- Bo jestem inna - część VIII
– Jaiński, co za chujowe nazwisko! – roześmiała się. – No, ale przynajmniej imię ma dobre. Co z tobą mam zrobić? Uwierzyć? Nie wiem, coś mi tu nie pasuje. Prezes? A co będę sobie głowę zaprzątała. Zadzwonię, zapytam, umówię się na rozmowę. Przecież mnie nie zabije ani nie zgwałci. Za stara już jestem – mówiła sama do siebie.
Spojrzała na leżącego Felka, pochyliła się nad nim i pogłaskała go.– Wiesz Feluś, czasami dobrze jest pogadać z kimś mądrym, a ja właśnie pogadałam. Tylko dlaczego ta, z którą gadałam, ma taki niewyparzony język?Wzięła wizytówkę do ręki i znów się roześmiała.
Wstukała w telefonie numer i czekała. Już miała się rozłączyć, gdy w słuchawce odezwał się mężczyzna.– Dzień dobry, Marta Makowska z tej strony. Z panem Jaińskim mogę rozmawiać?– Dzień dobry. To ja, cieszę się, że się pani odezwała.
– Czy mogłabym przyjechać? – zapytała.– Tak, może być nawet dzisiaj.– Będę za godzinę albo dwie. Do zobaczenia – nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się.
– Felek, na podwórze! Masz pół godziny, żeby pobiegać. Później zostajesz sam w domu – otworzyła drzwi, a pies skwapliwie skorzystał z wyjścia.Ubrała się w swoje ulubione spodnie, pantofle na płaskim obcasie, a bluzka i żakiet dopełniły całości. Wzięła torbę i wychodząc z domu, gwizdnęła na Felka. Przybiegł zdyszany. Wpuściła go do mieszkania, wsiadła do samochodu i godzinę później była już w firmie. Zapytała recepcjonistkę, jak ma trafić do pana Igora Jaińskiego.– U nas taki nie pracuje – odpowiedziała zdumiona dziewczyna.– Jak nie pracuje? Rozmawiałam z nim dzisiaj. Igor Jaiński.– Pracuje pan Igor, ale nie Jaiński.
– Jak zwał, tak zwał. No to gdzie go znajdę?– Pierwsze piętro, gabinet numer pięć. Zadzwonię, żeby zapytać, czy mogę panią wpuścić...Ale Marta już jej nie słyszała. Biegła po schodach na piętro i za chwilę już pukała do drzwi gabinetu.
Otworzył jej i wpuścił do środka.– Dzień dobry, pani Marto. Rozumiem, że przemyślała pani moją propozycję? – zapytał.– Nie do końca, panie prezesie Jaiński – mimo że nie chciała, parsknęła śmiechem.– Przepraszam, jak? – On również się roześmiał.– Jak to: jak? No, pana nazwisko. Tak mi się pan przedstawił i tak jest na wizytówce. Igor Jaiński.– Pomyłka w drukarni. Naprawdę nazywam się Jasiński. Specjalnie dałem pani tę wizytówkę i przedstawiłem się tym nazwiskiem. Przepraszam.
Teraz śmiali się już oboje.– Ale po co? – zapytała.– Dla śmiechu. Wyobraziłem sobie, jak będzie pani analizowała to moje nazwisko. Było tak?
– Kurwa... – Zapomniała, że miała się wstrzymywać od używania przekleństw. – Jasnowidz jesteś? Ojej, przepraszam, to nie powinno się powtórzyć.– Nie ma problemu – roześmiał się. – Przynajmniej nie udaje pani kogoś, kim nie jest. Lubię takie spontaniczne kobiety.– No dobrze, pośmialiśmy się, a teraz do rzeczy. Co chce mi pan zaproponować? Pracę, to już wiem, a tak na poważnie?
– A tak na poważnie, to ja jestem prezesem tej firmy, po ojcu. Rozmawiałem o stanowisku dla pani, ale... za jakieś dwa, trzy miesiące będzie wolny etat – zaczął się plątać. – Chciałem po prostu do pani dotrzeć. Poznać się.– No to już się poznałeś, palancie! – wrzasnęła. – To ja lecę, jadę jak głupia, żeby zdążyć, a ty sobie podśmiechujki robisz?
Wal się!Patrzył na nią jak urzeczony. Podobała mu się – miała niewyparzony język i była przy tym tak pięknie wkurzona.– Jak cię zobaczę, Jaiński, koło mojego domu, to ci nogi z dupy powyrywam! – Walnęła pięścią o blat biurka. Zabolało. „Kurwa, jeszcze sobie rękę połamię przez idiotę. Podrywacz się znalazł” – pomyślała.
Złorzecząc, wyszła z gabinetu i trzasnęła drzwiami. Spojrzała jeszcze tylko na tabliczkę. Rzeczywiście: Jasiński. „Jajcarz pieprzony” – mruknęła.Wsiadając do samochodu, wciąż była wściekła, ale gdy pomyślała o tym, jak mu nawymyślała, jej twarz natychmiast się rozpogodziła.„Ja cię jeszcze złapię – pomyślała. – A wtedy klękajcie narody, nawet nie wiesz, co ci zrobię. Ja też nie wiem, ale coś wymyślę”.
Wróciła do domu bogatsza o obitą dłoń i potężną dawkę adrenaliny, której tak bardzo brakowało jej w ostatnim czasie. Gdy usiadła w fotelu, Felek natychmiast położył jej głowę na kolanach, jakby wyczuwał, że emocje jeszcze nie opadły.Marta powoli gładziła miękką sierść psa, patrząc na rzuconą na stolik felerną wizytówkę. Była wściekła, to prawda, ale z drugiej strony... ten facet miał w sobie coś, co sprawiło, że po raz pierwszy od dawna poczuła, że żyje.– No i widzisz, Feluś? Miała być nudna rozmowa o pracę, a wyszła wojna domowa. Ale jedno jest pewne: ten facet jeszcze nie wie, z kim zadarł.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania