Poprzednie częściBóbr cz. 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Bóbr, cz. 2

Wszystkie postaci i zdarzenia przedstawione w opowiadaniu są fikcyjne.

 

Czworo podróżników przespało część trasy, jednak nocna jazda dała im się we znaki. Szczególnie Ola nie czuła się najlepiej, zaspana i skacowana. Pomysł Bartka, czyli szybkie zwiedzanie Bielska-Białej spalił na panewce, wszyscy udali się autobusem do miasteczka będącego celem podróży. Do rozpoczęcia doby hotelowej jeszcze trochę brakowało, więc był czas na zakupy. Potem kawałek pieszo do "Bobra", formalności, zapłata i odsypianie.

W przedsionku hostelu, mieszczącego się w trzypiętrowym, klockowatym budynku postawionym prawdopodobnie w międzywojniu, z wejściem od ulicy zastali pustą recepcję w hallu, który ostatni remont prawdopodobnie przeszedł w latach 90. Dzwonka nie było. Ola i Sylwia usiedli na ławeczce, a Bartek i Krzysiek wypatrywali jakiegokolwiek pracownika. Z zaplecza nagle wybiegł niski, łysiejący jegomość w trudnym do określenia na pierwszy rzut oka wieku, z wadą zgryzu polegającą na zbyt dużych, zachodzących na dolną wargę siekaczach. Założył szybkim, nerwowym ruchem okulary na nos i nie patrząc na nikogo zapytał, w czym może pomóc. Krzysiek wyświetlił rezerwację na ekranie swojego telefonu, pokazał recepcjoniście, ten poprosił o dokumenty, były mu potrzebne do wpisu w ewidencji gości. Typowa formalność. Recepcjonista co jakiś czas naprzemiennie pociągał nosem i zasysał ślinę, Sylwia odczuwała na jego widok politowanie zmieszane z obrzydzeniem, co skrzętnie starała się ukrywać przybierając możliwie jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. Taki jest, nie jego wina, nie patrz na niego, nie rób żadnych min - myślała.

Studenci zapłacili, podziękowali i poszli do swoich pokoi.

– Dziwny typek – powiedziała Sylwia zaraz po wejściu do pokoju.

– Ale pokój jaki ładny – powiedział Krzysiek rozglądając się po schludnym, ale prosto urządzonym pokoju, który już dobrych parę lat nie widział nawet drobnego remontu.

Tymczasem Ola i Bartek brali wspólny prysznic, po którym poszli nago do podwójnego łóżka.

– Widziałeś tego kolesia? – uśmiechnęła się Ola.

– Trudno było go zauważyć, trochę mały, ale widziałem – odpowiedział Bartek.

– Teraz wiem, dlaczego ten hostel nazywa się Bóbr. Żółty Bóbr – zaczęła się śmiać dziewczyna.

– Nie śmiej się z czyjegoś wyglądu. A teraz ja się zajmę twoim wygolonym boberkiem – powiedział Bartek i zanurkował pod szeroką kołdrą, po chwili Ola zajęczała spodziewając się dalszego ciągu i obydwoje oddali się fizycznym przyjemnościom.

Krzysiek i Sylwia postanowili przespać się kilka godzin, a następnie udać się do informacji turystycznej po listę atrakcji w okolicy (oprócz gór) oraz mapki papierowe z zaznaczonymi szlakami pieszymi. Wychodząc z pokoju, Sylwia zwróciła uwagę na mały, czarno-biały portret jakiejś kobiety w średnim wieku. Podeszła bliżej i przeczytała pod fotografią: dr n. med. Alicja Czarnosolska. Jej chłopak też rzucił okiem na obraz. Następnie oboje wybrali się na mały, urokliwy ryneczek gruntownie odrestaurowany w ostatnich latach za unijne pieniądze, o czym przypominała spora tablica obok kamienicy, w której mieściła się informacja turystyczna.

– Dzień dobry - przywitał się Krzysiek z pustym biurkiem. – Jest tu kto? – zapytał.

– Już idę, już idę - powiedział ktoś z zaplecza. W głównym pomieszczeniu pojawił się obsługujący punkt około 25-letni mężczyzna, zapytał w czym może pomóc. Para powiedziała, czego oczekuje i otrzymała broszury oraz bezpłatne mapki. Woleli tradycyjny sposób dowiadywania się o atrakcjach w okolicy niż wyszukiwanie w internecie, tu mieli gwarancję, że niczego nie przeoczą, mogli też porozmawiać z żywym człowiekiem stąd - który miał płacone za udzielenie rzetelnych informacji. Załapali z nim dobry kontakt, szczególnie Krzysiek, zawsze ciekaw nowych miejsc i ludzi. Informator w końcu zapytał:

– A gdzie nocujecie, jeśli mogę spytać?

– W Bobrze - odpowiedziała Sylwia powstrzymując się od śmiechu z nazwy.

– A, to w psychiatryku nocujecie - z uśmiechem odpowiedział człowiek z informacji. – Tam był szpital psychiatryczny.

– O, serio? – zainteresował się tematem Krzysiek.

– Serio, serio. Wiele lat temu połączyli go z oddziałem w mieście wojewódzkim, jednocześnie rozbudowali szpital tam, a tutejsze budynki sprzedali. Zatem śpicie, nie chcę skłamać, prawdopodobnie w oddziale dziecięcym, a przynajmniej jako taki służył on w dniu zamknięcia – odpowiedział pracownik biura.

– Ale nie straszy tam? – żartem zapytała Sylwia.

– O ile nic się nie zmieniło w ostatnim czasie, to chyba nie – informator lekko się uśmiechnął – Za 15 minut kończę pracę, rzadko mi się zdarzają klienci tak ciekawi tych okolic, możemy się przejść do tej knajpy sto metrów w lewo i wypić po piwku, jeśli chcecie, co?

Sylwia miała już dość po nocy w pociągu, ale nie miała nic przeciwko. Wypije małe albo bezalkoholowe i tyle. Krzysiek był za.

– No to poczekacie chwilę, tak?

– Jasne, będziemy na zewnątrz – odpowiedziała Sylwia.

W pubie Krzysiek nad piwem postanowił pociągnąć temat Bobra.

– Nie wiem, czy dobrze mi się wydaje, ale chyba sugerujesz, że coś z tym hostelem jest nie tak, prawda?

– Niekoniecznie. Nie chcę tu nikomu robić reklamy ani antyreklamy, nie po to pracuję w punkcie. Ale już wiele razy słyszałem od moich klientów, że nocują w Bobrze i tylko to, że nie byli zwykle tak komunikatywni oraz to, że nie zawsze przychodzili w kwadrans przed zamknięciem powstrzymywało mnie od pogawędki na temat tego przybytku.

– To o co chodzi? – zapytał Krzysiek.

– W bardzo dużym skrócie: ten hostel prowadzą byli pacjenci tego szpitala. Małżeństwo Wirnik. Nie tylko mi zdaje się dziwne, że wracają w takim charakterze do tego miejsca. Ale nie mam żadnych podstaw, by podejrzewać, że mają złe zamiary.

– Skoro zacząłeś już temat, to może przybliżysz nam, o co tu chodzi? - nalegał Krzysiek.

– Tak w ogóle, to Piotr jestem. Tutaj wszyscy wiedzą wszystko o tych ludziach, tylko mało kto chce o tym gadać. Wiecie, kim byli państwo Czarnosolscy?

– Nie, ale to nazwisko coś mi mówi, Krzysiek, widziałeś ten portret, nie? – włączyła się Sylwia.

– Widziałem, dr Alicja Czarnosolska, jeśli dobrze pamiętam.

– Państwo Czarnosolscy byli znanymi autorytetami w dziedzinie psychiatrii, oboje się tym zajmowali. Byli i są do dziś bardzo szanowani w regionie, wiele lat po śmierci. Pomogli wielu ludziom. Ale mieli też ciemną kartę w swoim życiorysie.

– Coś więcej? - drążyła Sylwia.

– Za głębokiej komuny do tego szpitala przywożono pacjentów z całego kraju, testowano na nich różne metody leczenia i kontrolowania ich zachowania. Lobotomii już nie robili, ale prowokowanie śpiączek insulinowych, napychanie najróżniejszymi lekami, pozbawianie snu i tak dalej. Takie były czasy, pacjent w takim szpitalu był nikim. Wirnikowie byli małoletni, kilka lat trzymano ich na oddziale, potem wyszli, gdzieś wyjechali, a wrócili w latach 90. To wszystko są tajemnice poliszynela, wszyscy tu wiedzą o tym, co tam się mieściło i kim są Wirnikowie, ale nie każdy chce o tym mówić.

– Dlaczego? – zapytał Krzysiek.

– Wiecie, jak jest w takich mieścinach. Ludzie się znają, niektórzy mają znajomości wyżej niż inni i lepiej nie paplać za dużo. Ja akurat też znam, kogo trzeba, więc nie boję się poruszać tematu Bobra i Wirników. Ale spróbujcie wypytać kogoś przypadkowego tylko o sam hostel – najprawdopodobniej odpowie, że nie zna, nic nie wie i się spieszy – przyciszonym głosem opowiadał informator. Dwa stoliki dalej siedział i sączył piwo jakiś długowłosy wielkolud w motocyklowej kurtce.

– Nie chcę was zniechęcać oczywiście do spania tam, większość ludzi jest zadowolona z tych noclegów, nie pracuję dla konkurencji, żeby nie było – uśmiechnął się Piotr nad opróżnioną szklanką.

Krzysiek z Sylwią spacerowali po malowniczym miasteczku. Sylwia zastanawiała się, po co właściwie ten człowiek wyciągnął ich na piwo tylko po to, żeby powiedzieć im, że śpią w byłym szpitalu psychiatrycznym zarządzanym przez byłych pacjentów.

– Wiesz co, wydaje mi się, że on jednak po cichu robi dla konkurencji i nie tylko nam opowiada takie historie. A jeśli to wszystko prawda, to coś musi być w internecie na ten temat – głośno wypowiedział swoje myśli Krzysiek.

– Olać to, przyjechaliśmy tu zwiedzać i się bawić, a nie zgłębiać jakieś wyssane z palca historie z PRL – odpowiedziała mu Sylwia.

– Zgłodniałem od tego piwa, tam jest kebab, zjemy coś, co? – zaproponował Krzysiek.

W hostelu czekali na nich Bartek i Ola wyposażeni w piwo, wódkę, colę i przekąski. Wyglądało na to, że są póki co w nastroju bardziej na picie niż na zwiedzanie. Krzysiek, który jako jedyny z towarzystwa mógł mieszać alkohole jednego wieczoru zaczął od piwa, Sylwia zaczęła i skończyła na puszce złotego napoju, druga para raczyła się najprostszym z możliwych drinków, czyli czystą wódką zmieszaną z colą. Następnego dnia nie planowali zrywać się wcześnie rano, ale dopiero około południa i wybrać się na jeden z niskich, łatwo dostępnych szczytów w okolicy, z pięknym widokiem, jak twierdziła jedna z broszur. Prognoza pogody na ten dzień była doskonała, nie za chłodno, nie za ciepło, żadnych opadów ani burz.

Z niewielkim opóźnieniem wyszli, złapali autobus dowożący ich do wioski, w której rozpoczynał się szlak pieszy. Weszli, nacieszyli się widokami, posiedzieli i zaczęli schodzić. Tylko Ola i Krzysiek wzięli telefony, Sylwia i Bartek uznali, że chcą odpocząć od elektroniki, przez którą każdy w każdej chwili mógł od nich czegoś chcieć. Dźwięk dzwonka telefonu Oli oznajmił jej przyjście wiadomości.

– Mama pewnie pyta czy jesteś grzeczna – zadrwił Bartek.

– Zamknij się - odpowiedziała mu dziewczyna i otworzyła wiadomość.

"Życzymy miłego i długiego pobytu. Żółty Bóbr - recepcja".

Następne częściBóbr, cz. 3 Bóbr, cz. 4 Bóbr, cz. 5

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • AlaOlaUla dwa lata temu
    Ja też czekam na kontynuację, bo robi się coraz ciekawiej.
    Hostel w dawnym psychiatryku?
    Szkoda, że to nie horror...

    – Trudno było go zauważyć, ---powinno być
    – Trudno było go Nie zauważyć.

  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Miało być właśnie tak, jak jest - recepcjonista był niski, dlatego trudno go było zauważyć ;).
    Kontynuacja się pisze, dzięki.
  • cos_ci_opowiem dwa lata temu
    Bardzo chętnie bym się dowiedział, jakie niedociągnięcia widzi w opowiadaniu ten/ta, który/a oceniła to na 1.
  • indri dwa lata temu
    Tu ludzie wstawiają jedynki za byle co bez sensu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania