- Bo jestem inna - cz. XIV
Marta pracowała nad projektem. Do końca terminu było jeszcze trochę czasu, ale wolała skończyć wcześniej, niż później mierzyć się z opóźnieniami. W międzyczasie zaprojektowała też wygodną budę dla Felka – dużą, ocieploną, z zadaszonym i obudowanym po bokach gankiem. Nie chciała zostawiać psa na długie godziny zamkniętego w domu. Mając swój własny kąt, mógł swobodnie wchodzić i wychodzić, kiedy tylko miał na to ochotę.
Właśnie przywieziono gotową budę ze stolarni. Marta poprosiła, żeby postawiono ją tuż przy schodach prowadzących do mieszkania. Felek na początku nie był specjalnie zainteresowany nowym lokum – obchodził budę z daleka, aż któregoś dnia w końcu do niej wszedł i od tamtej pory nie chciał już wychodzić.
W tym samym czasie Marta musiała kilkakrotnie pojawić się w firmie. Jakież było jej zdziwienie i radość, kiedy spotkała tam koleżankę ze szkolnej ławy! Razem chodziły do szkoły podstawowej, a później do średniej. Po maturze ich drogi się rozeszły – Marta poszła na studia na ASP, a Magda zrezygnowała z dalszej edukacji. Nie wiedziały o sobie nic, straciły kontakt i dopiero teraz los skrzyżował ich ścieżki.
Marta początkowo jej nie poznała, ale Magda doskonale pamiętała swoją zwariowaną koleżankę, która nikogo się nie bała i zawsze mówiła prosto w oczy to, co myśli. Nosiła dziurawe spodnie, powyciągane topy i zawsze wyróżniała się z tłumu. Takiej drugiej dziewczyny w szkole nie było.
– Marta! Jak miło cię widzieć. Nic się nie zmieniłaś, jak ty to robisz? – zawołała Magda.
– Magda?! – popatrzyły na siebie i mocno się uściskały.
– Co tu robisz? – zapytała Marta.
– Pracuję w sekretariacie. A ty?
– A ja jestem projektantką, pracuję dla nich. Właśnie przyjechałam do dyrektora Jasińskiego.
– Fajny facet – szepnęła cicho Magda. – Bardzo wesoły, można z nim pogadać normalnie, jak z kolegą.
– Wiem – odszeptała Marta i obie się roześmiały. – To co? Kawa po robocie? – zaproponowała. – Masz czas? Bo ja jestem sama, więc mi go nie brakuje.
– Chętnie, ale nie dzisiaj – odpowiedziała Magda. – Chociaż… może? Mąż ma po mnie przyjechać. Jeśli nie masz obowiązków, pojedziemy do mnie. Co ty na to?
– A wiesz, chętnie. Jestem autem, więc możesz dzisiaj zwolnić męża z fuchy kierowcy.
Umówiły się za godzinę przy wyjściu. Marta od razu poszła do dyrektora. Zapukała i nie czekając na zaproszenie, weszła do gabinetu. Siedział za swoim dyrektorskim biurkiem i coś pisał, uśmiechając się pod nosem. Podeszła bliżej i mocno zapukała w blat. Podniósł głowę i spojrzał na nią.
– Właśnie wysłałem pani wiadomość. Proszę sprawdzić i odpisać – roześmiał się.
„Jak to: sprawdzić i odpisać?” – spojrzała na niego jak na wariata, a w myślach natychmiast zadała sobie pytanie: „Głupi czy pierdolnięty? Jestem u niego w gabinecie, a on chce, żebym mu odpisywała. No głupi, ale może to i dobrze?”.
– Normalnie, pani Marto. Proszę sobie usiąść, przeczytać i mi odpisać.
– Panie Kubusiu, ja przyszłam w konkretnej sprawie, a pan mi zawraca d…, przepraszam, głowę. Nie mam czasu na pierdoły, za godzinę jestem umówiona.
– Co w związku z tym? – zapytał niezrażony.
– A to, że nie chce mi się odpisywać, skoro i tak siedzę przed panem.
– A w jakiej sprawie pani przyszła? – Patrzył jej prosto w oczy, co zaczynało ją już irytować.
– Bo może chciałam na pana popatrzeć? – wypaliła. – A co? Nie mogę?
Wstał i stanął przed nią. Był wysoki, widać, że wysportowany, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
– Proszę, jestem cały dla pani. Mam się obrócić?
„Najlepiej by było, żebyś się położył na tej kozetce, gamoniu” – pomyślała szybko Marta. „Kurwa mać, co się ze mną dzieje. Nawet jak miałam męża, to tak na niego nie leciałam”.
Nic nie mówiąc, wstała i energicznie opuściła gabinet.
Czekała na Magdę na zewnątrz. Koleżanka wyszła jednak z miną wskazującą, że plany się zmieniły. Powiedziała, że mąż się uparł – i tak po nią przyjedzie i już stoi na parkingu.
– To to czerwone auto. Chodź, poznam was ze sobą – pociągnęła Martę za rękę.
Obie podeszły do samochodu. Marta spojrzała na kierowcę i nagle zaczęła się histerycznie śmiać. Magda zupełnie nie wiedziała, co się dzieje.
– Marta, o co chodzi? – zapytała zdezorientowana.
– Ten dupek to twój mąż?
W aucie siedział Rafał. Marta, niewiele myśląc, szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi od strony kierowcy.
– Nie poznaje mnie pan?
– Proszę mnie zostawić, z kimś mnie pani pomyliła – wykrztusił Rafał, próbując zatrzasnąć drzwi.
– Pani? Już zapomniałeś, jak się pieprzyliśmy u mnie w domu? Magda, oj Magda, współczuję ci. Ja go wyjebałam w środku zimy, w nocy, a teraz ciebie urabia?
– Przestań! – krzyknęła Magda. – Przestań, to nieprawda!
Nawet nie zauważyły, kiedy Rafał odpalił silnik i gwałtownie odjechał, zostawiając Magdę na parkingu. Marcie zrobiło się potwornie żal koleżanki. Przeprosiła ją i zaproponowała, że odwiezie ją do domu. Pod blokiem Magdy samochodu Rafała nie było .
Kobieta wysiadła z auta bez słowa, a Marta ruszyła do siebie. Było jej potwornie głupio, że tak drastycznie rozegrała tę sytuację, ale emocje wzięły górę – po prostu nie mogła się powstrzymać.
Drugie zaskoczenie tego dnia czekało na nią, gdy podjechała pod własną bramę. Obok stał samochód Rafała, a on siedział w środku. Na jej widok wysiadł i podszedł bliżej.
– Zadowolona jesteś z siebie? – zapytał z wściekłością.
– Nie – odpowiedziała krótko. – Nie oszukuj Magdy.
Chciał złapać ją za rękę, ale mu się wyrwała. Zagroziła, że jeśli podejdzie bliżej, pożałuje tego. Nie posłuchał. Wtedy Marta, niewiele myśląc, pozwoliła mu się chwycić. Gdy tylko mocno ją uścisnął, wykorzystała moment i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze.
Zawył z bólu. Marta pewnym krokiem weszła na podwórko i zatrzasnęła furtkę. Oparła się o nią i wysyczała przez zęby:
– Szkoda, że kutasy się nie łamią. Twój byłby teraz w kawałkach.
Rafał, skulony z bólu, wdrapał się z powrotem do samochodu i powoli odjechał
Marta stała przy furtce, dopóki czerwone auto nie zniknęło za zakrętem. Dopiero wtedy poczuła, jak opada z niej adrenalina, a dłonie zaczynają lekko drżeć. Wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę schodów. Gdy mijala nową budę, Felek leniwie wystawił ze środka łeb, ziewnął przeciągle i popatrzył na nią swoimi mądrymi ślepiami, jakby chciał powiedzieć: „Widziałem wszystko, dobra robota”. Marta uśmiechnęła się blado i pogłaskała go między uszami
Weszła do domu, przekręciła klucz w zamku i oparła się o drzwi. W środku panowała idealna, kojąca cisza. Zrzuciła buty i poszła prosto do kuchni, żeby nastawić wodę na mocną herbatę. Usiadła przy stole, wpatrując się w okno. W głowie wciąż miała mętlik. Z jednej strony czuła satysfakcję – ten drań zasłużył na wszystko, co go spotkało, a kopniak w krocze był tylko marnym ułamkiem tego, co powinien dostać za przeszłość. Z drugiej strony serce jej pękało na myśl o Magdzie. Przypomniała sobie jej zszokowaną twarz i ten rozpaczliwy krzyk na parkingu. Magda była dobra, cicha i najwyraźniej zakochana. Marta wiedziała, że otworzyła jej oczy w najbrutalniejszy możliwy sposób.
Czy przyjaciółka z lat szkolnych kiedykolwiek jej to wybaczy? Czy zrozumie, że to była chora gra Rafała, a nie jej złośliwość? Nagle na blacie zawibrował telefon. Marta drgnęła, myśląc, że to kolejna odsłona dramatu z Magdą. Szybko chwyciła aparat i spojrzała na ekran.To nie była Magda. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie o mailu służbowym od Jakuba Jasińskiego. Marta zupełnie zapomniała, że przecież przed tą całą burzą była w firmie i wybiegła z jego gabinetu jak oparzona.Otworzyła wiadomość. Treść była krótka:
„Pani Marto, projekt jest doskonały, ale na żywo robi jeszcze większe wrażenie niż na papierze. Mam na myśli panią, oczywiście. Skoro nie miała pani czasu w biurze, to może kawa wieczorem ? Czekam na odpowiedź. K.”
Marta wypuściła głośno powietrze, a na jej twarz, pierwszy raz tego popołudnia, zawitał szczery, lekko łobuzerski uśmiech. Poczuła, jak na policzki wypływa jej rumieniec.„Kurwa mać, Jasiński, ty to masz wyczucie czasu” – pomyślała, a palce same zawisły nad klawiaturą, gotowe do odpisania.
Komentarze (2)
Sory źle kliknęłam gwiazdkę, miała być 5. Poprawić nie można:(
To nic , jest zctery i pól . Bardzo dziękuję .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania