Poprzednie częściBóbr cz. 1 Bóbr, cz. 2 Bóbr, cz. 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Bóbr, cz. 7

Stefan czekał w piwnicy pilnując porwanych studentów. Sylwia próbowała krzyczeć, więc szybko uciszył ją uderzeniem w twarz i zakneblował, podobnie jak resztę za wyjątkiem półprzytomnego, majaczącego Bartka. Role przy negocjacjach "handlowych" z bałkańskim gangiem handlarzy ludźmi były jasne: Danuta i Andrzej przedstawiają żywy towar, Lucek tłumaczy co mówią, a Stefan pilnuje porwanych. Wirnikowie wyszli spotkać się z gangsterami. Wcześniej próbowali nieco podnieść swoją pozycję negocjacyjną zapraszając na whisky, ale nie robiło to na groźnych znajomych wrażenia, zależało im na szybkich transakcjach bez tracenia czasu na zbędne pogaduszki. Zanim przyjechali, Stefan przyniósł wiadro od matki i wykonał jej polecenie, żeby pozwolić się wszystkim załatwić. Wiadro miał opróżnić sam do toalety, co zrobił, kląc przy tym wściekle. Szczególnie bolało go, że to on, a nie Lucek zawsze musi zajmować się zapewnianiem porwanym możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych.

Na tyłach budynku z czarnego auta wysiadło dwóch postawnych, śniadych mężczyzn w białych T-shirtach odsłaniających tatuaże na umięśnionych ramionach. Jeden z nich był zupełnie łysy, drugi miał krótko ostrzyżone, kruczoczarne włosy i równo przyciętą brodę. Po chwili dołączył do nich jeden niższy i szczuplejszy, z neseserem w dłoni. Przywitali się z Andrzejem i Danką i łysy zaproponował przejście od razu do interesów. Lucek snuł się za nimi, kiedy szli do piwnicy, w której czekał żywy towar. Gryzły go wyrzuty sumienia, ale nie miał wyjścia - pewnie skończyłby marnie, gdyby postanowił uciec, a odejść po dobroci Wirnikowie na pewno by mu nie pozwolili.

– Lucek, tłumacz. Cztery sztuki. Młodzi, zdrowi. W pracy fizycznej raczej niedoświadczeni, to studenci, ale chłopaki raczej silne. Jedna studentka będzie do wydania dopiero za miesiąc lub dwa – tu Danuta z wyrzutem spojrzała na Andrzeja – natomiast jeden chłopak jest lekko uszkodzony, ale nic mu raczej nie będzie, jest pełnowartościowy – przedstawiała "towar" Wirnikowa, kiedy wszyscy schodzili po schodach do piwnicy, gdzie przetrzymywano porwanych studentów.

Weszli do pomieszczenia, Stefan schował telefon, przywitał się skinieniem głowy i wstał. Niższy mężczyzna otworzył od razu torbę, wyjął aparat do mierzenia ciśnienia i małą lampkę, po chwili podszedł do rannego w głowę Bartka. Zmierzył mu ciśnienie, w tym samym czasie zaświecił latarką w oczy, po czym obejrzał ranę. Bez słowa wyjął jodynę, oblał ranę, wytarł delikatnie kawałkiem gazy i założył opatrunek. Zamienił parę słów w niezrozumiałym języku ze swoimi wspólnikami i zaczął mówić po angielsku patrząc na zmianę na Lucka i Danutę:

– Nic mu raczej nie będzie, ale to jest towar uszkodzony. Dostaniecie za niego połowę ceny. Sprzedajecie od razu wszystkich? Coś mówiliście o tym, że jedna z tych dziewczyn będzie dostępna dopiero za miesiąc lub dwa.

– Ta blondynka zostaje na razie, przyjedźcie po nią tak za 3 miesiące, okej? – natychmiast odezwał się Andrzej.

Danuta nic nie mówiła, ale była coraz bardziej zła na męża.

– Jedna sztuka? Za mało. Zatrzymajcie ją sobie, jeśli chcecie, ale dajcie znać, że jest gotowa dopiero wtedy, kiedy będziecie mieć przynajmniej 2 sztuki. Po jedną nie opłaca nam się przyjeżdżać – odezwał się łysy. Tymczasem Lucek całkiem sprawnie, choć nie zawsze bezbłędnie tłumaczył.

– A za tego zapłaćcie 75%, przecież nic mu nie będzie, nie? – włączyła się do negocjacji Danuta.

– 50% to i tak dużo. Dostał w głowę, nie ma gwarancji, że wytrzyma transport i będzie się do czegokolwiek nadawał. To nie podlega negocjacji – stanowczo odpowiedział niski mężczyzna.

Danuta zamknęła oczy, wzięła głębszy oddech, wściekła tym razem na Stefana.

– 60%, OK? – zaproponowała.

– Przetłumacz, że w takim razie go nie bierzemy – powiedział do Lucka niski.

– Dobra, dobra, niech będzie ta połowa. Macie już pieniądze? – zapytała Wirnikowa.

– Będą, kiedy przyjedzie furgon – powiedział łysy wyciągając telefon. Zadzwonił do kogoś, wymienił kilka lakonicznych zdań w niezrozumiałym języku i rozłączył się.

– 15 minut – powiedział niski.

Na zewnątrz ściemniało się. Studenci byli zbyt zmęczeni, żeby w ogóle się ruszyć, do tego byli związani i zakneblowani. Bartek majaczył i próbował coś mówić, ale nie wychodziło mu to. Niewielka ciężarówka wjechała na tyły budynku i aby się tam zmieściła, czarnowłosy gangster-kierowca musiał wyjechać BMW na zewnątrz. Łysy wraz z kierowcą ciężarówki poprzestawiali w środku różne pudła i skrzynie mające zakamuflować kluczowy "ładunek". Tymczasem niski wspólnik bandy podawał studentom środek usypiający, omijając Sylwię, która miała zostać u Wirników. Kierowca ciężarówki wraz ze swoim wspólnikiem pod nadzorem łysego przenosili po kolei młodych ludzi do auta.

Łysy zszedł jeszcze do piwnicy z torbą z pieniędzmi. Przeliczył, zostawił sobie tyle, ile wynosiłaby cena za Sylwię oraz pół ceny za Bartka. Andrzej również przeliczył banknoty, stwierdził, że kasa się zgadza. Panowie uścisnęli sobie ręce w znaku ubicia interesu. Łysy wyszedł, za nim pozostała dwójka. Ciężarówka ruszyła, a po chwili gangsterzy udali się do swojego BMW i odjechali. Sylwia została w piwnicy. Danuta mijając Lucka dyskretnie przekazała mu obiecany pendrive z nagimi zdjęciami oraz filmikami z Olą, po czym Wirnikowie w komplecie udali się do swojego salonu.

– No, to spłacimy długi i może zostanie nam na te Malediwy – cieszyła się z łatwego zarobku Danuta, choć nadal była podirytowana tym, że był mniejszy niż planowali z powodu błędu Stefana i seksualnej nadpobudliwości Andrzeja.

– Stefan, weź tę dziunię gdzieś do innego pomieszczenia, bo tam w piwnicy śmierdzi i nie będę jej posuwał w tym smrodzie. I weź najpierw zaciągnij ją pod prysznic – polecił synowi Andrzej zupełnie nie przejmując się obecnością żony.

– Zadowolony jesteś z siebie? Teraz musimy jeszcze kogoś zgarnąć, żeby po nią przyjechali, a nie będziemy jej tu trzymać wiecznie! Gdyby ta Ukrainka nam nie zwiała, to by było do załatwienia, a tak to musimy znów ryzykować, bo tobie chce się pieprzyć! – zgryźliwym tonem ganiła męża Danuta – A przez ciebie i naszego inteligentnego synka mało co zostanie, kiedy spłacimy długi. Może chociaż na jakiś last minute na tych Malediwach... – lekko się rozmarzyła.

– Co ty masz z tymi Malediwami? Gdzie to w ogóle jest? – zapytał Andrzej.

– Na mapie sobie poszukaj.

Los Oli, Bartka i Krzyśka został przypieczętowany w momencie zamknięcia drzwi załadunkowych półciężarówki. Wirników nie obchodziło, co z nimi będzie dalej i gdzie skończą, nie mieli też żadnych wyrzutów sumienia, bali się jedynie, że ktoś zacznie węszyć wokół nich, bo zaginięcie tych młodych ludzi na pewno zostanie zgłoszone. Nie było też gwarancji, że na dobre został uciszony Piotr, chłopak z informacji turystycznej. W razie czego mieli żelazną rezerwę pieniężną wystarczającą, by się ulotnić do jakiegoś odległego kraju na fałszywych paszportach. Najbliższa przyszłość Sylwii natomiast czekała na nią w obskurnej, ciemnej, zamykanej na solidny zamek komórce bez okna i oświetlenia, do której po niecałej godzinie udał się Andrzej obrzydliwie się przy tym oblizując. Lucek otrzymał swoją nagrodę, czekało na niego jeszcze kilkaset złotych za "dobrą robotę", którą wykonał tłumacząc przy zbrodniczym procederze. Podłączył pendrive do starego laptopa, włączył pierwszy z brzegu filmik przedstawiający nagą Olę wycierającą się po kąpieli i rozpoczął swój kilkugodzinny onanistyczny seans.

Ciężarówka pędziła gdzieś daleko na południe.

Następne częściBóbr, cz. 8 - ostatnia

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania