bogini
Nadaje imiona wszystkim moim rzeczom
Aspektom żywiołu jakim jest życie,
Dlaczego nie jestem w stanie
W spokoju zostawić chociażby runa jego?
Pewnie dlatego że chciałabym
by zostało przy mnie po wieki.
Struny jasne wypalają na skałach różne runy
Jednak tylko to tu zostanie
Z wszystkich strun i gron
jedno zostało wybrane
Choć już od gorąca zmarszczone
Jedyne się bez reszty nie wyparzy
Zaostrzy swoje końce, ściśnie to co w środku
I spróbuje oddech zwalczyć.
Nieba jednak nie pokona
Toteż pod jego naporem wwierci się do środka
Tam będzie ciemno, bezbarwnie
I póki skruszone części się nie odnajdą
Na wieki, w beznadziei pozostanie
W końcu lęk złamie w połowie
i w jądrze odkryje spokoju pokłady
Po tym usłyszy szum wody,
echo jeziora w muszli
Na reszcie coś je złapie
Rozluźni więzy korzeni otaczających
I ręce złapią za skałę,
wyciągną się aż na powierzchnię
By zakwitły Bogu nad nią a nie na dnie.
Komentarze (2)
P.S↔Z dawnego lamusa film "Rebeka" i książka, też niczego sobie:)↔Pozdrawiam?:)
Tak czy inaczej na początek proponuję zrezygnować z ozdobników, inwersji i niepotrzebnych fraz. Niech zostanie sam surowy przekaz. Dopiero wtedy lekki make up. Każde słowo powinno czemuś służyć, podobnie wersyfikacja czy interpunkcja...
Ta wersja, niestety, nie jest dobrym utworem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania