- Bo jestem inna - cz .XV
– No i co ja mam ci odpisać, Kubusiu Jasiński? No, poszłabym na tę kawę z tobą, ale czy chce mi się jechać teraz do Warszawy? Dopiero z niej wróciłam. Co on sobie o mnie pomyśli? Że jestem jakaś napalona i polecę na to spotkanie z nim? Tak od razu?Dotykała klawiatury i cofała ręce.– A, odpiszę. Co mi szkodzi.
„Kawa dzisiaj? Przykro, ale nie. Dopiero wróciłam z Warszawy. Mieszkam w Józefowie. Chyba że? M.” – nacisnęła enter i wysłała odpowiedź.
– Chyba że co? Ale ta Marta to jest jednak głupia – zganiła sama siebie. – No ale nie chce mi się.Dzwonek telefonu przerwał jej te rozmyślania. Nie spojrzawszy nawet na numer, odebrała
– Słucham? – Po drugiej stronie zapadła cisza. – Halo?Dopiero po chwili odezwał się mężczyzna. To był Kuba Jasiński.
– Jestem gotowy przyjechać do Józefowa – powiedział.Oniemiała. Chyba po raz pierwszy w życiu zapomniała języka w gębie.–
Jak to przyjechać?– Normalnie. Wsiądę w samochód i za, powiedzmy, pół godziny będę.–
Józefów ma ulice, a pan nawet nie wie...– Pan wie – roześmiał się. – Sprawdził adres w dokumentach kadrowych.
– Ale już jest późno, ja właśnie, jaaa... – Nie wiedziała, co powiedzieć. Co ona robi? –
się do spania.
„Kurwa, o osiemnastej trzydzieści? No nie, Marta, zgłupiałaś” – pomyślała.
– Jestem gotowy utulić do snu – nie dał się zbić z tropu.– Czekam – powiedziała w końcu.–
Zaraz będę.Odłożyła telefon i w tym momencie zadzwonił domofon. Usłyszała szczekanie Felka. Nie zastanowiwszy się, nacisnęła przycisk otwierający furtkę i wybiegła na schody przed drzwi. Wysoka sylwetka zamajaczyła na chodniku prowadzącym do domu. W blasku światła poznała dyrektora Jasińskiego.
„A co on? No nie, już teraz?”– Witam ponownie – śmiał się.– Ale z pana Szybki Bill. Proszę.Wprowadziła go do mieszkania.– Proszę się rozebrać i nie zdejmować butów, ja nie mieszkam w muzeum.
Mimo wszystko była trochę skrępowana.– Kawa, tak? – zapytała.Skinął głową i podał jej pudełko z ciastkami. Marta wyszła do kuchni, żeby wstawić wodę. Wyszedł za nią. Pochwalił, że ma ładny dom, że mu się podoba i takie tam „ble, ble”, jakby to sama oceniła.
Woda się zagotowała, szybko zrobiła kawę jemu, a sobie mocną herbatę. Wyłożyła ciastka na talerz. Usiedli przy ławie. Oboje byli troszkę skrępowani, w końcu Marta nie wytrzymała.–
Będziemy tak siedzieli jak niemowy? – roześmiała się. – Co tak naprawdę pana do mnie sprowadza?
– Pani Marto, no co mam pani powiedzieć? Po prostu podoba mi się pani. Chciałbym panią bliżej poznać.
– Dlaczego? Dlaczego akurat mnie? Jest tyle innych kobiet.
– Ale pani jest wyjątkowa. Nigdy takiej nie poznałem – takiej żywiołowej, z ciętym językiem. No, zadrzeć z panią to trzeba mieć odwagę.
– Pan zadarł – roześmiała się. – Przepraszam, chyba mój pies chce wejść do domu. Wpuszczę go tylko.
Wyszła do korytarza, a on ruszył za nią.– Nie, pies się nie dobija do drzwi – objął ją mocno w pasie. – Uciekasz przede mną.Odwróciła się do niego twarzą, a on, nie patrząc na konwenanse, pocałował ją. Oddała pocałunek, po czym go odepchnęła. Odzyskała pewność siebie.
– Miała być kawa, a nie całowanie się – powiedziała ostro. – Jeśli przyjechałeś tu, żeby mnie przelecieć, to nic z tego.–
Chcę – roześmiał się. – Ty też tego chcesz. Dlaczego mamy powstrzymywać swoje żądze?–
Bo ja nie chcę. Nie teraz, nie tutaj i nie z tobą.
– Ale przecież podobam ci się tak samo, jak ty mnie. Marta, no co ty?–
Podobasz mi się, ale nie na tyle, żebyś mi wskakiwał od razu do łóżka. Wypiłeś kawę? To zabieraj swoje ciastka i spadaj.
– No wiesz co? – Był bardzo zawiedziony jej odmową.
– Wiem co. Zerwiesz ze mną umowę? Proszę bardzo, nie zależy mi, znajdę coś nowego.–
Dobrze, pójdę już sobie – ubrał kurtkę i wyszedł.Patrzyła za nim tak, jak jeszcze niedawno za Rafałem. Wsiadł w samochód i odjechał. Marta rzuciła się na łóżko w sypialni i rozpłakała.„Dlaczego? Dlaczego potraktował mnie jak kurwę? Co sobie myślał? Czar prysł” – myślała przez łzy.
W tym momencie nie była tą przebojową Martą, inną niż wszystkie kobiety. Była jedną z nich – zagubioną, samotną i znieważoną.
Nie jeździła do firmy przez kilka dni. Któregoś rana dostała SMS-a: „Zapraszam do biura”. Po co? Rozwiązać umowę o współpracę?
Nie odpisała i nie pojechała. Po południu przyszedł następny SMS: „Zapraszam”. Wiedziała, że to od Jasińskiego
.„Pocałuj mnie w dupę” – odpisała.„Dobrze, jak przyjedziesz” – na to już nic nie odpowiedziała.
Swoim zwyczajem stanęła przed lustrem, popatrzyła na swoje odbicie.
– No i co się na mnie gapisz? Poradź, co mam z nim zrobić? Nie zakochałam się, ale mnie pociąga. Kurwa, swoją drogą, ciekawa jestem, jaki jest w łóżku. No co? Chce mi się chłopa, przecież mam prawo do miłości.
Następnego dnia zjawiła się w biurze i pierwsze, co zrobiła, to poszła do sekretariatu. Magda spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Magda – podeszła do jej biurka. – Przepraszam.
– Nie ma za co. Otworzyłaś mi oczy.
– Magda, pogadajmy. Tak jak kiedyś, dobrze?
– Zadzwoń do mnie, Marta – Magda podała jej karteczkę z numerem telefonu. – Umówimy się na pogaduchy.
– Dzięki, zadzwonię na pewno. Teraz idę do Ku... do Jasińskiego. Cześć.
Z sekretariatu przeszła do gabinetu dyrektora. Właśnie wychodził, ale gdy ją zobaczył, cofnął się, uśmiechnął i poprosił, żeby weszła.
– Ale wychodziłeś, nie chcę przeszkadzać – nie patrzyła na niego, ale wyobrażała sobie uśmiech na jego twarzy.
– Ależ nie, nie. To nic ważnego, proszę.
– O co chodzi? – Nie wiedziała, jak się do niego zwrócić.
– Chciałem na ciebie popatrzeć – roześmiał się – i przeprosić.
– To wszystko? No to przeprosiny przyjęte, do widzenia.
– Tylko tyle? – odpowiedział w tym samym co ona tonie.
– Tak. Mało? Myślałeś, że rzucę ci się na szyję? Jeszcze nie teraz, może kiedyś? A może nie? A poza tym jesteś w pracy, a romanse w pracy dobrze nie wyglądają – potrząsnęła swoją rozczochraną głową i wyszła, zadowolona z siebie.
– No, Marta, postarałaś się, jestem z ciebie dumna. No to co, że to dyrektor? Ale niech zobaczy, że takiemu przystojniakowi nie każda kobieta da się omotać. A może i da? Jeszcze będzie okazja ku temu – tłumaczyła sobie, idąc do auta.
Będąc już u siebie na podwórku, spojrzała w stronę ogrodzenia i napotkała wnikliwe spojrzenie sąsiada, który stał po drugiej stronie.
– Pan Marek pani szukał – odezwał się.
Podeszła bliżej.– A nie wie pan, dlaczego mnie szukał?
– Nie wiem – rozłożył ręce. – Ale był tu. Pies go obszczekał, to nawet nie wchodził, bał się.–
-Dziękuję. Do widzenia.Odwróciła się i poszła do domu.
Ale tego dnia nie było jej dane odpocząć. Telefon dzwonił jak oszalały. Nie odbierała, wyciszyła go i rzuciła do szuflady biurka.„Mam wszystkich w dupie. Co to, kurwa, jestem na zawołanie dla każdego? A jak ja potrzebuję człowieka, to nie ma. To znaczy byłby, ale nie tak, jak bym chciała”.
Usłyszała groźne szczekanie Felka. Wyjrzała przez okno – za furtką stał Marek. „Co on, do cholery, chce ode mnie? Wpuszczę go, bo mi spokoju nie da”. Nacisnęła guzik domofonu, wyszła na ganek i zawołała Felka, który natychmiast do niej przybiegł.
– Wejdź! – krzyknęła. – Pies ci nic nie zrobi!
Marek wszedł. Zaprosiła go do mieszkania, posadziła w kuchni i najpierw zrobiła herbatę.– Co cię do mnie sprowadza? – zapytała.
– Marta, to była pomyłka – powiedział cicho.
– Pomyłka? Co było pomyłką? Kochanka czy rozwód ze mną?
– Jedno i drugie, Marta. Żałuję. Zrozumiałem, że kocham ciebie. Żałuję, że nasze małżeństwo się rozpadło. Marta, czy jest dla nas jeszcze szansa?
– Dla nas? – zaczęła się śmiać. – Marek, szansa została pogrzebana wraz z ogłoszeniem wyroku na sali sądowej. Minęło sporo czasu od tamtej chwili, ja już o tobie zapomniałam. Nie, Marek, nie ma szansy.
– Marta, ale ja ciebie wciąż kocham.
– Marek, kurwa, zrozum, że ja do ciebie nie czuję już nic. Ani miłości, ani nawet już żalu. Jest mi dobrze bez ciebie i proszę, idź już.
Mężczyzna wstał, dopił herbatę i wyszedł ze spuszczoną głową. Był pewien, że Marta jednak mu wybaczy. Ale ona była nieugięta.Zadzwoniła do Magdy. Zapytała, czy ma dzieci i czy jeszcze jest z Rafałem. Magda nie miała ani dziecka, ani Rafała – była sama.
– To się dobrze składa – ucieszyła się Marta. – W piątek przyjeżdżam po ciebie i porywam cię!
W piątkowy wieczór przyjaciółki po zjedzeniu obiadu rozsiadły się wygodnie w salonie. Piły wino i zwierzały się sobie ze wszystkiego, tak jak kiedyś. Wspominały szkołę, numery, jakie robiła Marta, i śmiały się radośnie .
.– A pamiętasz, jak zamiast pracy z geometrii napisałaś w zeszycie, że nasz dyro jest jebnięty? – śmiała się Magda. – Ale mieliśmy ubaw w klasie!
– A jaki ja za to w domu dostałam opierdol, mama mało zawału nie dostała!
– Albo jak polonistce podłożyłaś pod siedzenie pierdzącą poduszkę?
– Kurwa, wyskoczyła jak oparzona z klasy! – Marta śmiała się do łez .
.Już porządnie na rauszu wyszły na podwórko, żeby trochę się przewietrzyć. Było dosyć ciepło. Wścibski sąsiad też wyszedł ze swojego domu. Marta, niewiele myśląc, zawołała
:– Panie sąsiedzie, może się pan do nas przyłączy? Jestem z przyjaciółką, ale brakuje nam jeszcze kogoś. Zapraszam!
Sąsiad trochę się sumitował, ale ciekawość zwyciężyła. Przyszedł do nich i już we troje weszli do mieszkania. Marta wyjęła dla niego kieliszek, nalała wina do pełna i mrugnęła do Magdy.
– To co, sąsiedzie, jeszcze jednego? Musi pan wypić, bo inaczej nie będzie zabawy.
Wypił trzy lampki i już mu trochę szumiało w głowie. Rozluźnił się, patrzał na dziewczyny z uśmieszkiem nieco lubieżnym. Dowiedziały się, że jest wdowcem od dawna, dzieci mieszkają daleko, a on mieszka sam. I że dawno tak się nie bawił, jak teraz z nimi.
Marta w swoim szalonym pomyśle poprosiła go, żeby się wygodnie położył, że będzie zadowolony. Pociągnęła Magdę za sobą do kuchni.
– Magda, zabawimy się z nim. Trzymaj – z szuflady wyjęła zapalniczkę, którą zostawił Marek.
– Co chcesz zrobić?
– Obie zrobimy – śmiała się Marta. – Ty mi musisz pomóc.
Nie myślały trzeźwo.– On leży, musimy go podniecić.
– Ale, Marta, ja nie umiem – tłumaczyła Magda.– Będziesz robiła to, co ja
– i wytłumaczyła, co ma zamiar zrobić.Weszły do salonu. Leon – bo tak miał na imię – leżał na kanapie i na ich widok uśmiechał się nieco obleśnie. Podeszły do niego. Marta zaczęła go gładzić po udach, Magda robiła to z drugiej strony.
Łaskotały mu szyję, aż nagle Marta położyła rękę na kroczu sąsiada. Wyczuła, że jest gotowy, ale spotkał go zawód – pstryknęła zapalniczką i zbliżyła dłoń do rozporka.
Leon zerwał się z wrzaskiem. Broniąc swojej męskości, szybko uciekł, krzycząc i złorzecząc.
Marta, już porządnie wstawiona, wyskoczyła za nim.
– Wracaj, Leon! – wołała. – To tylko żarty! Głupi kutasie, myślisz, że chciałam się z tobą dymać? Teraz już mnie nie będziesz podglądał!
Wróciła ze śmiechem do Magdy, ale ta położyła się na kanapie i zasnęła.
Następnego dnia obie obudziły się z bólem głowy.
– Magda, żyjesz? – zapytała Marta.
– Żyję, ale co to za życie... – Mimo bólu Magda zaczęła się śmiać.
– Marta, ty to chyba nigdy nie spoważniejesz. Skąd w twojej głowie tyle szaleństwa się zadekowało? Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do łba, żeby molestować biednego sąsiada. Ty wiesz, jaki on był wystraszony?
– Przeproszę go – śmiała się Marta. – Ale on się chyba długo nie pokaże w pobliżu mojej osoby
.Ten dzień był dla nich prawdziwym odpoczynkiem od wszystkiego. Wieczorem Marta odwiozła Magdę do Warszawy. Obiecały sobie następne takie spotkanie, jak tylko zrobi się ciepło.
Komentarze (3)
*****:)
Grażyna, możesz zrobić coś jeszcze - ujednolicić tytuły.
Twój profil -> Publikacje -> Edytuj...
Następnie w kratce z tytułem pierwszej części wpisz: Bo jestem inna - 1
Potem przy drugiej Bo jestem inna - 2 itd.
Zastosuj "kopiuj wklej", żeby było identycznie - zmieniaj tylko numer (bez myślnika z przodu).
Dzięki temu pojawi Ci się na górze lista odcinków i nowym czytelnikom będzie łatwo cofnąć się do początku.
Wyświetl sobie jakikolwiek mój limeryk i zobacz, jak to wygląda.
Powodzenia.
...a w każdym razie powinna się pojawić...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania