Poprzednie częściBóbr cz. 1 Bóbr, cz. 2 Bóbr, cz. 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Bóbr, cz. 6

Lucek leżał tego wieczora na materacu i nasłuchiwał dobiegających do jego pokoiku odgłosów. Domyślał się, co one znaczą. Miał wyrzuty sumienia, że pomaga swoim pracodawcom w takich procederach - mimo zaburzeń osobowości był w stanie odróżniać dobro od zła. Usłyszał nagle kroki na schodach, ktoś do niego szedł. Byle nie Stefan, powtarzał sobie w myślach. Drzwi otworzyły się, stanęła w nich Danuta.

– Masz tu stówkę na drobne wydatki, przydałeś się - oznajmiła i rzuciła na materac Lucka zwitek banknotów. Pracownik podniósł się i podziękował. Danuta chciała już wychodzić, ale przypomniała sobie, po co właściwie przyszła.

– Z wypłaty też zostaw sobie z 5 stów, resztę masz mi oddać, jak zrobię przelew. Możesz dorobić jeszcze trochę. A tu mam więcej zdjęć i filmów z tą cizią, spodobają ci się - Wirnikowa wyjęła z kieszeni mały dysk pendrive. Lucek widocznie się ożywił, na co Danuta stanowczo odpowiedziała:

– Nie za darmo. Najpierw usługa, potem zapłata. Jutro przyjadą nasi dobrzy znajomi, będzie potrzebny tłumacz. Przyjdę po ciebie. Jeśli się jutro dobrze spiszesz, to zakażę Stefanowi tu przychodzić, myślę, że na długo. Przynajmniej do czasu, kiedy znów coś odpierdolisz. Teraz śpij, dobranoc.

Szefowa hostelu zgasiła światło i wyszła. Lucka nadal bolało po pobiciu przez syna szefowej, ale cieszył się, że w najbliższym czasie nie będzie się nim musiał martwić. W rozmowach z "dobrymi znajomymi" Wirników ich pracownik często przydawał się jako tłumacz – dosyć dobrze mówił po angielsku, natomiast jego pracodawcy, jak również ich syn byli zdecydowanie na bakier z językami obcymi. Słaba szkolna rusczyzna Andrzeja nie przydawała się zbytnio w rozmowach z bałkańskimi znajomymi.

Tymczasem czworo studentów znajdowało się już w piwnicy. Byli półprzytomni i związani. Stefan i Andrzej napocili się przy tym, klęli i pokrzykiwali. Danuta przyglądała się stojąc z telefonem w ręku i czekając na wiadomości od znajomych gangsterów. Wirnikowie potrzebowali pieniędzy. Cztery sztuki żywego, młodego i zdrowego towaru miały zapewnić im spory zastrzyk gotówki. Problem, z którym Danuta biła się w głowie był taki, że na pewno ktoś ich będzie szukać, a ich zniknięcie prawdopodobnie zostanie powiązane z hostelem. Nie bała się miejscowych policjantów i lokalnego wymiaru sprawiedliwości w powiecie, z którymi Wirnikowie pozostawali w dobrych stosunkach. Gorzej, jeśli zainteresują się tematem policjanci z innego miasta, na przykład z Bydgoszczy... Lepiej jednak było pozostać przy handlowaniu pojedynczymi sztukami, najlepiej obcokrajowcami - tak, jak było z tą lesbijką z Holandii. Bariera językowa i brak świadków spowodowały rozejście się sprawy po kościach. Miały co prawda pójść na handel obydwie turystki, jednak pokłóciły się ze sobą krótko przed końcem pobytu i jedna z partnerek pojechała do domu wcześniej, nie udało się więc złapać jej w pułapkę. Dobrze szło też wyłapywanie bezdomnych, ale nie było z nich dobrego zarobku, do tego zaprzyjaźnieni gangsterzy nie chcieli już przyjeżdżać po pojedyncze "sztuki". Może czas zacząć udostępniać pokoje pracownikom ze wschodu? Jeśli Wirnikowie zachowają ostrożność, wyłapywanie i sprzedawanie powinno pójść gładko i bez konsekwencji. Danuta miała pełną głowę analiz tej sytuacji. Wirnikowie zasmakowali w biznesie polegającym na handlu ludźmi, jednak chcieli zmniejszyć do minimum ryzyko jakiejś grubej wpadki. Ta akcja była dosyć niebezpieczna w porównaniu z poprzednimi.

Tymczasem Bartek zaczął budzić się z otępienia wywołanego pobiciem. Pozostali studenci spali, on jako jedyny nie dostał tego świństwa, które im wstrzyknięto. Zastanawiał się, jak silne są więzy na jego rękach. Jeśli ci chorzy psychopaci sobie chociaż na chwilę pójdą, spróbuje je rozwiązać. Później tylko uwolnić nogi, znaleźć coś ostrego i poprzecinać więzy unieruchamiające przyjaciół. Ech, beznadziejne rozważania. Ale solidność więzów na jego rękach budziła wątpliwości. Ktoś tu na pewno nie chodził na warsztaty bondage - pomyślał.

Andrzej siedział i popijał piwo odpoczywając po całej akcji. Stefan grał w coś na telefonie. Danuta obserwowała studentów i myślała wciąż o tym, co trzeba dalej zrobić, by zminimalizować ryzyko. Lucek nie powinien wiedzieć o tym, co się dzieje, ale nie martwiła się nim zbytnio - był łatwy do zastraszenia i przede wszystkim potrzebny. Będzie musiał tłumaczyć. Pozostali uczestnicy wycieczki zaczęli powoli się budzić. Sylwia otworzyła oczy. Widziała, kto ich tak urządził.

– Śpij, dobrze ci radzę - zagroził Stefan. Sylwia zamknęła oczy. Bała się go jeszcze bardziej niż jego psychopatycznych rodziców.

– Danka, jemu nie powinniśmy też wstrzyknąć usypiacza? – zapytał Andrzej wskazując na półprzytomnego Bartka.

– A skąd ja ci go wezmę? Kupiliście za mało, a przecież to logiczne, że na uśpienie takich zdrowych młodzieniaszków potrzeba więcej tego świństwa niż na zrobienie tego samego z Luckiem. Mogłeś przewidzieć, że oni nie będą po tym spać 20 godzin, jak on po takiej samej czy mniejszej dawce. Możemy mu wcisnąć jakieś benzodiazepiny do pyska, mam coś chyba w apteczce. A w ogóle po co, przecież nie uciekną stąd, prawda? Poza tym tego delikwenta ma boleć, bo notorycznie łamał regulamin hostelu. Sam widziałeś, jak palił w łazience – odpowiedziała mu żona.

– Mama, zaknebluję ich, co? – włączył się Stefan.

– Poczekaj, póki śpią, to nie. Nie chcesz chyba, żeby się udusili, nie?

Minęły dwie godziny, wszyscy studenci już kontaktowali i byli mniej więcej świadomi tego, co się dzieje i w jakich tarapatach się znaleźli. Udawali jednak, że śpią, żeby nie zwrócić na siebie uwagi oprawców. W końcu i tak będą musieli. Ola niczego na świecie nie pragnęła teraz tak, jak tego, żeby się wysikać. Modliła się w myślach, żeby jej na to pozwolili. Nie chciała zsikać się w spodnie...

– Danka... – przerwał ciszę Andrzej. Stefan przysypiał na krześle.

– Co chcesz? – odpowiedziała Danuta.

– Chce mi się młodej cipy.

– No i co? Mi się chce na Malediwy. A ty nie wiem, co kombinujesz, ale trzymaj chuja przy sobie, dobrze?

– Jak tak to znowu pójdę na dziwki i coś złapię. Podoba mi się ta blondi. Możemy ją zostawić? – zapytał Andrzej wskazując palcem na Sylwię.

– Ty, kurwa, nigdy nie umiałeś trzymać przy sobie kutasa! Powinnam cię już dawno wykastrować! Przez ciebie zabrali nam Kasię, zboczeńcu, nimfomanie! – zaczęła krzyczeć Danuta.

– Gdybyś mi dawała dupy, kiedy tego chciałem, to bym nic jej nie zrobił! Zostawiamy tę dziunię przynajmniej aż mi się nie znudzi! – naciskał Andrzej. Sylwia trzęsła się ze strachu. Wiedziała dobrze, co się święci.

– I co potem, myślisz, że przyjadą po jedną sztukę, idioto? Zwal sobie, to ci przejdzie! – krzyczała rozpryskując ślinę Danuta. Stefan obserwował kłótnię rodziców i ledwo powstrzymywał śmiech.

– A jak ty dajesz dupy młodemu to co, wszystko w porządku?! – podniósł głos Andrzej wskazując na rozbawionego Stefana.

– O nie, kochany. To jest coś innego. Po pierwsze, wszystko zostaje w rodzinie, a nie w burdelu. Po drugie, on sam chce, a Kasia nie chciała, poza tym przypomnij sobie, zboczeńcu, ile miała wtedy lat! Po trzecie, za stara już jestem na zajście w ciążę, więc nie urodzę żadnego ułomka, nie bój się o to! Po czwarte, przypomnij sobie, kiedy ostatnio spaliśmy ze sobą!

– Tak, kurwa? A gdybym cię wtedy nie zawiózł w porę do Ostrawy, to byś urodziła nam tu drugiego Lucka! – wrzeszczał na żonę Andrzej.

– O nie, już byś mógł mi o tym nie przypominać. To było kiedy jeszcze mogłam zajść, poza tym wyspowiadałam się i pokutowałam za to usunięcie. Daj mi już z tym spokój, capie. 20 lat mi to będziesz wypominał?

– Po co łazisz do tego kościoła, ty dewoto, skoro i tak wszystkiego w konfesjonale nie mówisz? – nadal emocjonował się stary Wirnik.

– Bo nie każdy jest takim wypranym z wartości degeneratem jak ty!

– A ty, kurwa, co się śmiejesz, gówniarzu? Co cię tak bawi? Za mało cię tłukłem, dlatego wyrosłeś na to, na co wyrosłeś! Ale co mogło wyjść innego z Danki, jak ona sama jest dzieckiem ojca i córki i co, normalna jest? – pytał retorycznie syna Stefan.

– Ojciec, odpuść. Co się nagle tak pieklisz o to, co robię z matką? Chyba nie zapomniałeś, co powtarzałeś zawsze na ten temat?

– Jasne. Najważniejsze, że nie jesteś pedałem, bo bym cię już dawno z domu wyjebał albo zabił. Danka, zostawiamy blondi albo idę do burdelu! – kontynuował Andrzej.

– Oj już zamknij się, durny capie, weź sobie na jakiś czas tę blondi i nie zawracaj dupy. Puścimy ją na sprzedaż trochę później. Ale teraz daj jej jeszcze spokój, najpierw niech ją wycenią - dała za wygraną Danuta.

Na wpół wybudzony Krzysiek obserwował tę groteskową kłótnię rodzinną i zastanawiał się nad tym, jaka degeneracja kryje się za fasadowymi uśmiechami i udawanym profesjonalizmem tych z pozoru uprzejmych i gościnnych ludzi. Miał nadzieję, że się pokłócą na tyle, że kłótnia przerodzi się w rękoczyny, co dałoby porwanym jakieś iluzoryczne szanse na ucieczkę, gdyby udało im się wykorzystać ten czas na rozwiązanie się. Kątem oka widział, że Bartek coś kombinuje przy swoich więzach. Krzysiek był na to zbyt osłabiony. Co to za świństwo im wstrzyknęli? I co oni chcą zrobić z jego dziewczyną? Gdyby tylko się uwolnił, zabiłby tego starego zwyrodnialca za sam zamiar... Krzysiek był jednak teraz tak bezsilny, pozostała mu tylko nadzieja na pojawienie się jakiegoś gamechangera, jakiejś deus ex machiny, niech by na przykład znalazł ich zupełnie przypadkiem jakiś patrol policji... Płonne nadzieje. Chciało mu się płakać. Nadal musiał jednak udawać nieprzytomnego, nie chciał zostać jeszcze zakneblowany. Sylwia doskonale zdała sobie sprawę z zamiarów Andrzeja. Cała się trzęsła, chciała krzyczeć. Leżała w ciemnym kącie oświetlanej jedną 25-watową żarówką piwnicy. Wirnikowie nie widzieli łez, które spływały po jej twarzy.

W końcu Danuta i Andrzej wyszli. Stefanowi kazali pilnować porwanych osób i w razie potrzeby ich zakneblować. Młody Wirnik jednak nie wyglądał na zbyt czujnego. Przysypiał i bawił się telefonem na zmianę. W końcu wyszedł się załatwić. Bartek się obudził. Teraz lub nigdy. Gnojek chyba wyszedł za większą potrzebą, bo potwornie nasmrodził w tej i tak cuchnącej piwnicy. Rozwiązanie sobie rąk nie zajęło Bartkowi zbyt dużo czasu. Teraz jeszcze nogi. Kurwa, tu zawiązali porządniej. Ha! Dupek zostawił nożyk ukradziony wcześniej Sylwii. Bartek bez większych trudności rozciął więzy krępujące jego nogi i podbiegł do Oli.

– Nic ci nie jest? Krzysiek, Sylwia, zaraz was wszystkich uwolnię i uciekamy!

– Nie uciekniemy stąd... - powiedziała pogrążona w półśnie Ola. Środek nasenny nadal działał.

– No już, koniec z tym defetyzmem! Mnie wszystko boli, ale nie możemy się poddawać tym zwyrodnialcom! – pocieszał Olę i przyjaciół Bartek, rozcinając sprawnymi ruchami więzy Krzyśka. Skalkulował, że w razie powrotu Wirnika do piwnicy lepiej będzie, jeśli uwolniony będzie już Krzysiek, był silniejszy od dziewczyn, a środek nasenny nie działał już na niego tak mocno. Potem uwolni dziewczyny i wszyscy spróbują uciec. Zdążył oswobodzić ręce Krzyśka, kiedy do piwnicy wrócił Stefan.

– A co tu się odpierdala? – błyskawicznie wyciągnął pałkę teleskopową, którą wciąż miał przy sobie. Bartek instynktownie rzucił się na niego z niewielkim nożykiem. Miał na to ułamki sekund. Myślał o tym, żeby dobrze wycelować – jest szansa wyjścia z tego zwycięsko. Rozważania przerwało silne uderzenie w głowę. Polała się krew, Bartek upadł i dostał drugi raz, tym razem po nogach. Ola zaczęła krzyczeć. Krzysiek nie był w stanie i tak nic zrobić, co prawda ręce miał wolne, ale nogi nadal skrępowane.

– Co się drzesz, dziwko? – pięść Stefana wylądowała na twarzy Oli. Za chwilę wszyscy byli już zakneblowani, a Krzysiek porządniej związany. Ola płakała, nie wiedziała, czy jej chłopak żyje. Nie zauważyła nawet, kiedy oddała mocz w majtki.

– Kurwa, ktoś tu się zeszczał! Ja pierdolę, nie będę tu siedział w tym smrodzie! Jeszcze się zesrajcie do tego najlepiej! – Stefan zabrał krzesło i wyszedł z pomieszczenia. Usiadł zaraz za drzwiami i bawił się telefonem.

Rano śpiącego Stefana obudziła Danuta.

– Dlaczego tu jesteś, a nie w środku?

– Zeszczała się ta cizia, nie chciałem siedzieć w tym smrodzie. Bez obaw, nie uciekli.

– Skąd ta krew? – zapytała Danuta wskazując na niewielki ślad krwi na podłodze. Widocznie spadło trochę z pałki teleskopowej. Wirnik nie czekała na odpowiedź i weszła do piwnicy.

– A co to ma być?! – krzycząc zapytała Stefana na widok rannego Bartka.

– Uwolnił się, zaczął uwalniać innych, musiałem reagować szybko.

– Niech zgadnę, zostawiłeś ten nożyk idąc się wysrać? Mógłbyś się w końcu nauczyć używać szczotki do WC. Jak to możliwe, że wychowałam taką świnię? – głośno zastanawiała się Danuta podchodząc do leżącego Bartka i sprawdzając jego puls.

– OK, żyje - powiedziała spokojnie – uszkodziłeś towar, rozumiesz to? - podniosła głos.

– No przepraszam, mama, co, miałem czekać aż uwolni wszystkich? I się rzucą na mnie?

– Tak, szczególnie osłabieni po środku nasennym. A paralizator to gdzie masz? Boże, z wami zawsze coś pójdzie nie tak. Zawsze! O pełnej kwocie za niego możemy zapomnieć, nawet jeśli przeżyje i się pozbiera. Dlaczego walnąłeś go w głowę? Imbecyl! Aha, to ta się zeszczała, teraz widzę. Trzeba będzie dać im się pozałatwiać. Przyniosę wiadro. Pilnuj ich, później wyślę ojca na zmianę – zadecydowała Danuta.

Było późne popołudnie. Świeciło słońce, pogoda zachęcała do spacerów. Na tyłach hostelu pojawiło się duże, czarne pseudoterenowe BMW z obcymi tablicami rejestracyjnymi. Danuta wysłała Andrzeja, żeby przywitał się ze znajomymi, ten poprawił naprędce zaczesane do tyłu siwe włosy. Żona Andrzeja poszła natomiast po Lucka, który właśnie w coś grał na laptopie. Weszła do pokoju i oznajmiła.

– Ubierz się i ruszaj. Przyjechali.

Następne częściBóbr, cz. 7 Bóbr, cz. 8 - ostatnia

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania