bo w maju wszystko jest możliwe
był dla niej tylko bogiem, choć tym z drugiej strony,
gdzie aż pięć srebrników płacą za odwrócenie.
niemniej ją nawrócił
i pożółkło w oczach. może to wysyp jaskrów, bo w tle łąki
umajone, a oni płynęli po tych kaczeńcach, po mleczu,
w dziurawce zwyczajne.
a później on napisał, po boskim nektarze,
że biblię dla niej tworzy. od nowa i od nowa z tych szeptów,
tych głosów, które mu wielkość niosą albo sam ją niesie,
bo ponoć jeszcze może.
więc ona uległa. pięćdziesiąt jego twarzy, wszystkie z kazirodztwa,
to więcej niż romeo drżący przed balkonem. i więcej niż prawda,
że narcyz się toczy, nie z jakiejś góry, ot pod stołem leży,
ot do rygi jedzie.
z tych podróży ''podniebnych'' elaborat machnie, że znowu leki
z alkoholem łączył. i maj poczuł... że on poczuł maj.
Komentarze (1)
Do przeczytania w ciszy, w nocy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania