Boję się, że Nie Istnieję

Nie ma nic bardziej przerażającego niż myśl, że mogło nas wcale nie być, że wszystko, czym jesteśmy — każda myśl, każde wspomnienie, każda blizna mogła nigdy się nie wydarzyć. A jednak jesteśmy, chwiejni, niedokończeni, pytający. Zrodzeni z nicości, która nigdy tak naprawdę nie znika tylko cierpliwie czeka, aż wrócimy. Czasem czujemy jej oddech, gdy noc staje się zbyt cicha, a my zbyt obecni we własnej głowie.

Czym jestem i dla kogo? Czy cokolwiek we mnie należy tylko do mnie? Myśli, które myślę, słowa, które wypowiadam czy to naprawdę moje? Czy jestem sobą, czy tylko odbiciem cudzych spojrzeń, które mówiły mi, kim mam być? Świat uczy nas mówić zanim nauczymy się słuchać siebie, uczy nas kochać, zanim wiemy, kim jesteśmy i zanim znajdziemy swoje imię, już żyjemy cudzym życiem.

A potem przychodzi miłość. Czasem tak cicha, że ledwie ją słychać. Czasem tak gwałtowna, że rozdziera nas na pół i choć mimo jej pragnienia, nie umiemy się w niej ukorzenić. Bo jak można być z kimś naprawdę, jeśli nie ma się pewności, że istnieje się naprawdę? Chcemy być widziani, ale boimy się tego spojrzenia. Chcemy być dotknięci, ale boimy się, że pod skórą jest pustka.

Samotność nie zawsze znaczy brak ludzi. Czasem najgłębsza samotność rodzi się wtedy, gdy ktoś nas trzyma za rękę, a my i tak jesteśmy nieosiągalni. Chcemy być znalezieni, choć sami nie wiemy, gdzie jesteśmy. A jednak w każdej próbie, w każdym szeptanym „jestem tu” — miłość walczy z tą pustką. Czasem jedno spojrzenie, jedno drżenie głosu wystarcza, byśmy uwierzyli, że istniejemy naprawdę.

I może właśnie to wystarczy. Nie zrozumienie. Nie odpowiedź. Ale obecność. To, że mimo nicości, mimo rozdarcia między „ja” a światem, mimo samotności — ktoś został i słucha.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Florian Konrad 9 miesięcy temu
    Pięknie napisane, ale zgrzytnęło mi przy tym, że blizna mogłaby się nie wydarzyć. Doprecyzowałbym: nie wydarzyć, nie zaistnieć. Jedno słowo, a jak zmienia na plus!
  • ireneo 8 miesięcy temu
    Istniejesz swoimi zmysłami. Te tracą zdolność odbierania otoczenia i wtedy przestajesz istnieć.
    Odczuwasz brak bodźców świadczących że jesteś dla tegoż otoczenia potrzebny.
    Kiedy przyjdzie czas na miecz wieku wykuty w losie komunikacja z otoczeniem urwie się nagle jak ostatnia nić wpleciona w powróz który cie z nim wiązał. Nie będziesz, wówczas za niczym tęsknił gdyż ciebie nie będzie. Jak wszyscy jesteś odbiornikiem zapachów, smaków, dźwięków, kształtów, obrazów. Kiedy przestaną istnieć przestaniesz i ty. Będziesz jak przed powiciem i wątpię abyś zachował z tamtego czasu tak przerażające myśli że cie nie ma i że bardzo chcesz się urodzić. Ponieważ tak już jest, ze co ma początek musi mieć i koniec nie będzie cię i strachu też nie bo do tego potrzeba wzroku, słuchu, dotyku, smaku węchu. No, to chyba super, prawda?
    Dziwie się tym co za repetą stoją i tym pchają się w nieznane kłopoty i jakby malo to w wieczne.
    Taja wuzha może przerażać, na szczęście, urojona przerażeniem przed ostatecznością.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania