Bocian
Pewnie bocian spod Krakowa
Zapragnął być bogaty
Wziął starą walizkę
Spakował szmaty
Leci nad Krakowem
Podziwia widoki
O jasna cholera
Jakie straszne smoki
Pomyślał sobie w duszy
Pewnie ich strasznie suszy
Zieją ogniem,wielkie oczyska maja
Pewnie po cichu trawkę popalają
Leci dalej ,Poznań mija
A tu co za żmija
Dwa koziołki się stykają
Oni pewnie na coś
Ochotę maja
Ale to nie moje sprawy
Lecę dalej do Warszawy
Leci stary bocianisko
Aż dotarł na lotnisko
Ile bocianów tu przybyło
Chyba na łące im się nudziło
Wszedł do baru
Skrzydła rozłożył
Aż tu nagle ktoś
mu w dziób przyłożył
Co jest do cholery
Gdzie ja trafiłem
Dlaczego od razu
W dziób zarobiłem
Otworzył oczy i zobaczył
Uśmiech uroczy
Piękna panienka oczkami mrugała
Do swojego pokoju go , zapraszała
Obudził się bociek z rana
Na łące w stoku siana
Bez walizki ,bez pieniędzy
Dalej musi żyć w swojej nędzy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania