- Bo jestem inna - cz . XIII
Następnego dnia Marta zjawiła się w firmie w bardzo eleganckim wydaniu. Założyła na siebie prosty, ale elegancki ciemny garnitur, pod marynarkę biały top, a na nogi włożyła pantofle na wysokiej szpilce. Uzupełniła ten strój elegancką torebką. Włosy ładnie upięte w kok i lekki makijaż czyniły ją prawdziwą kobietą – taką, za którą mężczyzna mógłby się obejrzeć.
Szła do kadr i klęła pod nosem. „Po kiego grzyba włożyłam te kurewskie szpilki, po co się tak wystroiłam? Zwariowałam czy co?”. Już miała chęć odwrócić się i uciec, napisać wiadomość, że coś jej wypadło, że może przyjść jutro. I w tym momencie się potknęła. Nie widziała, że przy recepcji stał dyrektor i ją obserwował.
– Kurwa! – krzyknęła na tyle głośno, że ją usłyszano. Rozejrzała się wokoło i zobaczyła dyrektora. Uśmiechał się, ale nic nie powiedział.Skinęła głową i poszła do kadr, zła na siebie, na swój niewyparzony język i na dyrektora.
Chciała się pokazać z dobrej strony i wszystko zepsuła. „A tam – pomyślała – jestem damą, a prawdziwa dama pije, pali, dyma się i przeklina. Zaraz, kto to powiedział? A wiem, pani Beata Tyszkiewicz. No, to ja taką damą jestem”.
Szybko podpisała to, co miała podpisać, zabrała zlecenie i wyszła.– Dyrektor panią prosi do siebie – z kadr wychyliła się głowa pani kadrowej.– Mnie? A po co?– Nie wiem, pytał, czy już pani wyszła, i prosił, żebym panią złapała i przekazała, że na panią czeka.– Ok. Dziękuję.
Zawróciła w stronę schodów. Wchodząc na pierwsze piętro, złorzeczyła w myślach na siebie, na dyrektora i na te przeklęte szpilki. Zapukała i weszła do gabinetu.– Dzień dobry. Jestem, o co chodzi? – zapytała.– Witam, pani Marto. Prośba: proszę sobie wygodnie usiąść i zdjąć te obcasy, nogi pani odpoczną – roześmiał się. – Nie wiem, czy ja bym dał radę chodzić na takich szczudełkach.
– Po to mnie pan wezwał, żeby się naśmiewać? Chciałam się pokazać jako kobieta, a nie jakiś rozczochraniec. A tu, kurwa, wpadka – zapomniała, że miała być grzeczna. – Pewnie myśli pan sobie…– Pani Marto, nic nie myślę. Jest pani sobą, nie udaje, że jest inaczej.
Chciałem tylko zapytać, czy wszystko pani załatwiła w kadrach? Jak sprzedamy ten projekt, to będzie miała pani z tego spory zysk. No i my jako firma, oczywiście, też.– No i fajnie. To ja już sobie pójdę. – Wstała i znów zaklęła pod nosem, tym razem cichutko: – Do widzenia. – Podała mu rękę.– Do zobaczenia, pani Marto. Muszę jeszcze coś powiedzieć: wczoraj, taka rozczochrana i bez makijażu, wyglądała pani świetnie – roześmiał się.Co miała robić? Też się roześmiała i pogroziła mu żartobliwie.
Opuściła gmach firmy, jakoś doszła do samochodu, zdjęła te cholerne szpilki i włożyła wygodne adidasy, które zawsze ze sobą woziła. Jadąc, uśmiechała się do siebie i gadała ze sobą w myślach.„Fajny jest ten Jasiński, ale jak ma na imię? Nie spojrzałam na tabliczkę i nawet nie zapytałam. Pasuje do niego Jakub... zaraz, no tak, Jakub. A może Jerzy? Nie. Ale podoba mi się, nieważne, jak ma na imię. Podoba mi się. Zapoluję sobie na niego przy następnej wizycie.
Głupia jesteś, Marta! A jak ma żonę? No kurwa, przecież nie odbiję go żonie. Ale naprawdę, zgrzeszyłabym z nim”.Tę rozmowę z samą sobą przerwał pisk opon. Zatrzymała auto i wyskoczyła na zewnątrz. Z samochodu, który jechał za nią, wysiadł młody chłopak.– Nie wiem, jak to się stało – zaczął się tłumaczyć. – Jechałem z tyłu i naraz nie mogłem wyhamować. Ale nie stuknąłem pani?– No mnie nie, za młody jesteś, a ja nie stukam się z dzieciakami – powiedziała. – Wsiadaj do auta i wyprzedź mnie. Wolę jechać za tobą niż przed tobą. Spadaj już.– No i wuj bombki strzelił – mruknęła
– Nie wychodzi mi bycie ani damą, ani grzeczną starszą panią. Bo nie wiem: jestem już starszą panią czy jeszcze jebniętym niedorozwojem? – Roześmiała się i odjechała.Do domu dojechała w wesołym nastroju. Potarmosiła Felka, wzięła do ręki śnieg, ulepiła kulkę i rzuciła w stronę domu sąsiada, który obserwował ją przez okno. Wiedziała, że jej nie usłyszy. Pomachała do niego i ze śmiechem uciekła do domu.
Od razu rozebrała się ze swojego eleganckiego stroju, ubrała w dres i miękkie kapcie. Niewiele myśląc, wystukała na telefonie numer do dyrektora Jasińskiego, który – o dziwo – odebrał.– Tak? Słucham?– Marta z tej strony – powiedziała tylko i zaraz dodała: – Bo widzi pan, zastanawiałam się, jak ma pan na imię? Bo nazwisko znam, a imienia nie.
– A jak pani myśli? – zapytał rozbawiony.– Nie wiem, świta mi coś w głowie, że Jakub.– Dobrze pani świta. Wprawdzie nie Jakub, ale Kuba. A jeżeli świta pani coś jeszcze, to uprzedzę: nie mam żony.– Jasnowidz, kurwa – zaklęła w duchu, a głośno powiedziała, że myślała tylko o tym, jak ma imię, i się rozłączyła.
Stanęła przed lustrem, zapukała w szklaną taflę i zapytała:– Lustereczko, powiedz, mam być, jaka jestem, inna od wszystkich, czy mam się zmienić? Oj, Marta, nie zmieniaj się, bądź sobą. Faceci lubią takie zwariowane babki, co to potrafią się w jednej chwili przytulić, a w drugiej opierdolić.Dałaby głowę za to, że lusterko się do niej odezwało. Posłała mu całusa i poszła do kuchni.
Komentarze (2)
czekam na ciąg dalszy:)
Niestety,
ponieważ większość odcinków pojawia się wyłącznie na profilu autorki,
czyta to zaledwie dwadzieścia kilka osób...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania