- Bo jestem inna - częsć X

Kilka dni po urodzinach Marta dostała zaproszenie na pokaz mebli kuchennych do jednej z mało znanych jej firm.– Co jest, do cholery? Wiem, o co chodzi, ale przecież nie zamawiałam żadnych mebli. Prezentacja? Pojadę z ciekawości. Albo może nie pojadę. A niech się bujają. Mam kasę, może w coś zainwestuję, w coś swojego. Ale w co? Wprawdzie nie znam się na gastronomii, ale mogę przystąpić do jakiejś spółki.Zaczęła szukać ogłoszeń, ale jej zapał szybko minął.– Do końca roku posiedzę w domu, a potem coś ogarnę – jak powiedziała, tak zrobiła.

 

Zbliżały się święta, które zawsze spędzali w domu rodziców. Porobiła dla każdego drobne upominki i czekała na Wigilię. W końcu nadeszła. Zabrała torbę z upominkami, zamówione u znajomej pani pierogi z kapustą i pyszny sernik z cukierni. Felek dostał w prezencie wielkie suszone ucho krowie i został w domu.Kiedy przyjechała do rodziców, byli już wszyscy: Łukasz, Kinga z wielkim brzuchem ciążowym, Natan, rodzice i jeszcze ktoś – kuzyn Kingi, którego Marta nigdy nie widziała. Przedstawiono ich sobie. Miał na imię Rafał i nawet interesujący wygląd.

 

Zasiedli przy pięknie nakrytym stole. W salonie stała duża choinka, rozświetlona chyba tysiącem malutkich lampeczek. Zaczęło się dzielenie opłatkiem i składanie sobie życzeń, czego Marta bardzo nie lubiła. „To takie fałszywe” – mówiła zawsze. Tym razem postanowiła być bardzo grzeczna, chociażby ze względu na nowego gościa.Po życzeniach usiedli do stołu. Zaczęły się rozmowy – jak zwykle, że zupa grzybowa smakuje wybornie, że karp w galarecie jest pyszny, a ryba po grecku wyjątkowo przyrządzona. Nity nie wspominał o pierogach, które przywiozła Marta. Nie wytrzymała i zapytała:

 

– A jak wam smakują pierogi?Oczywiście Kinga odezwała się pierwsza:– Nie są złe, ale też nie najlepsze.Marta spojrzała na nią ze złością. Już miała coś odpowiedzieć, ale ubiegł ją Rafał:– A mnie smakują, bardzo dobre są. – Nałożył sobie jeszcze jedną porcję i uśmiechnął się do Marty.

 

Odwzajemniła uśmiech, ale w środku aż się gotowała. Wyszła na dwór, żeby ochłonąć. Za nią wyślizgnął się Rafał. Wyciągnął w jej kierunku paczkę z papierosami.– Palisz? – zapytał.– Nie, dziękuję. Ale ty zapal, nie przeszkadza mi.– Zdenerwowałaś się, prawda?– Nie wiem, kim jesteś dla Kingi, ale ja jej nie cierpię. Gdyby to nie była Wigilia, to by parę ch... – zreflektowała się i nie przeklęła.Roześmiał się.

 

– Ulżyj sobie, jeżeli to ci pomoże, nie musisz się mnie krępować. Też za nią nie przepadam, ale akurat chwilowo nie mam gdzie mieszkać. Łukasz zaproponował, żebym przyjechał do nich, dopóki sobie czegoś nie znajdę.

 

Rozmawiali jeszcze chwilę, ale w końcu wyszedł ojciec i zawołał ich do środka. Marta posiedziała jeszcze moment i zaczęła się żegnać. Niby rodzice prosili, żeby została na noc, ale im podziękowała. Felek został w domu, musi wyjść za potrzebą i tak o, pobiegać sobie.– Masz psa? – zainteresował się Rafał. – Kocham psy.– Mam, mieszańca ze schroniska. Kochane psisko.

 

– Też coś! – prychnęła Kinga. – Nie stać cię było na kupno jakiegoś rasowego psa?– Nie. Ty też nie jesteś rasowa, a jednak mój brat się z tobą ożenił – nie wytrzymała Marta. – A mógł sobie pojąć jakąś ekstra babkę.

 

Zrobiło się małe zamieszanie. Rafał, żeby zapobiec awanturze, powiedział, że chętnie poznałby Felka, na co Marta, nie myśląc długo, zaproponowała mu, żeby pojechał z nią do jej domu. Pozna Felka, a nawet może u niej przenocować.

 

Zgorszenie Kingi i matki było bezcenne.– Marta, nie wypada – odezwała się mama.– A dlaczego, mamuś? – zapytała słodko. – Przecież nie zapraszam go do łóżka, tylko do domu. Mam pokój gościnny, prześpi się, a jutro przywiozę go wam na śniadanko świąteczne.

 

Chcesz jechać ze mną? – zwróciła się do niego.– Chętnie – ucieszył się. – Poznam twojego psa.– No to już, paltocik, buciki i do auta! – roześmiała się. – Na którą godzinę mam go przywieźć, mamo?– Marta, pomyśl, to źle wygląda. Śniadanie zaczynamy jak zawsze, o jedenastej. Oczywiście ty też będziesz z nami.

 

– Pod warunkiem, że zabiorę też Felka. Dobranoc wszystkim! – pomachała im ręką i wyszła razem z Rafałem.Już w samochodzie dała upust swojej złości.– To są moi rodzice, kocham ich, ale kurwa, nie cierpię tej głupiej pindy, twojej kuzynki!– Ale to twoja bratowa – roześmiał się Rafał. – I chyba obie bardzo się kochacie.– Dobra, nic nie mów. – Spojrzała na niego.

 

Za kilkanaście minut dojechali do jej domu. Felek piszczał z radości. Obskakiwał Rafała, który zaczął go tarmosić pod pyskiem.– Fajny jesteś, piesku. Dobry, widać, że kochasz swoją panią.Marta wypuściła psa na dwór i zawołała Rafała na herbatę. Zapytała też, czy coś zje, ale podziękował

 

.– Chodź, pokażę ci pokój. – Zaprosiła go na piętro i otworzyła drzwi. – Łazienka jest obok. Ręczniki znajdziesz w szafce, korzystaj, z czego chcesz. Znajdziesz nawet nową szczoteczkę i pastę do zębów.– Dziękuję. – Uśmiechnął się, troszkę jednak skrępowany. – Nie uciekaj jeszcze, pogadamy trochę?

 

– Pewnie. – Usiadła w fotelu. – O czym chcesz pogadać?– A tak, o wszystkim i o niczym. Fajna z ciebie babka. Ile masz lat?– Dużo – powiedziała. – Za dużo.– No to ile? Trzydzieści?– Dodaj jeszcze dziewięć. A ty? Masz żonę, dzieci? Gdzie mieszkałeś do tej pory?

 

– Nie mam żony, nie mam dzieci, mam trzydzieści cztery lata. Mieszkałem w Garwolinie. Byłaś?– Tak, mieścina, malutka. A co zamierzasz teraz robić?– Teraz? – roześmiał się. – Teraz to najchętniej bym cię pocałował. Podobasz mi się.– To całuj – odpowiedziała wbrew temu, co pomyślała.

 

Potrzebowała miłości. Mimo że była, jaka była, to jednak była kobietą. Tęskniła za czułością, za zbliżeniem, za tym, co mógł jej dać mężczyzna. Rafał niewiele myśląc, złapał ją za ręce, przyciągnął z fotela na łóżko i zaczął namiętnie całować. Nie myślała w tej chwili o różnicy wieku ani o tym, że przecież się nie znają i są dla siebie obcymi ludźmi. Było jej dobrze i poddawała się jego pieszczotom. To było coś innego niż z Igorem. Tym razem uprawiała seks na trzeźwo i dlatego, że sama tego chciała – było jej to potrzebne.

 

Poszła do swojej sypialni zaspokojona, wyciszona. Zapomniała o Felku, który był na dworze. Wyszła jeszcze, żeby wpuścić go do domu, a kiedy wróciła do sypialni, zobaczyła, że w jej łóżku leży Rafał.– Ej, kolego – pogroziła mu palcem. – Było super, ale trzeba odpocząć. Uciekaj na górę. Musimy być o jedenastej w Radości, a już jest po północy.– Pozwól mi zostać z tobą – poprosił.– Nic z tego. Wypad na górę. Papa. – Wypchnęła ga za drzwi. Zamknęła się na klucz i położyła spać.

 

Przez chwilę słyszała jeszcze jego ciche kroki na schodach i pomruk zawiedzenia. Uśmiechnęła się pod nosem podciągając kołdrę pod szyję. Dawno nie czuła się taka spokojna, a myśl o minie Kingi podczas jutrzejszego śniadania sprawiła, że zasnęła złośliwie rozbawiona.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania