-Bo jestem inna - część V
Zatrzymując się kilka razy, po to żeby Felek mógł pobiegać i załatwić potrzeby, dojechali do Białowieży. Marta zapytała w pobliskim sklepie, czy mogą jej polecić jakąś kwaterę, gdzie można być z psem. Jedna z nielicznych klientek sklepu zaproponowała jej nocleg ze śniadaniem u siebie. Zmęczona dość długą jazdą, chętnie przyjęła propozycję
Pokój był nieduży, ale czysty i zadbany, z dużym, wygodnym łóżkiem. Felek od razu obwąchał wszystkie kąty i zadowolony merdał ogonem. Łazienka była w korytarzu, tylko dla gości, których poza Martą nie było. Gospodyni zapukała i weszła z pytaniem, czy czegoś im potrzeba. Marta podziękowała i zapytała o śniadanie. Dowiedziała się, że w kuchni jest wszystko, co potrzeba – gdyby była głodna, w każdej chwili może zejść na dół i coś sobie przygotować. To była bardzo dobra opcja.
W Białowieży została przez trzy dni. Chodziła z Felkiem na długie spacery, zwiedziła dużo pięknych miejsc, była w Białowieskim Parku Narodowym. Odpoczywała od zgiełku, od ludzi i pomału zapominała o wszystkim, co ją w ostatnim czasie spotkało.Trzy dni minęły bardzo szybko. Uregulowała rachunek za pobyt i wyżywienie, serdecznie się pożegnała i wracali z Felkiem do domu. W połowie drogi zauważyła, że na poboczu ktoś stoi i macha.– Autostopowicz? – zapytała samą siebie. Zatrzymała samochód. Młody jeszcze mężczyzna podszedł do auta.– Pani do Warszawy może jedzie? – zapytał.– Nie, ale mogę gdzieś pana podrzucić, do pociągu czy autobusu – odpowiedziała.– Szkoda – westchnął, odwrócił się i odszedł.
Nie miał przy sobie żadnego plecaka ani torby. Dziwny jakiś. Nie myśląc już o nim, pojechała dalej.Do domu w Otwocku dojechała za kilka godzin. Felek od razu rzucił się w pogoń za czymś na podwórzu, szczekał wesoło. Widać było, że jest zadowolony z powrotu. W środku włączyła telefon, który był przez te kilka dni wyłączony. Odsłuchała kilka wiadomości, jedna była od Marka. Prosił o spotkanie, ale ona nie chciała się z nim spotkać. Napisała tylko w swoim stylu SMS-a do niego: „Daj mi spokój, a najlepiej zapomnij o mnie całkowicie, dupku”.
Następnego dnia musiała jechać do firmy, w której była zatrudniona. Wprawdzie pracowała zdalnie w domu, ale od czasu do czasu musiała się pokazać, przedstawić swoje projekty, podpisać nowe umowy. Wzięła teczkę z dokumentami, zostawiła Felka w domu i pojechała do Warszawy.W firmie dowiedziała się, że zaszły zmiany, że musi częściej w niej bywać, że praca zdalna jest dobra, i owszem, ale niestety, Marta jest potrzebna na miejscu. Rozmowa toczyła się w gabinecie dyrektora – niby za zamkniętymi drzwiami, ale ktoś tam jeszcze był i słyszał. Tym kimś był kolega z sąsiedniego działu, z którym Marta szczerze się nie lubiła.– Panie dyrektorze, czy ma pan zastrzeżenia do mojej pracy? – zapytała na pozór spokojnie.– Pani Marto, zmiany są potrzebne. A pani, niestety, wpada do nas raz w miesiącu, podpisać coś, dostarczyć i już ucieka.
– Ale konkretnie, czy są wobec mojej osoby jakieś zarzuty? Moje projekty są przyjmowane bez zbędnego gadania, zatwierdzane, więc o co chodzi?– Chodzi o to, że ciebie nie ma na miejscu – wtrącił swoje trzy grosze kolega.– A tobie to przeszkadza? – odwróciła się do niego gwałtownie. – Ty masz coś przeciwko mnie?– Pani Marto, proszę się uspokoić. Kolega nie ma nic do pani, ale proszę o...– O co mnie pan prosi, dyrektorze? Po co ta cała rozmowa? Proszę mi konkretnie powiedzieć, o co chodzi, a nie duka pan jak uczeń wywołany do odpowiedzi.– Marta... – znów odezwał się kolega.– Odwal się ode mnie! – krzyknęła. – Co, do kiego wuja, się wtrącasz w rozmowę? Chcesz mnie wygryźć i zająć moje miejsce? Proszę bardzo, mam was w dupie! – rzuciła na biurko dyrektora przywiezione prace. – To moje ostatnie projekty dla tej waszej zasranej firmy, dyrektorze. Proszę mi przygotować odprawę i wynagrodzenie za to co zostawiam. A ty, dupku – zwróciła się do kolegi – lepszy ode mnie i tak nie będziesz!
Opuściła gabinet, głośno trzaskając drzwiami. Nikt jej nie zaczepiał ani o nic nie pytał. Każdy wiedział, że w zdenerwowaniu nie panuje nad sobą. Woleli nie wchodzić jej w drogę.Wyszła na dwór i głęboko zaciągnęła się powietrzem. Wsiadła do auta, myśląc, że chyba się jednak dzisiaj upije. „Albo nie – powiedziała głośno. – Przez takich idiotów nie warto. Ale i tak do nich nie wrócę. Znajdę sobie coś lepszego”.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania