Bogobojny

Zgodnie z poleceniem komendanta przez tydzień dopieszczałem karoserię naszego pięknego czerwonego samochodu, nie tylko szamponem i woskiem, lecz przede wszystkim sercem. Nawet na chwilę nie przerywałem pracy pomimo, że jego lakier lśnił niczym na prawdziwym Ferrari, chociaż to tylko Żuk straży w Siedlcu z numerem bocznym 08-15-76. Kiedyś z tysięcy podobnych pojazdów wyróżniał go umieszczony z prawej strony na masce napis w stylizowanym kole zębatym ZBM Osiny, lecz obecnie w całym kraju sprawny pozostał tylko on przez to jest niepowtarzalny i wyjątkowy oraz rozpoznawany przez wszystkich mieszkańców powiatu. Dlatego w dniu Bożego Ciała zgodnie z decyzją pierwszego po bogu naszej remizy, został zaparkowany przy skwerze niedaleko kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia przy Placu dworcowym, sąsiadującym z ulicą Parkową, gdzie mieści się urząd miasta i gminy w Pajęcznie. Wszyscy wiedzą, że w tym wyjątkowym dniu organizowane są procesje i do ich zabezpieczenia wyznacza się strażaków oraz angażuje się lokalne siły policyjne. Podobnie postąpiono w naszym mieście i wyznaczono, jak corocznie do przemarszu ulicę Kościuszki. Tuż przed rozpoczęciem pochodu, oznakowany radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi oczyszczał ulicę z nadjeżdżających samochodów. Kiedy uformowana procesja ruszyła, dokładnie o jedenastej trzydzieści, policjant siedzący w samochodzie zatrzymał nadjeżdżający samochód, o coś zapytał kierowcę i po usłyszeniu odpowiedzi nakazał mu skręcić w prawo w dawną ulicę Świerczewskiego, lecz po tych dekomunizacjach to cholera wie w jaką.

Rola jaką zostałem obarczony tego dnia nie przypadła mi do gustu, ponieważ jeszcze niedawno za moje zasługi w radzie parafialnej, obiecano mi, że będę nieść baldachim gdy chleb eucharystyczny wyjdzie na drogę. Jednak w tym przemarszu miałem iść sam na końcu i podciągać do przodu wszystkich malkontentów. Zawiedziony dotarłem do skrzyżowania Kościuszki z Świerczewskiego i w tym momencie wycofał pojazd, który tam wcześniej został skierowany przez policjanta. Nie dość, że Karolkowi zdekomunizowali ulicę to przy okazji zdegradowali ją do jednokierunkowej. Kierowca nie tylko jechał tyłem to jeszcze najechał mi kołem na stopę.

- Stój skur… - krzyknąłem głośno, lecz na powagę miejsca powstrzymałem się z dokończeniem zdania.

Pacan miał refleks i stanął mi na stopie. Siląc się na spokój powiedziałem.

- Czy może pan zjechać z mojej nogi.

Szofer zwolnił pedał hamulca i pojazd samoczynnie stoczył się z górki w byłą ulicę tego, który się nie kłaniał kulom. Następnie zaciągnął ręczny i wyszedł z samochodu.

- Szlag by cię trafił – dodałem w kierunku pojazdu.

Kierowca podszedł do mnie, był bardzo blady i zdenerwowany.

- Bardzo pana przepraszam za ból jaki sprawiłem i jestem gotów ponieść z tego tytułu konsekwencje. Jeżeli panu wystarczy finansowe zadośćuczynienie to proszę określić kwotę.

Gorączkowo w głowie szukałem sumy, jaka by mnie satysfakcjonowała i jaką on były w stanie zapłacić za złamanie przepisów. Ostatecznie zawsze mogę wezwać drogówkę i wlepią mu mandat oraz punkty karne, lecz wtedy nie otrzymam nic. Paluchami w bucie poruszyłem, dla pewności ściągnąłem buta i skarpetkę. Niczego niepokojącego nie zauważyłem, lecz nie poddaję się bez targowania. Teatralnie robię dwa kroki, przy okazji krzywiąc się.

- Jak pan jeździ? – rzucam zapytanie i gram na czas.

- Jeszcze raz bardzo przepraszam, lecz jestem dzisiaj bardzo zdenerwowany – odpowiada.

- Problemy z kobietą – stwierdzam za niego i wywlekam na światło dzienne swoje własne demony.

- Nie, tylko zobaczyłem dziś, co zrobiono z domem bożym – odpowiada głosem pełnym goryczy.

- Okradli?

- Gorzej zrobili w nim sklep żabka czynny od szóstej do dwudziestej trzeciej nawet dzisiaj, salon RTV, ajencję ubezpieczeniową, usługi krawieckie i oferują pomieszczenia do wynajęcia.

- O rzesz! – wyrwało mi się i dodaję oburzony – z kościoła zrobiono kram.

- Z kościoła rzymskokatolickiego nie, tylko z synagogi.

Właściwie mógłbym zakończyć w tym momencie tą rozmowę i zgarnąć odszkodowanie za doznany ból. Jednak pamiętam swoje oburzenie, gdy zaraz po upadku komunizmu pojechałem do byłego Związku Radzieckiego i tam zobaczyłem kościół zamieniony na magazyn nawozu. Wtedy kląłem jak szewc i po powrocie do kraju, podczas spowiedzi ksiądz jak się dowiedział to też użył podobnych słów na określenie haniebnego czynu. Mało tego opowiedział mi jak we Francji w kościele organizują dyskoteki. Dlatego bogatszy o turystyczne doświadczenie, nie tylko swoje, powiedziałem.

- Panie, ruskie z kościołami tak samo robili, więc gmina żydowska niech wystą… - przerwałem w pół słowa i zapytałem.

- To w Rosji też jest sieć Żabka?

- Mówię o miejscowości Busko Zdrój, gdzie przy ulicy Partyzantów stoi dawna synagoga, a teraz w niej kwitnie handel.

W tym momencie słysząc to przelał się we mnie kielich goryczy, ponieważ już przed przystąpieniem do pierwszej komunii, z lekcji religii pamiętam jak pan Jezus wszedł do domu bożego, przegonił z niego handlarzy i zniszczył ich kramy. Wtedy nie było jeszcze kościoła rzymskokatolickiego, czyli musiała być to synagoga i mimo tego nastąpiła gwałtowna reakcja syna bożego. Dlatego jako dobry katolik poczułem potrzebę zweryfikowania słów kierowcy, więc złożyłem mu propozycję.

- Jak zawiezie mnie pan do Buska, a później odwiezie do Pajęczna i to co pan mówi okaże się prawdą to będziemy kwita.

Zgodził się prawie natychmiast i zaprosił do swojego samochodu klasy Premium. Tapicerka auta z białej skóry, wnętrze kremowe, klimatyzacja i zawieszenie tłumiące wszystkie nierówności nawet te powstające przy najechaniu na kanały. Właściwie nie jechałem tylko płynąłem po asfalcie, istny kosmos w porównaniu z moim Żukiem. Mógłbym się nawet wprowadzić do tej luksusowej bryki, tak mi było wygodnie i w tym komforcie podróż do Buska dla mnie trwała zaledwie chwilę. Jechaliśmy przez miasta i wsie mijając po drodze liczne procesje. Kierowca w Busku Zdroju zaparkował samochód i najpierw zaprowadził mnie pod plan miasta, żebym poznał lokalizację synagogi. Nawet nie musiałem się wysilać z szukaniem, ponieważ gwiazda Dawida była bardzo charakterystyczna nawet dla mnie. Legenda doprecyzowała informacje dla turystów „Dawna synagoga, obecnie sklep Żabka”. Jednak jestem, jak niewierny Tomasz i idę zobaczyć Dom Boży na własne oczy. Bez najmniejszego problemu trafiam i przy drzwiach wejściowych witają mnie umieszczone w szklanych gablotach rozwieszone na ścianach promocje. Nikt z licznych klientów nie zapoznaje się z najnowszą propozycja handlową, tylko przechodzą obok mnie i kolejno znikają we wnętrzu, by po niedługim czasie wyjść z zakupami. Kierowany impulsem wchodzę, podchodzę do kasjerki stojącej przy kasie i pytam.

- Dzisiaj w święto, a sklep jest czynny?

- Nasz sklep ma status placówki pocztowej w rozumieniu prawa, na podstawie umowy zawartej z operatorem pocztowym w dwa tysiące dwunastym roku.

- Cieszę się, że to słyszę, dlatego poproszę znaczek i widokówkę z Buskiem.

- Wyszły – odpowiada i wyprzedzając moje kolejne pytanie mówi – działamy w systemie franczyzowym i jako właścicielka zgodnie z prawem stoję za ladą.

Wypadało mi po usłyszeniu słów właścicielki tylko grzecznie wyjść i zastanowić się nad powiedzeniem krążącym w społeczeństwie katolickim, czyli polskim „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.” Widocznie tylko Jezusek i kilka osób potrafi dostrzec nad wyraz wielką niestosowność umieszczania kramów w Domu Bożym, nawet gdyby ten był wykorzystywany do modlitwy tylko przez chwilę. Jestem ciekawy czy nasze władze by postąpiły z meczetem w taki sposób? Moim zdaniem z pewnością nie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Pasja 08.06.2018
    Witam
    Ciekawe spojrzenie. Historia zatoczyła koło. Robimy wszyscy to samo tylko w białych rękawiczkach. Synagoga, przecież to nie nasza świątynia, więc można ją zamienić a żabkę. Taka fuzja.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Hej tu tu gdzie mieszkam, kościoły zamieniane są często w dyskoteki, widziałem jeden przerobiony na bibliotekę. Co za czasy...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania