- Bo jestem inna - część IV

Felek wesoło biegał wokół domu, podrzucał nosem piłkę i szczekał z radości. Zobaczywszy Martę, podbiegł do niej, lekko łapał zębami jej rękę i zachęcał do zabawy. Zaczęła tarmosić go za kark i głaskać. Bardzo lubił te pieszczoty.Sąsiad po drugiej stronie ogrodzenia obserwował tę zabawę. Nigdy tu wcześniej psa nie widział. Marta biegała za Felkiem, on jej uciekał, a gdy się odwracała – podbiegał i ciągnął ją w swoją stronę.– Felek – śmiała się – ja już nie mam siły. Idę do domu, a ty, jak chcesz, to zostań.Psiak był bardzo mądry, rozumiał, co mówi do niego pani. Słuchał i zabawnie przechylał łepek. Nie poszedł jednak za Martą, wolał dalej harcować na dworze.

Będąc już w mieszkaniu, odebrała telefon. Dzwonił ojciec.– Marta, musisz przyjechać – powiedział bez wstępu.– Po co? – zapytała.– Nie możesz się na nas gniewać. Jesteśmy twoimi rodzicami, kochamy cię...– Daj spokój, tato – przerwała mu. – Może kiedyś przyjadę, teraz nie mogę. Wiesz, że pracuję zdalnie, mam sporo do nadrobienia, i wiesz co? Mam psa. A mama psów nie lubi. Chyba że takie suki jak Kinga – dodała złośliwie. – A zresztą, wy też możecie przyjechać do mnie. Tato, przepraszam, muszę kończyć, mam telefon na drugiej linii.Rozłączyła się. Nie było żadnego drugiego telefonu, ale nie miała już ochoty rozmawiać z ojcem.

Nagle usłyszała szczekanie Felka. Nie było wesołe, tylko groźne, ostrzegawcze. Wybiegła z domu. Pies ujadał na sąsiada z drugiej strony ogrodzenia. Widać było, że jest mocno zdenerwowany. Sąsiad kopał w płot i krzyczał.– Co się stało? Czemu pan tak ujada? – specjalnie nie zapytała, czemu krzyczy, tylko użyła słowa „ujada”.– To pani kundel?! To niech go pani na łańcuchu trzyma! Lata to po całym ogrodzie i doły kopie! – wrzeszczał wzburzony.– Ja mam trawnik, a nie ogród, to po pierwsze. A po drugie – to mój trawnik, a nie pana. A jak się panu coś nie podoba, to już nie nasz problem, prawda, Felek?– Ja to zgłoszę! – sąsiad krzyczał coraz głośniej. – Felek! Pies, żeby ludzkie imię nosił?! A pani jest impertynencka. Nic dziwnego, że Marek panią zostawił

Marta stała naprzeciwko niego i tylko się śmiała.– Panie sąsiedzie, niech pan nie nadużywa słów, których pan nie rozumie. A w ogóle to niech się pan od nas odp... wie pan co mam na myśli.Sąsiad aż poczerwieniał ze złości, trząsł się i wymachiwał rękami. Marta jednak nie zamierzała dłużej na niego patrzeć – zabrała Felka i oboje poszli do domu.– Widzisz, Felek, jaki jebnięty ten sąsiad? – powiedziała i dała mu smaczki na pocieszenie.

Usiadła przy laptopie, żeby trochę popracować i nadgonić zaległości. Na dwie godziny zupełnie się wyłączyła, chociaż gdy coś jej nie wychodziło, klęła pod nosem. W końcu zamknęła komputer i zapytała sama siebie:„Marta, czy ty musisz tak rzucać mięsem?”. Pomyślała chwilkę i odpowiedziała sobie: „Muszę, to leży w mojej naturze”. A ona nie chciała się zmieniać. Jest jaka jest – albo się ją kocha, albo nienawidzi. „Bo jestem po prostu inna niż większość populacji ludzkiej” – podsumowała w myślach.– Wiesz co, Felek? – zwróciła się do psa. – Pakujemy się do auta i wyjeżdżamy. Tak na spontanie, gdzie nas oczy poniosą i gdzie samochód zawiezie. Wezmę tylko laptop, bo pracować trochę muszę, i jakiś ciuch na zmianę. Resztę kupimy po drodze.

Zapakowała najpotrzebniejsze rzeczy, karmę dla psa i laptopa. Pozamykała drzwi i zgodnie zajęli swoje miejsca w samochodzie – Marta za kierownicą, a Felek przypięty pasami na przednim siedzeniu, tuż przy swojej pani.W ogóle nie myślała o tym, dokąd jadą. Dopiero podczas jazdy zdecydowała, że celuje w jakąś spokojną wieś z gospodarstwem agroturystycznym.– Pojedziemy na Białostocczyznę, Felek, na Podlasie, a tam już coś znajdziemy. A jak nie, to prześpimy się w samochodzie. Zgadzasz się? To daj łapę.Felek posłusznie podał jej łapę i trącił nosem jej rękę.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania