Bóg

Siedzi wygodnie, poważnie na świat spogląda

Stąpa dostojnie, każdemu z nas się przyglądnie

Na biało ubrany, w swojej kaplicy nas dogląda

Opanowany, spokojny, wygląda tak cudnie

 

Babina do niego skruszona, wchodzi zgarbiona

Słowa jej w gardle utknęły na widok czcigodny

Ofiarę dla boga niesie, kaczka ulubiona, jedynaczka

Dostojny na nią zerka, widok przed nim marny

 

Ptaszyska nie chce, do ornitologa na badania odsyła

Czy ona sama od siebie, do niego, bez terminu wchodzi?

Człowiek skromny prawdę mówi: kasa chorych ją wysłała

Ona przeprasza, że przeszkadza, tylko o zdrowie prosi

 

Światły czoło marszczy, w szyję skrobie, zastanawia

Witaminy, preparaty, czopki, nawet maść wystawia

Za miesiąc i trzy dni, do kontroli chce ją znowu widzieć

Jak zaboli, to głowy nie zawracać, w aptece powiedzieć

 

Za miesiąc i dwa dni, do szpitala prosto z apteki zabrali

Do rury wsadzili i od stóp do głowy wszystko oglądnęli

Babina przestraszona leży. Bogowie o zdrowie nie pytają

Głowami kiwają. Miesiąc za późno. Księdza wołają

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania