-Bo jestem inna- część VII
Nie wiedziała, co ma zrobić. Otworzyć czy nie? Jak on się tu dostał? Widocznie Łukasz nie zamknął furtki albo go po prostu wpuścił.„Kim jest?” – myślała nerwowo. – „Czego tu szuka?”. Przypominał autostopowicza, którego widziała, gdy wracała z Białowieży. Ale przecież skąd by wiedział, gdzie ona mieszka?
Podeszła do drzwi i nie otwierając ich, zawołała:– Czego pan tu szuka?– Ja do pani Makowskiej – odpowiedział.– Po co i dlaczego? Kim pan jest?– Proszę otworzyć. Nie załatwia się spraw przez drzwi.
Otworzyła.– Słucham?– Przysłano mnie z firmy, w której pani pracuje. Piotr Barwiński jestem. Czy wpuści mnie pani do środka?– Nie, nie wpuszczę pana. Po co pana przysłali?– Kontaktowano się z panią, ale bez odpowiedzi. Proszę przejrzeć swoją skrzynkę mailową, dowie się pani wszystkiego.
Otworzyła szerzej drzwi.– Niech pan wejdzie. Tylko proszę uważać, pies jest w domu.Felek wyszedł ze swojego kącika i warknął, jakby chciał ostrzec, że to on tu pilnuje i lepiej z nim nie zaczynać.
Mężczyzna wszedł. Zaprosiła go do pokoju, który służył jej za gabinet, pracownię i wszystko inne. Poprosiła, żeby gdzieś tam usiadł, a sama otworzyła laptopa. Rzeczywiście, w skrzynce czekała wiadomość od – jak jej się wydawało – już byłego dyrektora: „Dzień dobry. Pani Marto, proszę o pilny kontakt. To bardzo ważne”.
– Co on może ode mnie chcieć? – zapytała. – A pan co robi w tej firmie?– A ja jestem kandydatem na pracownika, w tej chwili w roli posłańca – roześmiał się.– Nie rozumiem. Posłaniec, kandydat? Do czego kandydat?– Złożyłem aplikację na stanowisko kierownika działu, ale tymczasem zacząłem od posłańca. Musiałem podjąć jakąkolwiek pracę.– Rozumiem – kiwnęła głową. – Dobrze, jutro będę w firmie około dziesiątej. Ale zaraz, musi mi pan coś wyjaśnić, bo nie daje mi to spokoju. Czy to nie pan stał na trasie z Białowieży? Chciał pan jechać do Warszawy?
– Nie, to nie ja – odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. – Z kimś mnie pani pomyliła. To ja już pójdę. Do widzenia.Odprowadziła go do drzwi.
Następnego dnia pojechała do firmy. Dyrektor był bardzo uprzejmy. Poprosił, żeby usiadła wygodnie, bo ma dla niej propozycję, która na pewno ją zainteresuje.– Pani Marto, nie możemy się tak rozstać. Wiem, wiem, jest pani impulsywna i tak dalej, ale to w końcu dziesięć lat pracy z nami. Doszliśmy na naradzie do wniosku, że chcemy, aby pracowała pani na dotychczasowych warunkach. Praca zdalna, ale z obowiązkiem składania raportów co tydzień. Czy to panią interesuje?
Pomyślała: „Przyjąć czy nie?”. Coś w środku podpowiadało jej, że jednak nie.– Panie dyrektorze – zaczęła. – Ja nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Bez pracy w pańskiej firmie nie zginę. Mam doświadczenie, znam się na tym, co robię, więc zatrudnienie na pewno sobie znajdę. A jak nie, to zostanę sprzątaczką. Wszak żadna praca nie hańbi, prawda? Mam też pytanie: czy odprawa dla mnie jest już przygotowana?
– Pani Marto, samowolnie odeszła pani z pracy, więc odprawa się pani nie należy – dyrektor wyraźnie się zdenerwował po jej odmowie.– Ach tak? A co się należy? – zapytała na pozór spokojnie.
– Wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym, pani Marto. Porzuciła pani pracę. Powinna pani dostać dyscyplinarkę!– Wie pan co? Niech pan sobie moją odprawę w dupę wsadzi! – wysyczała. – Albo niech pan da swojej kochance na waciki.
Wyszła, trzaskając drzwiami tak samo jak wtedy, gdy rzucała tę pracę. Szła korytarzem do wyjścia, śmiejąc się i podskakując. Pracownicy patrzyli na nią i pukali się w czoło. Zauważyła to i na chwilę się zatrzymała. Spojrzała na nich z uśmiechem na ustach:– Może i jestem jebnięta, ale wy nigdy mi nie dorównacie. Będziecie lizać dyrektorowi dupę, donosić na kolegów, a i tak nigdy nie powiecie mu w twarz tego, co tak naprawdę o nim gadacie za plecami. A teraz żegnam was ozięble, ale z podniesioną głową.
Wyszła na parking, a chłodne, jesienne powietrze natychmiast uderzyło ją w twarz, studząc buzującą w żyłach adrenalinę. Dopiero gdy usiadła za kierownicą swojego samochodu, opuściły ją siły. Oparła głowę o kierownicę i zamknęła oczy. Zrobiła to. Naprawdę paliła za sobą mosty, ale zamiast strachu, czuła niesamowitą, wręcz uzależniającą wolność .
Przekręciła kluczyk w stacyjce. Silnik mruknął cicho, a ona powoli wyjechała z parkingu, obiecując sobie, że już nigdy więcej nie pozwoli nikomu sobą pomiatać.
Kiedy dwie godziny później parkowała pod własnym domem, emocje już całkowicie opadły. Zastąpiło je przyziemne zmęczenie. Wysiadła z auta, zamykając drzwi z charakterystycznym trzaskiem i ruszyła w stronę furtki. Nagle zamarła.
Na krawężniku, tuż obok jej ogrodzenia, siedział Piotr Barwiński. Ten sam, który jeszcze wczoraj twierdził, że jest tylko posłańcem i kandydatem na pracownika. W rękach trzymał skórzaną aktówkę, a na jej widok powoli podniósł się z ziemi, otrzepując spodnie. Nie wyglądał już na skromnego faceta szukającego jakiejkolwiek pracy.
– Wiedziałem, że nie przyjmie pani jego warunków – powiedział cicho, a na jego ustach błąkał się ledwo widoczny, tajemniczy uśmiech. – Dyrektor to idiota. A pani, pani Marto, jest dokładnie taka, jak opowiadają.
Marta poczuła, jak włoski jeżą jej się na karku. Felek za płotem zaczął ujadać jak szalony.– Co pan tu znowu robi? – spytała, zaciskając mocniej dłonie na kluczach. – I co to ma znaczyć?
Piotr podszedł o krok bliżej i wyciągnął w jej stronę wizytówkę, na której widniało zupełnie inne nazwisko i logo firmy będącej największym konkurentem jej byłego szefa.– Dopiero teraz możemy porozmawiać o prawdziwej pracy.
-Ale na wizytówce widnieje inne imię i nazwisko . Kim pan jest naprawde ?
-Naprawdę jestem tym facetem z wizytówki , czyli Igor Jaiński . Prezes konkurencyjnej firmy . Dużo o pani słyszałem , bywałem u was na naradach . Czasami też widywałem panią , Na tej trasie z Białowieży też byłem ja . Poznałem panią od razu , w Białowieży jak pani spacerowała i cóż jechałem za panią . Wyprzedziłem sporo , zjechałem na bok i czekałem aż pani nadjedzie . Udałem autostopowicza , ale nie mogłem zostawić swojego auta dlatego sie wycofałem.
-To brzmi niewiarygodnie - odezwała się .
-Chciałbym mieć panią u siebie w firmie .
Rozmawiali cały czas stojąc na ulicy . Marta nie zaprosiła go do domu . Podziękowała i obiecała ze się odezwie , ale musi najpierw wszystko sobie przemyśleć i poukładać .
Komentarze (2)
Wciąga:)
Dziękuję . Mam nadzieję ze dalej też bedzie wciągało . Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania