bo w maju wszystko jest możliwe

był dla niej tylko bogiem, choć tym z drugiej strony,

gdzie aż pięć srebrników płacą za odwrócenie.

niemniej ją nawrócił

i pożółkło w oczach. może to wysyp jaskrów, bo w tle łąki

umajone, a oni płynęli po tych kaczeńcach, po mleczu,

w dziurawce zwyczajne.

 

a później on napisał, po boskim nektarze,

że biblię dla niej tworzy. od nowa i od nowa z tych szeptów,

tych głosów, które mu wielkość niosą albo sam ją niesie,

bo ponoć jeszcze może.

 

więc ona uległa. pięćdziesiąt jego twarzy, wszystkie z kazirodztwa,

to więcej niż romeo drżący przed balkonem. i więcej niż prawda,

że narcyz się toczy, nie z jakiejś góry, ot pod stołem leży,

ot do rygi jedzie.

 

z tych podróży ''podniebnych'' elaborat machnie, że znowu leki

z alkoholem łączył. i maj poczuł... że on poczuł maj.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Grisza
    Ileż tu wątków, odniesień, skojarzeń... I tak na spokojnie opisane, jakby z rezygnacją... Bo już nie ma o co walczyć? Wciąż gorzko...
    Do przeczytania w ciszy, w nocy...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania