Poprzednie częściBóbr cz. 1 Bóbr, cz. 2 Bóbr, cz. 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Bóbr, cz. 8 - ostatnia

Po miasteczku kręciła się od kilku godzin drobna, około 18-letnia dziewczyna z długimi, czarnymi włosami spiętymi w kucyk. Nosiła spory jak na swoje wymiary plecak i ciągnęła za sobą małą torbę na kółkach, podobną do tych, z którymi często widać starsze panie idące na zakupy. Co pewien czas stawała, wyciągała z plecaka i torby kartki z nadrukowanymi kolorowymi zdjęciami, taśmę klejącą i naklejała te plakaty wszędzie, gdzie to było możliwe. Na niektórych były zdjęcia czwórki studentów, na niektórych tylko Bartka. Pod nimi znajdowały się numery telefonów i adresy e-mailowe rodziny zaginionego i organizacji zajmującej się poszukiwaniem osób, po których ślad zaginął. Dziewczyna od kilku dni kursowała po całej Polsce, ale szczególnie aktywna była na terenie województwa śląskiego.

Hostel "Żółty Bóbr" został z powrotem otwarty i zapełnił się gośćmi. Po trojgu z grupy studentów zostało wspomnienie i splamione zbrodnią pieniądze w sejfie Wirników, natomiast Sylwia zamknięta w piwnicy nadal nie nudziła się Andrzejowi. W myślach wolała umrzeć, niż spędzić choćby tydzień dłużej w tym miejscu. Przezorni Andrzej i Stefan jednak pozbawili ją dostępu do jakichkolwiek narzędzi, którymi mogłaby sobie zrobić krzywdę. Myślała o samobójstwie przez uderzanie głową w mur, gdzieś jednak w podświadomości tliła się nadzieja na uwolnienie. Lub chociaż na powtórzenie losu pozostałych studentów, w tym jej chłopaka... Wywiezienie i iluzoryczna szansa na ucieczkę. Zostali sprzedani na organy? Myślała, że jeśli tak, to w porównaniu z nią i tak wygrali na loterii. Czy może chłopaków wywieźli gdzieś do niewolniczej pracy, a Olę do burdelu? Nie chciała dłużej się nad tym zastanawiać. Przeżuwała suchą bułkę, którą trzymała w lewej dłoni, prawą miała przykutą łańcuchem do ściany. Zauważyła, że brakuje jej dwóch zębów po ostatniej wizycie Andrzeja...

Stefan wrócił z zakupów, oprócz jedzenia i innych artykułów pierwszej potrzeby (w tym wódki i papierosów) przyniósł też garść zmiętych papierów.

– Mama, ktoś tu węszy – rozwinął zmięte kartki. Danuta badawczym wzrokiem je obejrzała, po czym zapytała:

– Dużo tego na mieście?

– Sporo. Widziałem jakąś cizię z plecakiem i torbą na kółkach, na pewno nie jest stąd, ale czy to ona rozkleiła, nie wiem.

– Cholera jasna, wiedziałam, że to ryzykowny pomysł...Andrzej! – zawołała męża Danuta.

– Co? – stary Wirnik na ostrym kacu przyszedł do salonu w samych gaciach.

– Patrz. Pełno tego w miasteczku. A kto wie, gdzie jeszcze – żona pokazała mu wydrukowane na zwykłej, kolorowej drukarce atramentowej plakaty.

– Kurwa, naszej blondi też szukają – zareagował Andrzej.

– Nie muszę chyba mówić, dzięki komu mamy jeszcze większy problem – z wyrzutem powiedziała do męża szefowa hostelu.

– To co robimy, mama? – zapytał Stefan.

– Poczekaj chwilę...Słuchajcie, przejdźcie się po mieście w nocy i pozdzierajcie te ogłoszenia. A ty, Andrzej...Raczej przejedź się do miasta powiatowego i sprawdź, czy tam też wiszą. Ale też jedź w nocy, pozdzierasz, jeśli będą.

Wirnikowie zrozumieli i przytaknęli. O północy Andrzej wyjechał swym autem, natomiast Stefan uzbrojony w nóż i pałkę teleskopową wyszedł na spacer po miasteczku, podczas którego miał wykonać swoje zadanie.

– Mama, pozrywałem wszystko, co znalazłem – zakomunikował matce Stefan po powrocie.

– Gdzie masz te ogłoszenia?

– Powyrzucałem – dumnie odparł syn.

– Słucham?

– No, wyrzuciłem do śmietników. A co miałem z nimi zrobić?

– PRZYNIEŚĆ, IMBECYLU, TUTAJ! Już byśmy to zutylizowali jakoś! Myślałam, że to oczywiste! Teraz każdy może zobaczyć, że ogłoszenia zostały zerwane i wyrzucone! Wypierdalaj powyciągać je z powrotem i przynieś tutaj! – krzyczała Danuta.

– Nieee... – jęknął Stefan.

– ZEJDŹ MI Z OCZU, KRETYNIE! Mam nadzieję, że twój ojciec nie będzie aż tak głupi!

Istotnie, nie był. Przywiózł małą stertę zerwanych ogłoszeń.

Pół roku później.

Piotr siedział sam w przedziale z zasłoniętymi wewnętrznymi oknami, uważnie nasłuchując, ilekroć ktoś przechodził korytarzem. Dalekobieżny pociąg nie był zbyt zatłoczony, typowo dla kursów w środku tygodnia. Za oknem padał deszcz ze śniegiem, dopiero świtało. Ludzie pocili się w grubych, zimowych płaszczach i kurtkach, więc Piotr założył cieńszą, jesienną kurtkę, w sam raz na taką pogodę. W dłoni chłopak nerwowo miął bilet z wydrukowaną relacją. Dlaczego Szczecin? Bo daleko. Jak najdalej od lokalnych struktur. Na pewno trudno będzie przekonać tamtejszą policję do przyjęcia sprawy, nieschowania jej do szuflady i nieprzekazania jej funkcjonariuszom z okolicy. W teczce w plecaku miał obdukcję, przezornie wykonaną również w innym mieście; jej kopia leżała w szufladzie w domu. Piotr myślał o tym, że ktoś w końcu musi powiedzieć "nie" złu, które Wirnikowie wyrządzają od lat. To, że są chorzy nie tłumaczy takiego zezwierzęcenia. Tamtych czworo studentów pewnie już dawno leży gdzieś w dole z wapnem i im nic nie pomoże, ale być może da się zapobiec dalszym ofiarom. Nie miał pojęcia, co właściciele Bobra robią swoim ofiarom. Zabijają dla przyjemności? Handlują nimi? Najgorsza była uporczywie nasuwająca się myśl: co będzie, jeśli jednak się nie uda, a oni jakimś sposobem dowiedzą się, że to Piotr skłonił trybiki machiny sprawiedliwości do jakiegokolwiek ruchu? Tych myśli nie chciał dopuszczać do siebie. Za to, co jemu zrobili, też muszą zapłacić. Wstawienie zębów sporo kosztowało, a uraz psychiczny zostanie pewnie jeszcze na długo. Mało brakowało, a straciłby posadę, którą lubi - miejscowego centrum informacji turystycznej nie było stać na trzymiesięczny wakat, na szczęście znalazł się ktoś, kto zgodził się zastąpić Piotra na okres zwolnienia chorobowego. Mogło ono trwać dłużej, ale ileż można siedzieć w domu? Tej nocy nie mógł spać, ale drzemać w pociągu też nie chciał. Podróż będzie długa, lepiej być czujnym. Tylko nie spanikować, kiedy będzie na miejscu. Powiedzieć wszystko, co wie. Pokazać wszystko, co ma na ten temat. Nie dać się spławić. Mijał kolejne miasta, pociąg łapał spóźnienie czekając na opóźnione połączenia docierające do stacji węzłowych. Nie wolno mi tego spieprzyć, powtarzał sobie Piotr w myślach. Trudno mu było skupić się na czymkolwiek innym.

 

Ciąg dalszy nastąpi w odcinku (lub serii) Bóbr - epilog.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania