę pan protokół z przyznaniem się do winy. Obiecuje panu mniejszy wyrok. Co pan na to?
- Panie poruczniku, z całym szacunkiem, nie mogę się na to zgodzić. Nie jestem niczemu winny.
- Powtórzę. Protokół, który dam panu do podpisania jest jedyną szansą na okazanie skruchy przed wymiarem sprawiedliwości, a to pozwoli panu uratować skórę.
- Nie zamierzam niczego podpisywać. Jestem niewinny.
Franek Saricki wstał od biurka, podszedł do pobliskiej półki i wyciągnął ogromną, drewnianą pałkę. Uderzył nią o ścianę. Pewnie dla zademonstrowania jej wytrzymałości.
- Posłuchaj mnie kurwa! Jesteś pierdolonym bandytą i podpiszesz ten jebany protokół. Chciałem z tobą po dobroci, ale widzę, że ty tego nie chcesz. Trudno, sam tego chciałeś... czas na standardowe metody. - powiedział z nienawiścią w głosie.
Potężne uderzenie w ramię. Bardzo bolesne. Na ziemi kopanie butem. Ból, okropny ból i krzyk. Tylko tyle się działo przez najbliższe dziesięć minut. Potem porucznik Franek Saricki posadził mnie na krześle. Krew ściekała po prawej ręce.
- A teraz bandyto, podpiszesz ten papier. Zrozumiałeś? - wyszeptał mi do lewego ucha. W międzyczasie podsunął kawałek papieru i długopis.
-----------------
Ciąg dalszy nastąpi!
WYDARZENIA, JAK I POSTACIE SĄ FIKCYJNE!
Komentarze (5)
"- W imieniu władzy Rzeczpospolitej Ludowej," - w tym roku państwo formalnie nazywało się Rzeczpospoilita Polska, określenie Ludowa pojawiało się w tekstach propagandowych. Jednak ta wypowiedź to urzędowa formułka, która zostanie zaprotokołowana więc można się spodziewać użycia oficjalnego ówczesnego określenia państwa.
"napadli na urzędników bezpieczeństwa," - chyba raczej na "funkcjonaruszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego" bo tak formalnie mówiono na ubeków. Nie było natomiast czegoś takiego jak "urzędnicy bezpieczeństwa", tak samo jak na pracowników Urzędu Pracy nie mówi się "urzędnicy pracy".
"Przez trzydzieści minut słychać było tylko krzyk. Tomek " - Tomek co?
Ciekawe co miało być dalej?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania