-Bo jestem inna - część VI

Do rzeki nie było daleko, ale założyła Felkowi szelki i przypięła smycz. Szła wolno przez lasek, a Felek zatrzymywał się co chwilę, szukał czegoś w trawie i wąchał jakiś kwiatek. W pewnym momencie szarpnął się tak mocno, że Marta wypuściła z ręki smycz. Biegła za nim, nie wiedząc, co się dzieje. Pies zatrzymał się na małym pagórku. Marta dobiegła do niego i zamarła – zobaczyła dzika.

 

– O kurwa – zaklęła pod nosem. – Felek, wycofujemy się. I bez krzyku mi tu, bo możesz go rozsierdzić.Złapała za smycz i po cichu wychodziły z lasu.– Wracamy do domu, nie mam dzisiaj ochoty na spotkanie z dzikami – szepnęła.Będąc już bardzo blisko domu, zauważyła, że ktoś stoi pod furtką i wyraźnie na nią czeka. Tym kimś był jej brat, Łukasz.

 

– Cześć, Marta – przywitał się.– Co tu robisz? – była zaskoczona.– Czekam na ciebie. Pogadać chciałem.– Wejdź – pchnęła furtkę. – Chodź do domu, nie będziemy gadać na podwórku.Weszli do mieszkania i usiedli przy kuchennym stole.

– Kawa? – zapytała.– Wolałbym coś mocniejszego, ale może być i kawa – westchnął.– Alkoholu nie mam – postawiła przed nim kubek z kawą. – Mów, co się dzieje.– Wiesz, Marta, my nie żyjemy ze sobą za dobrze, ale przecież jesteśmy rodzeństwem. Z obcym nie pogadam, brata nie mam, tylko ty pozostajesz.– Masz swoją żoneczkę – mruknęła.– Tak, ale z nią poważnie nie da się pogadać. Chyba przechodzimy kryzys, ale tak szybko? Kinga, wiesz, jaka jest...– To po co się z nią żeniłeś? Brałeś ją w ciemno czy co?

 

– Natan był w drodze. Nie bardzo chciałem, ale stało się. Rodzice gadali, że to, że tamto... Wiesz, ja nie potrafię tak jak ty – rąbnąć pięścią w stół, zakląć, posłać komuś wiązankę. Ty jesteś temperamentna babka, nie dasz sobie w kaszę dmuchać, a ja? Nie wiem, dlaczego tak nie potrafię. Przecież jestem facetem.– No jesteś, i to całkiem fajnym – przyznała. – Ale w dalszym ciągu nie wiem, co się stało.– A ja nie wiem, jak ci to powiedzieć... Ładny ten twój pies – chciał zmienić temat, ale mu nie pozwoliła.– Łukasz, nie pieprz mi tu o urodzie mojego psa. Mów, z czym przyjechałeś, co się dzieje?– Bo widzisz, Kinga wymyśliła, że chciałaby zamienić nasze domy

 

Nasz i twój. Żebyśmy się zamienili. Dlatego jestem.

Marta pokiwała głową z niedowierzaniem.– Acha... A to dlaczego?– Bo ty nie masz dziecka ani męża, za to dom duży, w ładnej okolicy, blisko do rzeki. A my mamy ten mały, trzy pokoje, a Kinga jest w kolejnej ciąży. Przydałby się większy dom.– Ach tak? Przydałby się? To powiedz tej swojej żonusi, żeby sobie piętro dobudowała. Ja się swojego domu nie pozbędę, a jej ciąża mnie nie obchodzi, braciszku. Mogliście uważać, jak się rypaliście.– Ale Marta... – chciał jej przerwać.– Co Marta?! Gdybyście nie mieli interesu, tobyś nie wpadł do mnie, tak? Nic z tego, bujaj się razem ze swoją żoną!

 

Łukasz, wyraźnie zdenerwowany, wstał i wyszedł, nawet się nie żegnając

Trzaśnięcie furtki poniosło się echem po pustym podwórku. Marta stała w kuchni, zaciskając dłonie na krawędzi stołu, dopóki jej kłykcie nie pobielały. Wściekłość powoli ustępowała miejsca dziwnej, chłodnej pustce. Felek podszedł cicho i położył pysk na jej stopie, jakby wyczuwał, że burza minęła.– No i masz, Feluś – westchnęła, patrząc na nietknięty kubek kawy Łukasza. – Najpierw firma, teraz rodzina. Wszyscy chcieliby mnie ustawiać. Ale z tym domem to już popłynęli.Nagle ciszę przerwał głośny dźwięk dzwonka do drzwi. Marta drgnęła. Czyżby Łukasz wrócił się, żeby dokończyć kłótnię? Podeszła do okna, przygotowując w głowie kolejną wiązankę, ale postać stojąca przed domem sprawiła, że kompletnie odebrało jej mowę.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania