Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Bóbr cz. 1

Krzysiek i Sylwia siedzieli w dworcowej poczekalni popijając kawę z automatu. Sylwia była trochę zła na to, że Krzysiek tak nalegał na wcześniejsze wyjście na dworzec, bilet mieli już kupiony przez internet. Jeszcze ponad godzina do odjazdu pociągu; co prawda za chwilę mieli dołączyć do nich Ola i Bartek, ale z ich punktualnością różnie bywa i zamiast przedostatnim tramwajem mogli równie dobrze przyjechać taksówką na 10 minut przed odjazdem. Krzysiek z Sylwią poszli na przystanek; był ciepły, późny wieczór, w okolicy kręciło się trochę lumpów, jak to przy dworcu, ale w większości to byli zwykli pijaczkowie, niegroźni. Para ustawiła się w okolicy przystanku tramwajowego.

– Już chyba mieli przyjechać? – zaczęła Sylwia.

– Jadą z Kapuścisk, to kawał drogi.

– Mam nadzieję, że zdążyli na ten tramwaj i nie będziemy musieli dłużej tutaj czekać – niecierpliwiła się dziewczyna.

– Możemy wrócić do poczekalni, wyślę Bartkowi wiadomość. Czekaj, jedzie tramwaj – odpowiedział Krzysiek.

Ósemka zahamowała przed przystankiem, otworzyły się środkowe drzwi drugiego wagonu, z których wyszli Bartek i Ola. Dokładniej, to nie było wiadomo, czy Oli towarzyszy Bartek czy ktoś inny, ponieważ na głowę miał założoną maskę konia.

– Konichiwa!!! – krzyknął "koń" do czekającej na przystanku pary. Ola porozumiewawczo spojrzała na nich wskazując na swojego partnera i pukając się z uśmiechem w czoło. "Koń" zdjął maskę, przyjaciele przywitali się ze sobą i poszli razem do poczekalni na dworcu. Postanowili wcześniej, że wszystkie bilety od razu kupi Krzysiek, a później Bartek i Ola oddadzą mu pieniądze.

– Sorry, że dopiero teraz, ale ta się musi wypindrzyć i odpierdolić jak milion dolarów nawet na wyjazd w góry – przeprosił za opóźnienie Bartek. Ola szturchnęła go w bok z kwaśnym uśmiechem.

– Luz, ważne, że w ogóle zdążyliście, przynajmniej zdążyliśmy spróbować wybornej kawy z automatu – uśmiechnął się Krzysiek.

– Jak sesja, Sylwia? Wrzesień podobno masz? – zapytała współczująco Ola.

– Tak, kampania wrześniowa, poległam na statystyce. Cóż, przysiądę w te wakacje, jakie mam inne wyjście? – odpowiedziała Sylwia.

W zasadzie ta paczka znajomych znała się jeszcze z technikum. Wyjątkiem między nimi była Sylwia, która do Bydgoszczy przyjechała dopiero na studia po maturze zdanej w liceum w swoim rodzinnym miasteczku. Poznała Krzyśka na uczelni, zaiskrzyło i zostali parą, natomiast Bartek i Ola razem byli już w szkole średniej, studiowali na innych uczelniach. Po sesji wszyscy postanowili wyjechać na parę dni odpocząć w Beskidach, zanim zaczną wakacyjne prace zarobkowe. Załatwianiem noclegu też zajął się Krzysiek - znalazł niedrogą i spełniającą oczekiwania ofertę hostelu w odpowiedniej lokalizacji, skonsultował to ze swoją dziewczyną oraz z drugą parą i zarezerwował. Nic prostszego.

Wszyscy czekali już na peronie, pociąg miał przyjechać za 10 minut bez opóźnień. Oprócz grupy studentów na ten sam pociąg czekał kilkudziesięcioosobowy tłumek - był początek sezonu letniego, ale środek tygodnia, można było po cichu liczyć na wolny przedział dla całej czwórki, choć różnie mogło być. Absolutnie najczarniejszym scenariuszem były rezerwacje kolonijne, wszyscy mieli nadzieję, że to nie dziś. W końcu skład wjechał na tor przy peronie, planowany postój trwał kilkanaście minut, ponieważ potrzebna była zmiana kierunku. Studenci skierowali się do wagonu wskazanego na bilecie wyświetlającym się na telefonie Krzyśka, następnie szukali przedziału ze swoimi miejscami. We wskazanym przedziale smacznie spał jegomość w średnim wieku, nie zbudziło go otworzenie z łoskotem przesuwnych drzwi, ze snu wyrwali go dopiero wtaczający się pasażerowie.

– Co to za stacja? – zapytał.

– Bydgoszcz i to nawet Główna – odpowiedział Bartek.

– Mhhhhmmm...Aha...Dokąd jedziecie? – ciągnął zaspany facet.

– My do końca, do Bielska-Białej – odezwał się Krzysiek.

– Ahaaaa... - jegomość otworzył oczy. – Obudzicie mnie przed Włocławkiem, jeśli będę spał?

– Jasne, nie ma problemu – tym razem odpowiedziała Ola.

Poukładali bagaże na półkach, usiedli. Pociąg ruszył. Zbliżali się już do granic miasta, kiedy Krzysiek rozesłał pozostałym uczestnikom wycieczki wiadomość na komunikatorze.

– Jest wódka, cola, kubeczki i zagrycha. Za Włocławkiem?

– A nie możemy wcześniej? :) – odpisała Ola.

– Za Toruniem? – napisał Bartek.

– Gość śpi, nie będzie mu to chyba przeszkadzać, a i tak wysiada we Włocławku – odpowiedziała Sylwia.

– OK, no to za Toruniem zaczynamy chlańsko :) – zamknął temat Krzysiek.

Konduktor, wysoki, dobrze zbudowany młody brunet sprawdził bilety, był na tyle uprzejmy, żeby nie włączać jarzeniówek w przedziale wzorem swoich starszych kolegów po fachu. Pociąg przemierzał ciemności Puszczy Bydgoskiej, Sylwia drzemała, Ola słuchała muzyki, Krzysiek coś czytał na telefonie, a Bartek patrzył w okno. Minęli wielką lokomotywownię Toruń-Kluczyki, za chwilę Toruń Główny. W oddali było widać światła miasta, po chwili zostawiły pierwszy plan światłom na peronach toruńskiego dworca. Nocny skład zatrzymał się, Bartek założył końską maskę, otworzył okno i zaczął swój występ:

– BUUUU, Toruń! Cztery domy, dwie ulice! Ihaha!

– Cicho bądź, zachowuj się, debilu! – odezwała się Ola.

– Jakkolwiek, ale się zachowuj – dodał uśmiechnięty Krzysiek.

– No okej, już jestem grzeczny... – "koń" usiadł z powrotem na swoje miejsce.

– Jeszcze nie wypiłeś ani kieliszka, a już odpierdalasz – dołożyła Sylwia.

Zanim w przedziale zaczęła lać się wódka, Ola zapytała:

– Krzysiek, a co to za hotel czy hostel w ogóle?

– Poczekaj, pokażę ci rezerwację. Poczekaj...Mam.

– Żółty Bóbr?

– Za samą nazwę bym im zamknął interes – skomentował Bartek.

Ola parsknęła śmiechem.

– Jest tanio, hostel ma całkiem dobre oceny, na zdjęciach wygląda porządnie, do tego jest tak położony, że do wszystkich miejsc, które chcieliśmy zwiedzić jest blisko. Z Bielska musimy jeszcze dojechać autobusem, ale to kawałek. Potem wszędzie dojedziemy autobusem lub pociągiem, poza tym i tak zależy nam na turystyce pieszej, a i samo miasteczko jest bardzo ciekawe – uzasadnił swój wybór Krzysiek – Mamy osobne pokoje z łazienkami, z nikim nie będzie trzeba się ustawiać w kolejce do kibla, jak w Kiepskich. A za taką cenę rzadko udaje się znaleźć pokoje z łazienkami. Ale nazwa, zgadzam się, kretyńska – uśmiechnął się.

– Hmmmm...Czysto, tanio, bezproblemowo. Polecam. Następna opinia: Wifi nie zawsze działa. Następna. Plusy: czysto, niedrogo, dobre śniadanie. Minusy: słaby internet, dziwna obsługa, szczególnie recepcja – przeczytała znalezione opinie Ola.

– Ciekawe, co to znaczy "dziwna obsługa" – zastanawiała się Sylwia. – Obyśmy nie wylądowali u jakiejś babci, którą interesuje, czy goście trzymają ręce na kołdrze i przypadkiem nie śpią ze sobą bez ślubu.

– Mnie bardziej martwi ten internet. Nie mam ochoty na odwyk – zażartował Krzysiek.

– Dobra, otwieramy tę wódkę, ludzie, pana zaraz obudzimy, bo za chwilę Włocławek – odezwał się Bartek.

– Mhhhhmmmm...już Włocławek? – obudził się współpasażer.

– Za chwilę, jakieś 20 minut.

– Mhmm...No, czas wstawać, dziękuję. Do widzenia, szczęśliwej podróży i bawcie się dobrze – pożegnał się, wziął plecak i opuścił przedział.

– Zasuwaj zasłonki, Bartek – powiedział Krzysiek wyciągając butelkę.

Podróż mijała coraz weselej, w miarę wzrostu poziomu alkoholu we krwi studentów. Gdzieś między Kutnem i Łodzią drzwi przedziału otworzyły się, pojawiła się w nich ubrana w kolejarski mundur przysadzista kobieta w średnim wieku, włączyła od razu obydwie jarzeniówki i zakomunikowała:

– Zmiana drużyny konduktorskiej, bilety poproszę.

– Dzień dobry, jestem koniem, czy mam z tego tytułu jakąś zniżkę? – zapytał Bartek z maską konia na twarzy.

– Koni nie przewozimy, a jeśli nawet, to płacą potrójnie – pani konduktor skanowała bilety z ekranu smartfona Krzyśka, nie wyglądała na kogoś w nastroju do żartów. – Legitymacje studenckie poproszę, pana konia też i proszę zdjąć tę maskę, muszę widzieć czy to pana dokument. Dziękuję – rzuciła okiem na legitymacje, sprawdziła ważność i oddała.

– Jeszcze jedno. Czuję dobrze, że tu pijecie, a wiecie, że nie wolno, prawda? W Katowicach jest następna zmiana drużyny, jeśli będzie tu bałagan, mogą nie być tak wyrozumiali jak ja i wezwać SOK, więc z góry proszę się zachowywać, tak? – stanowczym tonem powiedziała konduktorka.

– Oczywiście, zostawimy idealny porządek – odpowiedział Krzysiek w imieniu całej grupy.

Pani opuściła przedział, nie wyłączając światła. Ola wstała, wyłączyła światło, zasunęła zasłonki i grupka przyjaciół kontynuowała przedziałową popijawę aż z mocnym szumem w głowie Krzysiek, Bartek i Ola usnęli. Jedynie Sylwia piła dosyć oszczędnie, miała słabą głowę i pomyślała, że ktoś tu musi zostać w miarę trzeźwy i w miarę możliwości czuwać.

Pociąg przetoczył się przez konurbację górnośląską, za oknem było już jasno. Padał deszcz. Pierwszy obudził się Bartek, spojrzał za okno, potem na ekran telefonu, gdzie widniała nazwa miejscowości, w pobliżu której przejeżdżali. Gnało go do toalety, przy okazji głód nikotynowy dał o sobie znać. Załatwił potrzebę do starego ustępu, puścił kilka dymków z e-papierosa i wrócił do przedziału.

– WAKE UP, IT'S A BEAUTIFUL MORNING – zaintonował głośnym, skrzeczącym falsetem odsuwając drzwi.

– Co jest, gdzie jesteśmy? – zaspana i jeszcze podpita zapytała Ola.

– A żebym ja wiedział. Chyba już za Katowicami.

– Uch...To już blisko chyba? – zapytała ledwie obudzona Sylwia.

Na jednej z ostatnich stacji do przedziału nieśmiało wsunęły się dwie starsze panie. Zapytały o wolne miejsca, ponieważ w kasie nie dostały miejscówek. Krzysiek uprzejmie odpowiedział, że nie ma problemu, jest wolne. Pociąg miał około 15 minut opóźnienia, więc starsze panie denerwowały się z powodu planowanej przesiadki na autobus, Krzysiek zaoferował im sprawdzenie godzin odjazdu na swoim smartfonie. Okazało się, że wszyscy jadą do tej samej miejscowości. Po chwili emerytki odetchnęły z ulgą, kiedy dowiedziały się, że i tak będą miały ponad 20 minut na przesiadkę i podziękowały. Kilka minut później jedna z nich odezwała się do Krzyśka, z którym już załapała dobry kontakt:

– Jedziecie na wypoczynek, tak?

– Tak, odetchnąć na tydzień po sesji na uczelni.

– Nie dziwię się wam, piękne tereny. A skąd jesteście? – uprzejmie ciągnęła temat emerytka.

– Z Bydgoszczy.

– Uuuu, kawał drogi. Pewnie chociaż nocleg będziecie mieć wygodny, co? – dodała druga starsza pani.

– Na to liczymy. Żółty Bóbr się nazywa ten hotel.

Starsze współpasażerki spojrzały na siebie, po chwili jedna z nich powiedziała, że nie zna tego hotelu. Druga powiedziała to samo, dodała, że to pewnie jakiś nowy pensjonat. Później odezwały się dopiero przy wysiadaniu, życzyły studentom miłego wypoczynku.

Następne częściBóbr, cz. 2 Bóbr, cz. 3 Bóbr, cz. 4

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • AlaOlaUla dwa lata temu
    Hostel Bóbr?
    Gdyby to był horror pomyślałabym, że bohaterów zaatakują (zakatują?) zmutowane bobry, ale w thrillerze chyba nie powinno do tego dojść.

    Dosyć wciągający początek✌
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Dzięki, to jest oczywiście dopiero wstęp, akcja się jeszcze rozwinie. :)
  • AtamanRozhovorny dwa lata temu
    Hahaha, też poległem na statystyce, ale miałem kampanię lutową ? fajnie napisany tekst ?
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Dzięki wielkie :)
  • Berkas dwa lata temu
    O Bydgoszcz, no z Kapów chwilę się trzeba turlać tramwajem.
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    W kolejnych częściach (jak na razie) Bydgoszcz się nie pojawia. ;)
  • Berkas dwa lata temu
    cos_ci_opowiem ja mam jeden średni wiersz, co się na Szwederku dzieje.
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Berkas Dawno nie byłem, dawaj :)
  • Berkas dwa lata temu
    cos_ci_opowiem http://www.opowi.pl/do-szkoly-a52382/ nie wiem czy da się poznać
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Berkas Nie wiem, czy rozpoznałbym, gdybym nie wiedział, że chodzi o Szwederowo, ale ta droga z wzniesienia i bloki ze starszym rodzeństwem coś mówią.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania