Bocian,autopilot i Dirty Dancing
400 złotych w dwóch banknotach leżało na stole, gdy wyciągnęłam telefon, by popisać sobie. Obok dwa ruskie na białym talerzu – jeden zjarany, drugi nie bardzo. Jeden kubek pusty, drugi do połowy z kawą.
A wcześniej ktoś zapytał przy okienku, jak ułan:
– To co, zabić Bociana?
Z wrażenia nie usłyszałam, że chciano Aspargin.
– Nati, o co chodzi Z TYM BOCIANEM?
– Nie wiesz, Lumi? Miałaś to szczęście nie mieć chwilówki?
– E, że co? – zapytałam, nie rozumiejąc, co ma bocian – jak mówiła Nati, jakiś afrykański, czarny, wyjątkowy – do realizacji recepty.
– Lumi, jak kiedyś wjechał na osiedle agent typu Provident, to ludzie chowali się ze wstydu. Nawet ci kuśtykający uciekali w popłochu.
– Aaaaa, to dlatego pan chciał pożyczkę, bo leki drogie? A dlaczego zabić?
– Lumi, popić leki i u Bociana kasę pożyczyć.
Tak te szyby pocovidowe zagłuszają słowa, a nawet całe zdania, że Apap to zazwyczaj Acard bądź na odwrót.
– I co z tym bocianem, Nati? – zapytałam. – No, ma kolor czarno-biały... Serio, a nie cały czarny? Florian kiedyś przysłał mi filmik, jak po naszej rzece chodził i był autentycznie zachwycony...
Leciałam dziś na autopilocie, totalnie. Ejjj, nie lubię Wszystkich Świętych, tych kolejek ludzi otumanionych zakupochowaniem.
Ranek był świetny do momentu, jak patrzyłam na Betowena i głaskałam go na do widzenia. Tak tęsknie patrzył, gdy wsiadałam do auta, że autentycznie żal mi się zrobiło, że zostaje na cały dzień sam na podwórzu i ma być grzeczny i pilnować – tak mu powtarzam od czterech lat, dzień po dniu, wytrwale.
Więc odpaliłam moje nowe auto, które Eliasz kupił mi w trzy dni... Sprzedał, kupił i kazał jechać. Odpaliłam radio i poleciało Dirty Dancing.
W cukierni patrzyłam na obrzydliwe ciastka na kształt grobu z tablicą „RIP” napisanym lukrem. Później szukałam paragonu jak żul w koszu, bo kobieta zapomniała i wróciła. Trzy osoby naraz pytały mnie o coś, gdy czwartą obsługiwałam.
Generalnie to gdy Jaga wyszła z WC, mówię, że czekam na nią, bo drobne potrzebuję, a ona podeszła do mnie jak do konfesjonału.
Ja na to, że drobne chcę, a nie spowiadać się, a ona:
– A, OK, Lumi.
Iiii opowiadała mi, że niewyspana, bo w nocy czytała premierę swojej ulubionej książki. Ja na to, że sagę „Zmierzch” tak wciągnęłam w siebie po nocach, że sama później jak zombie wyglądałam.
Po czym opowiadała, że była w medycynie pracy i taka zachwycona doktorem, że poleciłam jej wrócić i zapytać, czy kolczyka po babci nie zgubiła.
Wychodząc o 17.00, było jeszcze o pszczołach, że królowa może być tylko jedna na tym plastrze miodu i to fascynujące, bo nikt nie wie, jak do tego dochodzi, że zwykła larwa jest karmiona mleczkiem i po akceptacji zostaje kimś.
No i było jeszcze o myszach. Czy mam olejek miętowy, bo ponoć odstrasza. Nanosimy na wacik kosmetyczny i upychamy pod podłogę, i ponoć znikają.
Ciekawe, ech...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania