Bo jestem inna 29

W połowie listopada dało się już odczuć atmosferę zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, chociaż do samych świąt brakowało jeszcze kilku tygodni.

Marta postanowiła kupić upominki gwiazdkowe wcześniej – nie lubiła odkładać tego na ostatnią chwilę. Pojechała do jednej z warszawskich galerii i chodziła od sklepu do sklepu. Mamie kupiła drogie perfumy Diora, a ojcu luksusową wodę kolońską.

Dla Kingi wybrała piękną, jedwabną apaszkę, a dla Łukasza, ponieważ palił papierosy, srebrną papierośnicę.

Miała jeszcze kupić prezenty dla Natana i Mili, ale to odłożyła na później. Pomyślała też o Magdzie i Kubie – chciała im podarować coś małego, ale eleganckiego.

Trochę zmęczona chodzeniem po sklepach, postanowiła wstąpić do kawiarni mieszczącej się w galerii. Usiadła przy stoliku, zamawiając kawę i porcję szarlotki.

Czekała na podanie zamówienia, a w międzyczasie przeglądała wiadomości w telefonie.

W pewnym momencie usłyszała znajomy głos. Obejrzała się za siebie i zamarła.Ten głos należał do Kuby. Przyszedł do tej samej kawiarni z blondynką, którą Marta widziała już na bankiecie. Najpierw zrobiło jej się potwornie przykro.

- Jak to? Spotykał się z nią, zapewniał o miłości, o tęsknocie, a tu nagle ta blondyna?

„To kutas” – przeklinała w myślach. „Przespał się ze mną, a teraz jest z inną? Poczekaj, ja się na tobie odegram. Jeszcze będziesz mnie prosił o wybaczenie”.

Słyszała, jak Kuba mówi coś do blondynki, a tamta szczebiotała i chichotała rozanielonym śmiechem.Martę rozpierała zazdrość, ale już się nie odwracała.

Wypiła podaną kawę, zjadła ciastko i wstała od stolika. Miała na sobie długi płaszcz. Rozpięła go i celowo przeszła obok Kuby i jego towarzyszki.

Byli tak zajęci rozmową, że nawet jej nie zauważyli. Specjalnie machnęła połą płaszcza tak niefortunnie, że filiżanka z kawą wylądowała wprost na spodniach Jasińskiego.

Bo w tej sekundzie w jej myślach znów stał się tylko „Jasińskim”.

Mężczyzna poderwał się z krzesła, a ona uśmiechnęła się złośliwie i powiedziała przesadnie czułym głosem:

– Ojej, co ja narobiłam! Bardzo pana przepraszam. Czy ma pan przy sobie zapasowe spodnie?

Jasiński poczerwieniał na twarzy.

– Nie mam, ale... nic się nie stało – odpowiedział zmieszany.

Blondynka, wyraźnie zniesmaczona całym zajściem, fuknęła oburzona:

– Mogłaby pani uważać! Nie musiała pani przechodzić akurat tędy i machać tym płaszczem! Czy nie jesteś poparzony kawą, Jakubie? – zwróciła się do niego.

– Gdybym mogła, wylałabym tę kawę pani na sukienkę – odparowała ostro Marta. – -Przepraszam, panie Jakubie.-

Wyszła z kawiarni z podniesioną głową, choć w głębi duszy bardzo chciało jej się płakać. Natychmiast zadzwoniła do Magdy i o wszystkim jej opowiedziała.

– Magda, miałaś rację, on jest palantem! Kurwa, czemu ja cię nie posłuchałam? Naprawdę, mówiłaś, żebym dała sobie z nim spokój. Nie posłuchałam, a teraz mam za swoje...

A ja, głupia, poszłam z nim parę razy do łóżka. Do mojego własnego łóżka!

Magda nic nie mówiła, pozwoliła Marcie się wygadać.Po skończonej rozmowie Marta pojechała do domu. Podświadomie wciąż czekała na telefon od Jasińskiego, ale telefon milczał. Przebrana w swój ulubiony domowy dres, stanęła przed lustrem.

– No widzisz, znów muszę się przed tobą wygadać – zwróciła się do swojego odbicia.

– Ten kutas Jasiński zakpił sobie ze mnie. Moja wina też w tym jest, no... chciałam się z nim kochać. Dobry jest w łóżku, sama wiesz, ale mówił, że tylko ja i żadna inna.

A tu, kurwa mać, jest inna!

No, nie jest brzydka, ale jakaś pierdolnięta chyba. A może to ja jestem jebnięta? Ale co ci powiem, to ci powiem: moja zemsta będzie straszna.-

Tym razem lusterko nic jej nie doradziło.Poszła więc do kuchni, zrobiła sobie kanapkę oraz herbatę i usiadła przy stole. Nagle zadzwonił telefon. Spojrzała na wyświetlacz

– to był Jasiński.

Nie odebrała. Napisała mu tylko krótką wiadomość

 

Odpierdol się ode mnie, kutasie”.

Już więcej nie zadzwonił.W piątek Marta pojechała do firmy, aby odebrać plany nowego projektu. Dowiedziała się, że musi pójść po nie bezpośrednio do dyrektora Wrońskiego.

– Jak to do Wrońskiego? – zdziwiła się.

– Dyrektor Wroński jest wicedyrektorem, zastępcą dyrektora Jasińskiego – poinformowała ją sekretarka.

– A co z dyrektorem Jasińskim? Nie ma go?

– Dyrektor Jasiński wyjechał w sprawach służbowych do Monachium. Będzie za dwa dni.

– A ten Wroński, gdzie ma gabinet?

– Trzecie piętro, naprzeciwko wyjścia z windy.

Chociaż Marta bardzo nie lubiła jeździć windą, tym razem nie miała siły pokonywać tych pięter na piechotę. Musiała wjechać na górę. Stanęła pod drzwiami gabinetu, zapukała i weszła do środka, nawet nie czekając na zaproszenie.

– Dzień dobry. Marta Makowska, przyszłam odebrać plany projektu – przedstawiła się krótko.

– Dzień dobry. Nie znamy się jeszcze – odpowiedział mężczyzna. – Jestem Zbigniew Wroński. Właśnie zastępuję Jakuba... to znaczy dyrektora Jasińskiego.

Zaraz, gdzie ja to położyłem? O, są. Proszę bardzo. Dyrektor Jasiński prosił, żeby wyrobiła się pani z tym projektem do końca miesiąca.

– Słucham? – Marta zmrużyła oczy. – Do końca którego miesiąca?

– No, do końca tego. Do końca listopada.

– Ach, tak? W takim razie nie przyjmuję tego zlecenia. Mam się wyrobić w kilka dni? Absolutnie nie, nie biorę tego.

– Ale dyrektor Jasiński powiedział, że...

– A ja mówię, że nie! – przerwała mu ostro. – Jak tak bardzo chce, to niech sam sobie to zrobi. Ja pierdolę... Może mu to pan dokładnie w ten sposób przekazać. Do widzenia.-

Wyszła z gabinetu wściekła, choć tym razem powstrzymała się i nie trzasnęła drzwiami. Zajrzała na chwilę do Magdy, pytając tylko, czy mogłyby wyskoczyć gdzieś na kawę. Magda, widząc, że przyjaciółka jest na skraju wybuchu, zaproponowała, że po pracy po prostu przyjedzie do niej, do Józefowa. Zapowiedziała od razu, że nie będą pić żadnego alkoholu, tylko spokojnie pogadają.

Wspólnie spędziły całą sobotę i niedzielę aż do wieczora. Później Magda wracała do Warszawy, a Marta, żeby zająć czymś głowę, zaczęła projektować coś dla siebie – jakieś poprawki odnośnie przerobienia strychu.

W pewnym momencie zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko Jasińskiego. Nie odebrała. Tym razem nie napisała też żadnego SMS-a. Nie miała już siły ani ochoty ciągnąć z nim tej gry.Pracowała do późnego wieczora, a potem położyła się spać, ale sen nie nadchodził. W ciemnościach sypialni jej myśli nieustannie krążyły wokół niego. Kochała go i potwornie tęskniła, ale jednocześnie tak bardzo chciała się wreszcie wyleczyć z tej miłości.

Następne dni wlekły się niemiłosiernie. Marta nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, a tęsknota paliła ją od środka.

Trzydziestego listopada, w Andrzejki, postanowiła pojechać do Magdy. Siedziały w pokoju i rozmawiały już od dobrych dwóch godzin, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Magda poszła otworzyć, a po chwili w przedpokoju ukazał się nie kto inny, jak Jasiński.

Marta natychmiast rzuciła przyjaciółce pytające, pełne wściekłości spojrzenie.

– Marta, ja ci zaraz wszystko wyjaśnię – odezwała się szybko Magda, cofając się o krok. – Dyrektor bardzo mnie prosił, żebym pomogła wam się skontaktować.

Zaproponowałam, żebyście spotkali się u mnie, skoro w ogóle nie odbierałaś od niego telefonów. No i... tak to wyszło. Nie gniewaj się na mnie, proszę.

– Mogłaś mi chociaż powiedzieć – syknęła przez zęby Marta.

– No tak, masz rację. Ale wiecie co? Ja muszę pilnie wyjść na jakąś godzinę. Myślę, że do tego czasu się nie pozabijacie – rzuciła Magda i błyskawicznie ulotniła się z własnego mieszkania, zostawiając ich samych.

Jasiński zdjął kurtkę, odwiesił ją spokojnie na wieszak i wszedł głębiej do pokoju. Usiadł na kanapie tuż obok stojącej Marty i niby niechcący złapał ją za rękę. Pociągnął ją ku sobie tak zdecydowanie, że upadła prosto na jego kolana. Próbowała się natychmiast podnieść, ale objął ją mocno w pasie, uniemożliwiając ucieczkę.

– Nie wypuszczę cię, złośnico – roześmiał się cicho, patrząc jej prosto w oczy.

– A ja wcale nie chcę i nie mam najmniejszego życzenia siedzieć na pańskich, dyrektorskich kolanach! – fuknęła, choć serce zabiło jej mocniej.

– A to znów jestem „panem”? Siedź spokojnie i posłuchaj wreszcie, co mam ci do powiedzenia.

- Ta blondynka to moja była żona. Rozwiedliśmy się kilka lat temu, ale pozostajemy w przyjacielskich relacjach. Ona ma już drugiego męża... a ja mam ciebie.

– Tak? To dlaczego nie mówiłeś o tym wcześniej? Na bankiecie byłeś z nią, całowaliście się! – krzyknęła, dając upust nagromadzonej zazdrości.

– Tak, a ty aż zwijałaś się z zazdrości – zauważył z łagodnym uśmiechem.

– Marta, po tym, co zaszło między nami... dla mnie liczysz się tylko ty. Żadna inna.

-Krysia chciałaby do mnie wrócić, to prawda, ale ma męża, a ja jej już nie kocham. Przyjaźnimy się i nic poza tym.

Słuchała go i biła się z myślami. Wierzyć mu czy nie wierzyć? Tak bardzo jej na nim zależało, kochała go całym sercem, ale mimo wszystko wciąż trochę bała się tej miłości i kolejnego zranienia.

– Marta, czy naprawdę ja, stary chłop, muszę się tłumaczyć przed tobą, starą babą? No, już się wytłumaczyłem. Kotku, proszę...

– Ja, stara baba?! – Powaga sytuacji nagle prysła i Marta w końcu parsknęła śmiechem. – No niech ci będzie, stary chłopie.

Pocałował ją delikatnie w szyję, a ona, potwornie spragniona jego bliskości i dotyku, przywarła do niego całą sobą.

Nie mogli jednak pozwolić sobie na nic więcej, bo do mieszkania niespodziewanie wróciła Magda. Oboje czuli potężny niedosyt. Jasiński natychmiast zaproponował, żeby pojechała razem z nim do jego mieszkania.

Zgodziła się bez wahania.Jechała za jego samochodem, czując, jak ogarnia ją ekscytacja. Kuba był właścicielem pięknego, gustownie urządzonego apartamentu w samym centrum Warszawy. Wnętrze robiło wrażenie: nowoczesna kuchnia z wyspą, elegancki salon, sypialnia, łazienka i mały pokój gościnny.

– Czuj się jak u siebie – powiedział, przyciągając ją do siebie i całując w usta.

– Chcę ciebie – wyszeptała wprost w jego wargi, sprawnymi ruchami rozpinając guziki jego koszuli.

– Nie chcę się czuć... Chcę czuć ciebie. Chcę się z tobą kochać. Tak na dziko, namiętnie, tak, żeby cały świat wirował razem ze mną.

– Dobrze, kochana. Będzie dokładnie tak, jak chcesz – odpowiedział niskim, zachrypniętym z pożądania głosem

Wziął ją na ręce i bez trudu zaniósł do sypialni. Gdy położył ją na dużym łóżku, Marta usiadła na materacu, patrząc na niego z łobuzerskim uśmiechem.

– Kuba, najpierw prysznic. Nie lubię czuć się nieświeżo.

Oboje poszli do łazienki. Kochali się pod prysznicem, dokładnie tak, jak za pierwszym razem. W strugach gorącej wody spływającej po ich splecionych ciałach, dawali upust całemu napięciu z ostatnich dni. Ich skóra paliła od dotyku, a każde muśnięcie ust było jak obietnica, że wszystko znowu będzie dobrze

Gdy zmęczeni, ale w pełni szczęśliwi leżeli już bezpiecznie wtuleni w siebie pod ciepłą kołdrą, w sypialni panował błogi spokój.

Słyszała równomierne bicie jego serca i czuła, jak wszelkie lęki, które gnębiły ją przez ostatnie tygodnie, powoli odpływają.

Nagle Marta drgnęła, uświadomiwszy sobie coś bardzo ważnego.

– Kuba... – uniosła lekko głowę, opierając brodę na jego piersi. – Felek. Zostawiłam go samego. Muszę wracać do Józefowa, przecież on tam na mnie czeka

.Jasiński uśmiechnął się leniwie i mocniej zacisnął ramię wokół jej talii, przyciągając ją z powrotem do siebie. Pocałował ją w czubek głowy.

– Spokojnie, kochanie. Pojedziemy do Józefowa rano. Przez te kilka godzin Felek doskonale da sobie radę bez swojej pani. Przecież ma tam swój własny, ciepły apartament i pełną miskę. A ty dzisiaj zostajesz tutaj, ze mną. Nigdzie cię nie puszczę-

Marta westchnęła cicho, dając za wygraną. Przytuliła się do jego nagiego boku, wdychając zapach jego skóry, który tak dobrze znała i kochała.

Zamknęła oczy, czując, że po tylu dniach samotności i tęsknoty, wreszcie jest na swoim miejscu. Świat za oknem warszawskiego apartamentu mógł pędzić swoim tempem, ale w tej andrzejkowej nocy liczyło się tylko to, że znowu byli razem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Barmaria

    Uff niewiele brakowało *****

  • Grażyna

    Jeszcze trochę sie będzie działo zanim nastąpi koniec . Dziekuję za ocenkę .

  • Barmaria

    Grażyna Marta nie tylko jest inna ale szalona i bardzo impulsywna

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania