- Bo jestem inna - część IX
Pod koniec października Marta obchodziła trzydzieste dziewiąte urodziny. Nigdy nie wyprawiała przyjęć – zawsze ten dzień spędzała z byłym mężem. Teraz miała tylko Felka, ale Felek był psem.„Kurwa mać – myślała po swojemu. – Jak bardzo chce mi się do człowieka. A tu, widzisz Felek, lata lecą, a w kroku posucha. To w ogóle możliwe? Czy ja już tak całkiem będę sama do końca życia? Dzisiaj idę w tango. To co, że sama?”.– Felek! – zawołała psa. – Chcesz czy nie, jedziesz do dziadków
.Zapakowała go do auta. Ubrana jak zwykle w spodnie i sportową kurtkę, usiadła za kierownicą. Rodzice mieszkali w Radości, mieli duży dom i piękne podwórko. Zaparkowała na ulicy, wzięła psa na smycz i weszła na posesję. Nie spodziewali się jej. Ojciec wyszedł na ganek i stanął na schodkach.– Marta? Stało się coś?Podeszła i pocałowała go w policzek.
– Sam jesteś, tato?– Nie, mama jest w środku. Wejdź.Weszła do domu. Przywitała się z matką, z którą nie widziała się od miesięcy.– Zostawiam wam psa na dwa dni – oznajmiła bez zbędnych wstępów. – Zaopiekujcie się nim. W torbie jest karma, pamiętajcie o wodzie. Felek, bądź grzeczny. Pańcia odbierze cię niedługo.– Marta, ale jak to tak? – Mama od razu zrzędziła, niezadowolona z niezapowiedzianego gościa. – Bez uprzedzenia zwalasz nam się z psem i tyle?– No. – Marta skinęła głową. – Mam urodziny i idę w tango. Przecież możecie mi pomóc.
– Martusiu, ale…– Cześć! – Nie dała matce dokończyć. Szybkim krokiem wyszła za furtkę, wsiadła do samochodu i odjechała
Nie wiedziała, dokąd ma pojechać. Pierwsza myśl: kupić wino, wrócić do domu, upić się i iść spać. Ale coś ją gnało przed siebie. Zatrzymała się na poboczu, wyjęła telefon i wybrała numer Justyny, dawnej przyjaciółki. Niestety, ta nie odebrała.Niewiele myśląc, wcisnęła numer Igora. Odebrał wyraźnie zaskoczony.– Chcesz się zrehabilitować w moich oczach? – rzuciła prosto z mostu, nie czekając na odpowiedź. – Przyjedź do mnie. Nie pożałujesz. Albo i pożałujesz – dodała w duchu.Ruszyła w stronę domu. Po drodze kupiła coś do jedzenia, ciastka i dwie butelki drogiego wina. Szykowała się zabawa we dwoje. A jak palant nie przyjedzie, zawsze może zawołać sąsiada zza płotu
Palant – jak w myślach nazwała Igora – zjawił się po godzinie. Był lekko zestresowany, ale i zaciekawiony. Otworzyła mu ubrana w seksowną sukienkę i wysokie szpilki. Omiótł ją wzrokiem z uznaniem. Mimo upływu lat i wysokiego wzrostu wciąż miała w sobie to coś. Rozpuściła włosy, zazwyczaj bezładnie ściągnięte gumką.Uśmiechnął się. „W co ona gra?” – przemknęło mu przez głowę.– Co tak stoisz? Wchodź! – Pociągnęła go za rękę do środka. – Rozbierz się, wyluzuj, pogadamy.Wprowadziła go do salonu, wręczyła butelkę wina i korkociąg.
– Otwórz – rozkazała.– Marta, ale ja jestem samochodem. Nie będę pił.– Jebać samochód – skwitowała lekceważąco. – Dzisiaj jesteś moim gościem. Mam urodziny i chcę się z tobą napić.– Dlaczego akurat ze mną?– Bo nie mam z kim, a pies nie pije.– To ile lat kończysz?– Kobiety o wiek się nie pyta. A ty ile masz?– Czterdzieści dwa – odpowiedział.– A ja trzydzieści dziewięć. – Przyniosła kieliszki, postawiła na stole talerz z ciastkami i dzbanek z kawą. – Polewaj, panie Jasiński.
Nalał wina. Marta opróżniła swój kieliszek jednym haustem i od razu podstawiła go po dolewkę.– Wiesz, zawsze ten dzień spędzałam z mężem – mruknęła.– A gdzie on teraz jest?– Zostawił mnie i odszedł. – Skrzywiła się z niesmakiem. – Nie wiedział, co traci, a stracił mnóstwo. Nalej mi jeszcze.Nalał.
Marta była już porządnie wstawiona. Igor, który do tej pory wypił tylko jeden kieliszek, w końcu uległ atmosferze, dolał sobie i wypił. Przysunął się bliżej, objął ją ramieniem. Nie protestowała. Wręcz przeciwnie – zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła całować: zachłannie, namiętnie, bez tchu. Poczuł, że traci nad sobą kontrolę.Pożądanie wzięło górę
Zaczęła go rozbierać, ciągnąc w stronę sypialni.– Chcę się z tobą kochać – wyszeptała między jednym a drugim pocałunkiem. – Tak na dziko. Szybko i mocno
Kochali się dokładnie tak, jak chciała, dając upust żądzom, dopóki całkowicie nie opadli z sił. Zasnęli w jej ogromnym, małżeńskim łożu, mocno do siebie przytuleni. W środku nocy Martę obudził potworny ból głowy. Przez moment nie pamiętała, co się stało… a może po prostu podświadomie wypierała tę noc? Spojrzała na śpiącego obok Igora. Był nagi, ona zresztą też. Wściekła, szarpnęła go mocno za ramię.
– Co ty robisz w moim łóżku?! – To nie był zwykły krzyk, to był wrzask rozwścieczonej kobiety ,Igor gwałtownie usiadł, zdezorientowany.– Co ty tu robisz?! – powtórzyła.– Jak to co? Marta, nie pamiętasz? Kochaliśmy się, sama mnie zaprosiłaś, chciałaś tego!– Ubieraj się i wypad! – wrzeszczała, czerwona z wściekłości. – Wykorzystałeś to, że się upiłam! Spadaj stąd!– Ale Marta… – próbował łagodzić sytuację
Ona jednak nie słuchała. Zebrała z podłogi jego porozrzucane ubrania, wybiegła na zewnątrz i cisnęła je na ziemię.– Wypierdalaj! Stał przed gankiem kompletnie nagi, rezygnując już z jakiejkolwiek dyskusji. Ubrał się pospiesznie i ruszył do auta.„Nigdy więcej. Nigdy więcej Marty ani żadnej jej podobnej. Ta kobieta to nieobliczalny szatan. Wypisuję się z tego” – powtarzał w myślach, przekręcając kluczyk w stacyjce. „Nigdy więcej”.
Marta wróciła do sypialni i rzuciła się na łożko.– Zrobiłeś, co do ciebie należało, i już mi nie jesteś potrzebny, panie Jasiński – rzuciła w pustą przestrzeń pokoju. Owinęła się szczelnie kołdrą i natychmiast zasnęła.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania